piątek, 25 marca 2016

Rozdział 21. "Walczyli do końca, choć brakło sił.."

https://www.youtube.com/watch?v=cgFTQFtKw_4 [polecam słuchanie w trakcie czytania :)]



Tydzień później.

Rozalia w dalszym ciągu się do mnie nie odzywa, nie wiem co jest grane, ale wcale mi się to nie podoba. Czekałem na jakąkolwiek wiadomość, ale nie.. cisza. Aż do dzisiaj kiedy do moich drzwi zapukał listonosz. Wręczył mi kilka listów. Zwykłe rachunki, ale wśród nich dostrzegłem różową kopertę. Szybko ją otworzyłem i zacząłem czytać.

"Bieniu! 
Heh kochanie, nawet nie wiesz jak ja za Tobą tęsknie. Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? Wyhaczyłeś mnie na zdjęcia. Zabawne prawda? Zwykła dziewczyna robiąca zdjęcia i nagle podchodzi do niej jej idol. Potem zaczyna się przyjaźń. Dużo czasu spędziliśmy razem. W końcu pojawiło się uczucie silniejsze niż przyjaźń...
Muszę Ci powiedzieć, że diametralnie zmieniłeś mój świat. Wszystko nabrało sensu, koloru. Każdy mój dzień zaczynałam z uśmiechem, z pełnią chęci do życia. Teraz? Teraz już nic nie będzie takie jak dawniej... 

Pamiętasz jak jeszcze kilka miesięcy temu leżeliśmy na polanie i planowaliśmy nasze wakacje? Hiszpania wygrała. Tam mieliśmy spędzić najcudowniejszy czas w naszym życiu. Plaża, słońce i tylko ja i  Ty.. Czego chcieć więcej? Pamiętam jak wtedy powiedziałeś, że nasza miłość jest tak mocna, że nic ją nie zabije, a jednak..
Nie jestem dobra w przelewaniu sowich uczuć na papier. Dlatego powiem to prosto z mostu... Kłamałam. Kłamałam, że jest dobrze, że z tego wyjdę. Teraz kiedy to czytasz mnie już pewnie nie będzie na tym świecie. Lekarze nie dawali mi szans, wynika wyszły jeszcze gorzej niż poprzednio. Przepraszam, że nie zadzwoniłam i nie powiedziałam ci prawdy. Podejrzewam, że nie miałabym odwagi i nie potrafiłabym powiedzieć, że za niedługo umrę. I widzisz, wtedy na lotnisku podjęłam dobrą decyzję... Dobrze, że nie zgodziłam się zostać Twoją żoną, choć to było moim największym marzeniem. Chciałam być zawsze z Tobą. Planowałam naszą wspólną przyszłość. Ślub. Dzieci. Wszystko już teraz nie ważne. Nie chcę, żebyś cierpiał, choć wiem, że jest to nieuniknione. Ja również cierpię. Pamiętaj jednak, że zawsze będę przy Tobie, gdzieś obok. Zawsze będziesz mógł ze mną porozmawiać. Nigdy Cie nie opuszczę. 

Na zakończenie proszę Cię, żebyś mimo wszystko był szczęśliwy. Znalazł swoją drugą połowę, bo ona nadal gdzieś na Ciebie czeka. Rozwijaj swoje pasje i rośnij na wspaniałego siatkarza. Zrób to dla mnie. Mateusz, bądź szczęśliwy.
Kocham Cię, Rozalia" 
Byłem w szoku. Jak idiota stałem na środku pokoju i gapiłem się na głupi kawałek papieru. Ogarnęła mnie ogromna złość oraz przytłaczający smutek. Zgiąłem kartkę papieru i rzuciłem na podłogę. Sam ze łzami w oczach wybiegłem z mieszkania. Nie panowałem nad swoimi uczuciami. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem do miejsca gdzie czeka na mnie moja ukochana. Gdzie czeka Rozalia...



A więc to już koniec tego opowiadania... Ten list nie wyszedł mi tak jak chciałam. Miało być w nim więcej emocji, ale ja nie potrafię tak pisać niestety :/ Przynajmniej się nie popłaczecie :D
Na górze wkleiłam piosenkę, która moim zdaniem nadała odpowiedni nastrój temu rozdziałowi. Czekam na wasze opinie jak zwykle :)
No i za niedługo ruszamy z nowym opowiadaniem :) Mam nadzieję, że ono również przypadnie wam do gustu :)
Pozdrawiam, Wiktoria :*

środa, 23 marca 2016

Rozdział 20. " Nie martw się proszę, wszystko skończy się..."

Perspektywa Mateusza. 

Tego wieczoru jak zwykle przeglądałem różne portale społecznościowe, jednocześnie czekając na pojawienie się Rozalii. Od wczoraj nie było jej na Facebooku ani Skype. Nie odbierała też telefonów i odpisywała na sms'y. Zaczynałem się tym martwić. Uspokoiłem się jednak gdy dziewczyna do mnie zadzwoniła.
- Hej misiu- usłyszałem jej radosny głos i kamień spadł mi z serca.
- Cześć słońce, co słychać?
- Jest świetnie. Być może mnie z tego wyleczą- kiedy to usłyszałem od razu uśmiechnąłem się szeroko.
- No to świetnie!- krzyknąłem uradowany.
Porozmawialiśmy jeszcze chwile, ale ja musiałem uciekać na trening, więc obiecałem, że zadzwonię wieczorem. Uradowany udałem sie na halę. Moi koledzy od razu wyłapali, że mam dobry humor jednak żaden z nich nie podjął rozmowy. Może to i lepiej... To czy Rozalia wyzdrowieje nie było jeszcze pewne i lepiej nie zapeszać.
(...)
Wszystko wychodziło mi tak jak powinno. Zagrywka, ataki, bloki, a szatnię opuściłem jako jeden z ostatnich.
- Widzę, że humorek dopisuje- uśmiechnął się Grzesiek.
- Aż tak to widać?- zaśmiałem się przerzucając torbę przez ramię i wychodząc z obiektu.
- Jesteś cały w skowronkach, trening poszedł ci świetnie... Nieee, nie widać- mój przyjaciel zaczął wyliczać na palcach, a potem zaczął się śmiać.
- Lepszy dzień po prostu.
- Z Rozalią wszystko w porządku? Tęsknimy za nią.
- Jak na razie wszystko idzie w dobrą stronę- uśmiechnąłem się do przyjaciela.
- No ja wiedziałem! To co idziemy to opić?- Grzesiek zatarł chytrze ręce patrząc na mnie.
- Niee, może lepiej nie..
- No chodź, jedno piwo tylko- pomyślałem chwilę i stwierdziłem, że dawno nigdzie nie byłem. Wszystko kręciło się wokół Rozalii, ale teraz gdy ma być dobrze godzinka mnie nie zbawi. Zgodziłem się i już po chwili siedzieliśmy w jednym z kieleckich barów.
- Kiedy do niej jedziesz?
- Rozmawiałem z trenerem i niestety dopiero z 2 tygodnie.
- No to jeszcze musisz poczekać..
- No tak, ale ważne, że w ogóle do niej pojadę- uśmiechnąłem się upijając łyk swojego piwa. W pewnym momencie poczułem czują dłoń na swoim ramieniu. Odwróciłem głowę i zamarłem... Przede mną stała Rozalia.
- Roo..Rozalia?- wyjąkałem patrząc na dziewczynę.
- Aśka, siostra Rozalii- dziewczyna uśmiechnęła się lekko, a cały czar prysł. Patrzyłem na nią nieprzytomnie.
- Miło mi- powiedziałem wreszcie podając jej dłoń.
- Mi również. Moglibyśmy porozmawiać w cztery oczy?
- Jasne- kiwnąłem głową i obydwoje odeszliśmy od stolika przy którym siedziałem z Grześkiem.
- Słuchaj, nie będę obijać w bawełnę. Przyjechałam tutaj po to, żeby dowiedzieć się co sie dzieje z Rozalią. Od kilku tygodni się do mnie nie odzywa. To do niej niepodobne.
- Ty nic nie wiesz? - spojrzałem na nią i przełknąłem głośno ślinę.
- O czym?- źrenice dziewczyny powiększyły się. Spuściłem głowę i wbiłem swój wzrok w blat. Milczałem zastanawiając się co powiedzieć. Jednak szybko przerwało mi szarpanie Aśki. - Co z nią?
- Onaa... ona jest...chora- wydukałem nie patrząc na dziewczynę.
- Boże jak mnie wystraszyłeś.. To co kilka dni i po grypie?- dziewczynie wyraźnie ulżyło. Oparła się o oparcie krzesła i odetchnęła z ulgą.
- Jest chora na białaczkę.- powiedziałem, a do oczu dziewczyny napłynęły łzy. Widząc to szybko dodałem. - Ale obecnie przebywa w jednej z najlepszych klinik na świecie i lekarze mówią, że wszystko będzie dobrze.
-Białaczka... Nie wierze- dziewczyna zaczęła płakać, a ja nie wiedziałem jak się zachować. Zaproponowałem tylko, że póki co może się u nas zatrzymać. Kiedy się zgodziła od razu udaliśmy się do naszego domu. Aśka od razu poszła się położyć, a ja włączyłem laptopa. Czekała tam jedna nowa wiadomość, a jej treść mnie zmroziła....

sobota, 19 marca 2016

Rozdział 19. "Nie bój się płaczu, czasami w każdym coś pęka"

Perspektywa Mateusza

Odeszła... Zostawiła mnie samego. Rozumiałem to, że się bała,być może nie chciała niszczyć mojego życia. Ale czym jest moje życie bez niej? Niczym. Wierzę, że wyzdrowieje, innej opcji nie dopuszczam nawet do głowy. Odwiedzę ją za kilka dni. Tylko pojadę na ten pieprzony mecz.
(...)
Właśnie wróciłem z treningu i zasiadłem do komputera. Zalogowałem się na Skype i szukałem Rozalii. Jest! Dostępna! Od razu do niej zadzwoniłem. Odebrała.
- Hej Kochanie- myślałem, że włączy kamerkę, jednak ona tego nie zrobiła. No cóż...
- No cześć, jak tam?- słyszałem w jej głosie smutek, który za wszelką cenę starała się ukryć. Ale..Ale czy można być szczęśliwym w takiej sytuacji? Nie wiedziałem co mam robić, żeby ją pocieszyć. Mówienie, że będzie dobrze na pewno nie pomagało, więc może powinienem normalnie z nią pogadać?
- Właśnie wróciłem z treningu i padam. A u Ciebie jak tam?
- W miarę. Siedzie teraz w szpitalu- w jej głosie słychać było ironiczny śmiech.
- Co mówią lekarze?
- Na razie nic. Zapoznali się z moimi wynikami, ale i tak zlecili koleją serię badań.
- Przyjadę do ciebie za kilka dni...
- Nie, nie Mateusz. Nie chcę, żebyś oglądał mnie w takim stanie. A teraz przepraszam, jestem zmęczona. Zadzwonię jutro, kocham Cie- rozłączyła się. Patrzyłem jak głupi w monitor, a do moich oczu napłynęły łzy. Byłem bezradny.

Następnego dnia udałem się na halę. Dzisiaj miał się rozegrać ten głupi mecz, na którym przestało mi zależeć. Można nawet powiedzieć, że siatkówka przestała się dla mnie liczyć. Nie potrafiłem się skupić, a na wczorajszym treningu psułem każdą piłkę jaka do mnie przyleciała. Zastanawiałem się czy trener zaryzykuje i wystawi mnie w pierwszej szóstce. Nie chciałem tego, tak strasznie tego nie chciałem, a tu jednak...
Szybko jednak opuściłem boisko. Trener spojrzał na mnie lodowatym spojrzeniem, ale ja tylko wzruszyłem ramionami i udałem się do kwadratu. Oparłem się o bandy reklamowe i patrzyłem na zmagania moich kolegów, choć tak naprawdę w głowie miałem tylko Rozalię i to co teraz robi... Zauważył to mój kolega z boiska- Grzegorz Szymański.
- Co jest z tobą?- zapytał szturchając mnie lekko w ramię.
- Nic, słabszy dzień po prostu- wzruszyłem ramionami.
- Coś z Rozalią?- kiedy usłyszałem jej imię do moich oczu napłynęły łzy. Schowałem twarz w dłoniach. Nie mogłem okazać teraz swojej słabości, nie w trakcie meczu.
- Mati co jest?- kiedy nie dostał odpowiedzi pociągnął mnie za ramię i wyszliśmy na korytarz hali, mimo, że nie wolno nam było tego robić. Spojrzałem na niego ze smutkiem.
- Rozalia..jest chora..- powiedziałem odwracając głowę od przyjaciela. Chodziłem nerwowo po korytarzu.
- Ale..ale to cos poważnego?
- Białaczka.- powiedziałem przez zaciśnięte gardło. Zakryłem ręką swoje oczy, żeby Grzesiek nie widział moich łez. W końcu faceci nie płaczą...
- Ej stary, nie bój się płaczu, czasami w każdym coś pęka. Ona wyzdrowieje.
- Mam nadzieję.. Wracajmy na halę- starłem pojedynczą łzę i wróciłem na boisko. Wiedziałem, że teraz muszę być silny, nie dla siebie. Dla Rozalii.. Ale w rzeczywistości to wcale nie było takie łatwe...

piątek, 18 marca 2016

Rozdział 18. "Planowali, że przez życie razem będą iść lecz Bóg inaczej rozplanował im"

Kilka tygodni później. 

Trzymałam w ręce białą kopertę i co chwile zerkałam nerwowo na Mateusza. W głowie głębiły mi się myśli. A co jeśli diagnoza lekarza się potwierdzi?
- Rozi błagam otwórz ją wreszcie- Mateusz położył dłoń na moim kolanie i spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- Ymm..-kiwnęłam głową i przełknęłam głośno ślinę. Powoli otworzyłam kopertę i wyjęłam z niej białą kartkę. Spojrzałam na Mateusza, a zaraz potem zaczęłam czytać.
- Boże, a więc to prawda..- szepnęłam, a z mojej dłoni wypadł dokument. Mateusz szybko go podniósł i nerwowo zaczął go czytać. Do jego oczu napłynęły łzy. Przytulił mnie mocno i pocałował w głowę.
- Razem pokonamy tego raka- szepnął, choć chyba sam w to nie wierzył. Wtuliłam się w niego, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Wiedziałam już, że to koniec.

Kilka dni później.

Jak zwykle bezczynie leżałam w sypialni i patrzyłam w sufit, gdy do środka wparował Mateusz.
- Kochanie mam wspaniałą wiadomość!- krzyknął siadając na łóżku.
- W klinice się pomylili i to nie są moje wyniki?- zapytałam z lekki sarkazmem patrząc na niego z politowaniem.
-Nie, ale musisz się pakować. Jedziesz do Czech, tam jest najlepsza klinika onkologiczna.- Mateusz uśmiechnął się i musnął mój policzek.
- Po co? Równie dobrze mogę się leczyć w Warszawie- odparłam bez żadnych emocji.
- Mówię ci przecież, że tam jest najlepsza klinika. Oni na pewno ci pomogą- Mateusz pokręcił głową i złapał mnie za dłoń.
- Yhym okej, a teraz przepraszam chcę iść spać- mruknęłam i odwróciłam się na drugi bok.
- Radzę ci się pakować, jutro wylatujemy..
- Wylatujemy? O nie kochany. Ty tu zostajesz. Za dwa dni masz mecz- usiadłam na łóżku.
- Nie zostawię cię samej.
- Poradzę sobie- wstałam i zaczęłam się pakować. Kiedy skończyłam wczołgałam się pod kołdrę i zasnęłam.
(...)
Następnego dnia o godzinie 10 byliśmy już w Mateuszem na lotnisku. Biedny nie mógł przeboleć, że musi mnie zostawić. Do odlotu samolotu miałam jeszcze dużo czasu, dlatego siedziałam teraz razem z Mateuszem w poczekalni. Obydwoje milczeliśmy, żadne z nas nie chciało, a może nie wiedziało co powiedzieć. Jednak w pewnym momencie Mateusz wstał. Popatrzył na mnie z góry, a po chwili uklęknął na kolano, a z kieszeni wyjął małe czerwone pudełeczko.
- Zostań moją żoną- powiedział ze łzami w oczach. Patrzyłam na niego jak na jakiegoś kosmitę. Czy on zwariował???
- Mateusz..- zaczęłam czując, że do moich oczu napływają mi łzy. Widziałam, że wzbudziliśmy zainteresowanie innych osób, dlatego szybko poklepałam miejsce obok siebie. Mateusz bezbłędnie odczytał moje intencje i już po chwili siedział obok mnie. Złapałam go za ręce i popatrzyłam prosto w oczy.
- Mateusz czy ty zwariowałeś? Wszystko wisi na włosku, a co jeśli ja..
- To nie ważne, ja zawsze chcę być z tobą i będę z tobą- chłopak ścisnął moje dłonie.
- Przepraszam, nie mogę. - powiedziałam ze łzami w oczach. Wstałam z miejsca i ruszyłam na odprawę.

wtorek, 15 marca 2016

Rozdział 17. " Jeśli to ostatni w życiu dzień, jeśli jutra nie ma być na pewno..."

Kiedy Artura zabrali na prześwietlenie Ola wręcz wariowała. Chodził nerwowo po korytarzu, co chwile przeklinając pod nosem. W pewnym momencie niespodziewanie stanął przed nią lekarz ze stłumionym uśmiechem na ustach.
- Na szczęście rana nie jest głęboko i żadne mięśnie nie zostały uszkodzone- powiedział uśmiechając się, a za jego sylwetki wyjechał wózek z Arturem, który co prawda nadal był smutny, ale na jego twarzy widać było ulgę.  Ola od razu rzuciła mu się na szyję, zaczęła go całować, a nawet popłakała się ze szczęście. Razem z Mateuszem patrzyliśmy na nich i uśmiechaliśmy się pod nosem.
Zostawiliśmy ich samych i obydwoje udaliśmy się do mnie.
- Wybacz, mam mały bałagan- zaśmiałam się i kopnęłam jakieś pudło z moim rzeczami. Zaczęłam już pakowanie, więc całe moje mieszkanie wypełnione było pudłami, walizkami i torbami.
- Dasz sobie pomóc?- Mateusz przyciągnął mnie do siebie i spojrzał głęboko w oczy.
- Jasne, przyda mi się ktoś, kto pomoże mi z tymi pudłami- uśmiechnęłam się i optymistycznie pokiwałam głową.
- Okej- Mateusz uśmiechnął się szeroko, a po kilkunastu minutach wszystkie moje bagaże były u niego w samochodzie.
- Tu jest adres hotelu, w którym planuje się zatrzymać- dałam mu mała karteczkę, ale on wyrzucił ją do kosza. Spojrzałam na niego pytająco, a on wzruszył ramionami.
- Wiem gdzie to jest.- odparł. Wsiedliśmy do jego samochodu i ruszyliśmy. A jakie zdziwienie ogarnęło mnie kiedy Mateusz zatrzymał samochód pod swoim mieszkaniem.
- Mati...Ty chyba zwariowałeś- uniosłam jedną brew do góry patrząc na niego.
- Chyba nie myślałaś, że pozwolę ci mieszkać w jakimś hotelu- Bieniu wysiadł, wziął część swoich bagaży i pomaszerował do swojego domu. Westchnęłam ciężko i ruszyłam za nim.
- Dziękuje- szepnęłam zarzucając ręce za jego szyję i całując go czule.
- Przecież nie ma za co, jesteś moją dziewczyną. No ale skoro chcesz mi się jakoś opłacić, to chodź do sypialni- Mateusz poruszył brwiami i pociągnął za rękę na górę. Popchnął mnie na łóżko i zaczął całować pozbywając się przy tym mojej bluzki. W pewnym momencie jednak złapał mnie za rękę i spojrzał na mnie.
- Co to jest?- zagryzłam nerwowo wargę wiedząc, że zobaczył te siniaki, które od kilku dni pojawiają się na moim ciele. 
- Siniak- wzruszyłam ramionami siadając na łóżku i nakrywając się jego koszulą.
- Chyba raczej siniaki.. Co ci się stało? Ktoś cię pobił?
- Pobił? Zwariowałeś.. Nie wiem, pewnie się uderzyłam czy coś- machnęłam ręką patrząc na niego przez ramię.
- I masz tyle siniaków na obydwu rękach?- Mateusz usiadł obok mnie i położył dłoń na moim kolanie.
- No nie wiem..- wzruszyłam ramionami i spuściłam głowę. Wtedy właśnie poczułam jak po mojej twarzy coś cieknie, a potem spada na kolana. Odruchowo położyłam dłoń pod nosem i poczułam lepkie i ciepłe coś. Spojrzałam na moją dłoń i zobaczyłam krew. Szybko wstałam z łóżka i pobiegłam do łazienki. Chwilę później był już przy mnie Mateusz.
[ Kilka minut później ]
- Nie podoba mi się to- szepnął Mateusz kiedy już leżałam na łóżku i wpatrywałam się w sufit.
- Oj kochanie.. To tylko przemęczenie- machnęłam ręką wtulając się w niego.
- Przemęczenie, nieprzemęczenie, badania trzeba zrobić.
- Myślisz, że lekarze nie mają niczego innego do roboty?
- Rozalio, nie zachowuj się jak rozkapryszona dziewczynka. Pójdziesz, zrobisz badania i będziemy wiedzieć co i jak.
- Ta.. Wpadnę do szpitala i zacznę krzyczeć, że mi się krew z nosa puściła!- zaczęłam mówić z teatralną grozą i machałam do tego rękami.
- To nie są żart- Mateusz posłał mi karcące spojrzenie.
- Dobra, zrobimy tak. Jeżeli to się jeszcze raz powtórzy to pójdę do lekarza.
- No zgoda- Mateusz objął mnie ramieniem i pocałował w czoło.
- A teraz dobranoc- zaśmiałam się i wtulona w niego zasnęłam. 

sobota, 12 marca 2016

Rozdział 16. "Wina jest pośrodku gdzieś Bliżej mnie.."

Od mojej ostatniej rozmowy z Mateuszem minął już prawie tydzień. Od momentu gdy się pokłóciliśmy nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. Na treningach mijaliśmy się bez słowa... Można stwierdzić, że unikaliśmy się jak ognia.Wiedziałam, że to przeze mnie, ale nie miałam teraz czasu na przeprosiny. Dodatkowo jestem strasznie upartą osobą i ciężko przyznać mi się do błędu. Dlatego też sama stale uciekałam przed Mateuszem. Wszystkie te wydarzenia wpływały na moje złe samopoczucie. Jak to Karol określił "jesteś gorsza niż kobieta z okresem"... Więc Bieniu powinien sie cieszyć, że  z nim nie gadam.
Tego dnia jak zwykle po meczu zabrałam swój sprzęt i ruszyłam na parking gdzie czekał na mnie mój samochód. Jednak wychodząc z hali usłyszałam za sobą czyjś krzyk. Odwróciłam się i zobaczyłam jak siatkarz Czarnych leży na ziemi. Bez zastanowienia do niego podbiegłam.
- Halo? Słyszysz mnie? Wszystko w porządku?- poklepałam go delikatnie po policzku, ale on tylko się krzywił i zaciskał dłoń na swojej nodze. Spojrzałam w tamtym kierunku i zobaczyłam krew. Od razu wzięło mnie na wymioty jednak szybko się ogarnęłam i ściągnęłam z szyi swoją apaszkę. Obwiązałam nią nogę siatkarza i sprowadziłam pomoc. Po 10 minutach przyjechało pogotowie i policja. Siatkarz został przetransportowany do szpitala, a mnie przesłuchiwali funkcjonariusze. Siedziałam na ławce wciąż blada i z uczuciem, że zaraz zemdleje. Na korytarzu została plama krwi, co tylko pogarszało moje samopoczucie. Pytania policjanta kompletnie do mnie nie docierały. Czułam ogromny strach, a jedyną osobą, która mogłaby zapewnić mi bezpieczeństwo był Mateusz, którego jak nazłość nigdzie nie było.
- Pani Rozalio, proszę się skupić... Co pani wie w tej sprawie?- funkcjonariusz po raz kolejny zadał to samo pytanie. Spojrzałam na niego i zrozumiałam, że im szybciej powiem to co wiem tym szybciej będę wolna.
- Wychodziłam z hali, gdy nagle usłyszałam krzyk. Odwróciłam się i zobaczyłam, że ktoś leży na ziemi. Szybko do niego podbiegłam i próbowałam dowiedzieć się o co chodzi.- powiedziałam półszeptem patrząc przed siebie. Przez moment miałam wrażenie, że to Mateusz. Być może dlatego tak szybko zareagowałam.
- Dobrze, a czy zauważyła pani kogoś podejrzanego? Coś szczególnie przykuło pani uwagę?
- Nie, chyba nie.. Wychodziłam jako jedna z ostatnich, wszyscy zawodnicy byli w szatni. Nic nie widziałam- odparłam patrząc na policjanta, który notował wszystko co powiedziałam.
- Rozumiem. Z mojej strony to chyba wszystko, gdyby pani jednak sobie coś przypomniała, proszę o kontakt- mężczyzna podał mi swoją wizytówkę, którą schowałam do kieszeni spodni.
- Dobrze.- kiwnęłam głową i wstałam z ławki. Szukałam jeszcze Mateusza wśród tego ogromnego tłumu, ale nigdzie go nie było. Może już dawno jest w domu i nawet nie wie, że jego kolega z boiska został zaatakowany? Powinnam mu o tym powiedzieć. Wyszłam więc z hali i udałam się na parking. Wsiadłam do swojego samochodu i udałam się do domu Mateusza. Kiedy tam dojechałam zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi i czekałam aż otworzy. Jednak panowała tylko głucha cisza. Spojrzałam przez okno, w mieszkaniu panowała ciemność, a na podjeździe nie było jego samochodu. Domyśliłam się, że pewnie jest w szpitalu więc szybko się tam udałam. Nie pomyliłam się. W poczekalni siedziała jakaś kobieta, a obok niej Mateusz. Podeszłam do nich niepewnie.
- Cześć..
- O hej.. To jest Rozalia, a to Ola, dziewczyna Artura.- Mateusz wstał i przedstawił nas sobie.
- Podobno to ty go znalazłaś- dziewczyna popatrzyła na mnie ze smutkiem w oczach.
- Tak..- odpowiedziałam, a z sali wyszedł lekarz. Nie powiedział za wiele, właściwie tylko tyle, że czekają aż będzie wolny rentgen, a Ola może wejść do swojego ukochanego. Oczywiście to zrobiła, a na szpitalnym korytarzu zostaliśmy tylko we dwoje.
- Wszystko w porządku?- Mateusz podszedł do mnie i złapał za rękę. Tak właśnie tego potrzebowałam.
- Tak, ale mam nadzieję, że Arturowi nic się nie stanie i będzie mógł dalej grać.- szepnęłam opierając głowę o klatkę piersiową Mateusza. Mężczyzna przytulił mnie mocno i pogładził po głowie.
- Na pewno. Jest młody i silny.
Teraz dopadły mnie ogromne wyrzuty sumienia. Mateusz cały czas chciał mi pomóc, a ja miałam na to totalną zlewkę. Zachowywałam się okropnie.
- Mateusz.. Przepraszam...- szepnęłam ze łzami w oczach.
- Nie, Rozi .To ja przepraszam- siatkarz starł z mojego policzka łzę i uśmiechnął się delikatnie. Następnie złożył na moich ustach delikatny pocałunek. 

środa, 9 marca 2016

Rozdział 15. "Sometimes I am frightened"

Noc spędziłam u Mateusza, a do domu wróciłam koło 10 rano. Wchodząc do mieszkania zatrzymałam się jeszcze przy skrzynce pocztowej i wyjęłam z niej kilka listów. Jeden z nich był od właściciela kamienicy. Oznajmił mi, że nasz kamienica została sprzedana i do końca miesiąca wszyscy mamy się z niej wynieść. Świetnie... Ciekawe za co wynajmę kolejne mieszkanie.. Musiałam się uspokoić, więc wyjęłam butelkę wina i usiadłam na kanapie.  Kiedy popijałam kolejne łyki alkoholu ktoś zadzwonił do drzwi. Niechętnie poszłam je otworzyć.
 - A co ty tu robisz?
- Stęskniłem się za tobą- Mateusz uśmiechnął się do mnie, a swoje dłonie umiejscowił na moich biodrach.
- Tęskniłeś?- zaśmiałam się całując go na powitanie.
- No tak
Bieniu uśmiechnął się niewinnie i obydwoje weszliśmy do mieszkania. Spojrzał na mnie dziwnie kiedy na stoliku zobaczył butelkę z otwartym winem.
- Czy borykasz się z problemem zwanym alkoholizmem?- zapytał unosząc jedną brew do góry, a ja wymusiłam na sobie uśmiech.
 Oczywiście, nie wiedziałeś?- zaśmiałam się siadając na kanapie.
- To trzeba leczyć kochanie- powiedział poważnym głosem i usiadł obok mnie.
- Ee tam.- machnęłam ręką upijając kolejny łyk. - Chcesz?
- Unikam alkoholu- Bieniu uśmiechnął się wziął mi z ręki kieliszek, a później odstawił go na stolik.
-Alee ej..- chciałam zacząć protestować, ale on szybko mnie pocałował.
- Nie dam ci się stoczyć- zaśmiał się, wziął butelkę z winem i poszedł do kuchni. Przewidziałam co chciał zrobić i pędem za nim ruszyłam. Jednak nie wiem czego się spodziewałam. Że powstrzymam 2 metrowego faceta? To chyba jakiś żart... Mateusz wylał całą zawartość butelki do zlewu, a ja naburmuszona wróciłam do salonu.
- Dziękuje ci bardzo- mruknęłam siadając na kanapie i krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Ależ nie ma za co- uśmiechnął się słodko i musnął mój policzek. Wiedział, że nie potrafię się na niego gniewać. Uśmiechnęłam się do niego, jednak po chwili skupiłam swój wzrok na ścianie przede mną. Nadal zastanawiałam się co dalej ze mną będzie. Mateusz objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego niczym mała dziewczynka.
- Wszystko dobrze?- mężczyzna szepnął na moje ucho, gładząc mnie po policzku.
- Tak, a dlaczego pytasz?- zapytałam nie spuszczając wzroku ze ściany.
- Bo płaczesz..- rzeczywiście. Nawet nie zauważyłam kiedy po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Starłam je szybko odsunęłam się od niego.
- Wcale nie- uśmiechnęłam się sztucznie, ale Mateusz nie dał się zwieść.
- Rozi.. Nie kłam.- popatrzył na mnie surowo, a ja podparłam głowę na kolanach i westchnęłam ciężko. W głowie szukałam jakiejś pierwszej lepszej wymówki, ale jak na złość nic mi nie przychodziło do głowy.  Usłyszałam chrząknięcie Mateusza i wiedziałam, że nie mam już czasu.
- Niedobrze mi- krzyknęłam i pobiegłam do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam na płytach. Nie musiałam długo czekać, aż Bieniu zaczął się do mnie dobijać.
- Rozalia otwórz to natychmiast, bo rozwalę te drzwi!- krzyknął bijąc pięściami o drzwi. Doczołgałam się do nich i przywitałam go sztucznym uśmiechem.
- Coś się stało?- wyszczerzyłam się na tyle szerze, aby był w stanie kupić moją intrygę.
- Co się z tobą dzieje?- Mateusz położył swoje ogromne dłonie na moich policzkach i zmusił, żebym patrzyła mu w oczy.
- Oj zatrułam się i strasznie mnie brzuch boli- skrzywiłam się momentalnie łapiąc się za brzuch.
- To może pojedziemy do lekarza?- Mateusz objął mnie ramieniem, a w jego oczach widać było troskę.
- Nie, nie trzeba. Muszę się przespać- skuliłam się jeszcze bardziej, a Mateusz zaprowadził mnie do sypialni. Położyłam się na łóżku i przykryłam kołdrą po same uszy.
- Zrobię ci herbaty- usłyszałam jak zamyka drzwi od sypialni i schodzi schodami na dół. Po moich policzkach spływały łzy. Okropnie czułam się ze świadomością, że okłamałam Mateusza, tym bardziej, że widziałam jak się przejął i jak bardzo się martwi. Postanowiłam udawać, że śpię. Przynajmniej uniknę z nim rozmowy. Słyszałam jeszcze jak wchodzi o sypialni, kładzie kubek na szafce i wychodzi. Westchnęłam ciężko, a po chwili zasnęłam
(...)
Obudziłam sie koło 17 i przeczesując dłonią włosy zbiegłam po schodach w dół. Rozejrzałam się po salonie sprawdzając czy Mateusz opuścił już mój dom, a kiedy już sie upewniłam, że go nie ma, ruszyłam do przedpokoju. Schyliłam się, żeby ubrać swoje buty do biegania, gdy nagle usłyszałam czyjeś chrząknięcie. Poderwałam się na równe nogi i ze zdziwieniem spojrzałam na Mateusza, który stał teraz na środku korytarza i bacznie mi się przyglądał.
- Jejku, jak ty mnie straszysz- odetchnęłam i oparłam się o ścianę.
- Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?- to mówiąc wyciągnął przede mnie otwarty list od właściciela kamienicy. Szybkim ruchem wyrwałam mu kawałek papieru z ręki.
- Grzebiesz w moich rzeczach?- warknęłam chowając kartkę do kieszeni kurtki.
- Cały czas mnie okłamujesz, to jedyny sposób, żeby dowiedzieć się prawdy- Mateusz zmarszczył brwi i podniósł głos.
- O nie kochany, tak rozmawiać nie będziemy. Wyjdź.- warknęłam wskazując na drzwi.
- A właśnie, że porozmawiamy. Przecież...- zaczął, ale nie pozwoliłam mu skończyć.
- Mateusz powiedziałam coś! Poradzę sobie sama!- warknęłam.
- Nie to nie. Nie będę się narzucał- mężczyzna wyminął mnie i opuścił moje mieszkanie. Wiedziałam, że zachowałam się nie fair, ale doskonale wiedziałam co on planuje. Na pewno chciałby mi pomóc, ale ja nigdy nie lubiłam korzystać z pomocy innych. Zawsze wolałam wszystko robić sama.. Nawet jeżeli ktoś z moich bliskich na tym cierpiał.