Noc spędziłam u Mateusza, a do domu wróciłam koło 10 rano. Wchodząc do mieszkania zatrzymałam się jeszcze przy skrzynce pocztowej i wyjęłam z niej kilka listów. Jeden z nich był od właściciela kamienicy. Oznajmił mi, że nasz kamienica została sprzedana i do końca miesiąca wszyscy mamy się z niej wynieść. Świetnie... Ciekawe za co wynajmę kolejne mieszkanie.. Musiałam się uspokoić, więc wyjęłam butelkę wina i usiadłam na kanapie. Kiedy popijałam kolejne łyki alkoholu ktoś zadzwonił do drzwi. Niechętnie poszłam je otworzyć.
- A co ty tu robisz?
- Stęskniłem się za tobą- Mateusz uśmiechnął się do mnie, a swoje dłonie umiejscowił na moich biodrach.
- Tęskniłeś?- zaśmiałam się całując go na powitanie.
- No tak
Bieniu uśmiechnął się niewinnie i obydwoje weszliśmy do mieszkania. Spojrzał na mnie dziwnie kiedy na stoliku zobaczył butelkę z otwartym winem.
- Czy borykasz się z problemem zwanym alkoholizmem?- zapytał unosząc jedną brew do góry, a ja wymusiłam na sobie uśmiech.
Oczywiście, nie wiedziałeś?- zaśmiałam się siadając na kanapie.
- To trzeba leczyć kochanie- powiedział poważnym głosem i usiadł obok mnie.
- Ee tam.- machnęłam ręką upijając kolejny łyk. - Chcesz?
- Unikam alkoholu- Bieniu uśmiechnął się wziął mi z ręki kieliszek, a później odstawił go na stolik.
-Alee ej..- chciałam zacząć protestować, ale on szybko mnie pocałował.
- Nie dam ci się stoczyć- zaśmiał się, wziął butelkę z winem i poszedł do kuchni. Przewidziałam co chciał zrobić i pędem za nim ruszyłam. Jednak nie wiem czego się spodziewałam. Że powstrzymam 2 metrowego faceta? To chyba jakiś żart... Mateusz wylał całą zawartość butelki do zlewu, a ja naburmuszona wróciłam do salonu.
- Dziękuje ci bardzo- mruknęłam siadając na kanapie i krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Ależ nie ma za co- uśmiechnął się słodko i musnął mój policzek. Wiedział, że nie potrafię się na niego gniewać. Uśmiechnęłam się do niego, jednak po chwili skupiłam swój wzrok na ścianie przede mną. Nadal zastanawiałam się co dalej ze mną będzie. Mateusz objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego niczym mała dziewczynka.
- Wszystko dobrze?- mężczyzna szepnął na moje ucho, gładząc mnie po policzku.
- Tak, a dlaczego pytasz?- zapytałam nie spuszczając wzroku ze ściany.
- Bo płaczesz..- rzeczywiście. Nawet nie zauważyłam kiedy po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Starłam je szybko odsunęłam się od niego.
- Wcale nie- uśmiechnęłam się sztucznie, ale Mateusz nie dał się zwieść.
- Rozi.. Nie kłam.- popatrzył na mnie surowo, a ja podparłam głowę na kolanach i westchnęłam ciężko. W głowie szukałam jakiejś pierwszej lepszej wymówki, ale jak na złość nic mi nie przychodziło do głowy. Usłyszałam chrząknięcie Mateusza i wiedziałam, że nie mam już czasu.
- Niedobrze mi- krzyknęłam i pobiegłam do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam na płytach. Nie musiałam długo czekać, aż Bieniu zaczął się do mnie dobijać.
- Rozalia otwórz to natychmiast, bo rozwalę te drzwi!- krzyknął bijąc pięściami o drzwi. Doczołgałam się do nich i przywitałam go sztucznym uśmiechem.
- Coś się stało?- wyszczerzyłam się na tyle szerze, aby był w stanie kupić moją intrygę.
- Co się z tobą dzieje?- Mateusz położył swoje ogromne dłonie na moich policzkach i zmusił, żebym patrzyła mu w oczy.
- Oj zatrułam się i strasznie mnie brzuch boli- skrzywiłam się momentalnie łapiąc się za brzuch.
- To może pojedziemy do lekarza?- Mateusz objął mnie ramieniem, a w jego oczach widać było troskę.
- Nie, nie trzeba. Muszę się przespać- skuliłam się jeszcze bardziej, a Mateusz zaprowadził mnie do sypialni. Położyłam się na łóżku i przykryłam kołdrą po same uszy.
- Zrobię ci herbaty- usłyszałam jak zamyka drzwi od sypialni i schodzi schodami na dół. Po moich policzkach spływały łzy. Okropnie czułam się ze świadomością, że okłamałam Mateusza, tym bardziej, że widziałam jak się przejął i jak bardzo się martwi. Postanowiłam udawać, że śpię. Przynajmniej uniknę z nim rozmowy. Słyszałam jeszcze jak wchodzi o sypialni, kładzie kubek na szafce i wychodzi. Westchnęłam ciężko, a po chwili zasnęłam
(...)
Obudziłam sie koło 17 i przeczesując dłonią włosy zbiegłam po schodach w dół. Rozejrzałam się po salonie sprawdzając czy Mateusz opuścił już mój dom, a kiedy już sie upewniłam, że go nie ma, ruszyłam do przedpokoju. Schyliłam się, żeby ubrać swoje buty do biegania, gdy nagle usłyszałam czyjeś chrząknięcie. Poderwałam się na równe nogi i ze zdziwieniem spojrzałam na Mateusza, który stał teraz na środku korytarza i bacznie mi się przyglądał.
- Jejku, jak ty mnie straszysz- odetchnęłam i oparłam się o ścianę.
- Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?- to mówiąc wyciągnął przede mnie otwarty list od właściciela kamienicy. Szybkim ruchem wyrwałam mu kawałek papieru z ręki.
- Grzebiesz w moich rzeczach?- warknęłam chowając kartkę do kieszeni kurtki.
- Cały czas mnie okłamujesz, to jedyny sposób, żeby dowiedzieć się prawdy- Mateusz zmarszczył brwi i podniósł głos.
- O nie kochany, tak rozmawiać nie będziemy. Wyjdź.- warknęłam wskazując na drzwi.
- A właśnie, że porozmawiamy. Przecież...- zaczął, ale nie pozwoliłam mu skończyć.
- Mateusz powiedziałam coś! Poradzę sobie sama!- warknęłam.
- Nie to nie. Nie będę się narzucał- mężczyzna wyminął mnie i opuścił moje mieszkanie. Wiedziałam, że zachowałam się nie fair, ale doskonale wiedziałam co on planuje. Na pewno chciałby mi pomóc, ale ja nigdy nie lubiłam korzystać z pomocy innych. Zawsze wolałam wszystko robić sama.. Nawet jeżeli ktoś z moich bliskich na tym cierpiał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz