Od mojej ostatniej rozmowy z Mateuszem minął już prawie tydzień. Od momentu gdy się pokłóciliśmy nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. Na treningach mijaliśmy się bez słowa... Można stwierdzić, że unikaliśmy się jak ognia.Wiedziałam, że to przeze mnie, ale nie miałam teraz czasu na przeprosiny. Dodatkowo jestem strasznie upartą osobą i ciężko przyznać mi się do błędu. Dlatego też sama stale uciekałam przed Mateuszem. Wszystkie te wydarzenia wpływały na moje złe samopoczucie. Jak to Karol określił "jesteś gorsza niż kobieta z okresem"... Więc Bieniu powinien sie cieszyć, że z nim nie gadam.
Tego dnia jak zwykle po meczu zabrałam swój sprzęt i ruszyłam na parking gdzie czekał na mnie mój samochód. Jednak wychodząc z hali usłyszałam za sobą czyjś krzyk. Odwróciłam się i zobaczyłam jak siatkarz Czarnych leży na ziemi. Bez zastanowienia do niego podbiegłam.
- Halo? Słyszysz mnie? Wszystko w porządku?- poklepałam go delikatnie po policzku, ale on tylko się krzywił i zaciskał dłoń na swojej nodze. Spojrzałam w tamtym kierunku i zobaczyłam krew. Od razu wzięło mnie na wymioty jednak szybko się ogarnęłam i ściągnęłam z szyi swoją apaszkę. Obwiązałam nią nogę siatkarza i sprowadziłam pomoc. Po 10 minutach przyjechało pogotowie i policja. Siatkarz został przetransportowany do szpitala, a mnie przesłuchiwali funkcjonariusze. Siedziałam na ławce wciąż blada i z uczuciem, że zaraz zemdleje. Na korytarzu została plama krwi, co tylko pogarszało moje samopoczucie. Pytania policjanta kompletnie do mnie nie docierały. Czułam ogromny strach, a jedyną osobą, która mogłaby zapewnić mi bezpieczeństwo był Mateusz, którego jak nazłość nigdzie nie było.
- Pani Rozalio, proszę się skupić... Co pani wie w tej sprawie?- funkcjonariusz po raz kolejny zadał to samo pytanie. Spojrzałam na niego i zrozumiałam, że im szybciej powiem to co wiem tym szybciej będę wolna.
- Wychodziłam z hali, gdy nagle usłyszałam krzyk. Odwróciłam się i zobaczyłam, że ktoś leży na ziemi. Szybko do niego podbiegłam i próbowałam dowiedzieć się o co chodzi.- powiedziałam półszeptem patrząc przed siebie. Przez moment miałam wrażenie, że to Mateusz. Być może dlatego tak szybko zareagowałam.
- Dobrze, a czy zauważyła pani kogoś podejrzanego? Coś szczególnie przykuło pani uwagę?
- Nie, chyba nie.. Wychodziłam jako jedna z ostatnich, wszyscy zawodnicy byli w szatni. Nic nie widziałam- odparłam patrząc na policjanta, który notował wszystko co powiedziałam.
- Rozumiem. Z mojej strony to chyba wszystko, gdyby pani jednak sobie coś przypomniała, proszę o kontakt- mężczyzna podał mi swoją wizytówkę, którą schowałam do kieszeni spodni.
- Dobrze.- kiwnęłam głową i wstałam z ławki. Szukałam jeszcze Mateusza wśród tego ogromnego tłumu, ale nigdzie go nie było. Może już dawno jest w domu i nawet nie wie, że jego kolega z boiska został zaatakowany? Powinnam mu o tym powiedzieć. Wyszłam więc z hali i udałam się na parking. Wsiadłam do swojego samochodu i udałam się do domu Mateusza. Kiedy tam dojechałam zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi i czekałam aż otworzy. Jednak panowała tylko głucha cisza. Spojrzałam przez okno, w mieszkaniu panowała ciemność, a na podjeździe nie było jego samochodu. Domyśliłam się, że pewnie jest w szpitalu więc szybko się tam udałam. Nie pomyliłam się. W poczekalni siedziała jakaś kobieta, a obok niej Mateusz. Podeszłam do nich niepewnie.
- Cześć..
- O hej.. To jest Rozalia, a to Ola, dziewczyna Artura.- Mateusz wstał i przedstawił nas sobie.
- Podobno to ty go znalazłaś- dziewczyna popatrzyła na mnie ze smutkiem w oczach.
- Tak..- odpowiedziałam, a z sali wyszedł lekarz. Nie powiedział za wiele, właściwie tylko tyle, że czekają aż będzie wolny rentgen, a Ola może wejść do swojego ukochanego. Oczywiście to zrobiła, a na szpitalnym korytarzu zostaliśmy tylko we dwoje.
- Wszystko w porządku?- Mateusz podszedł do mnie i złapał za rękę. Tak właśnie tego potrzebowałam.
- Tak, ale mam nadzieję, że Arturowi nic się nie stanie i będzie mógł dalej grać.- szepnęłam opierając głowę o klatkę piersiową Mateusza. Mężczyzna przytulił mnie mocno i pogładził po głowie.
- Na pewno. Jest młody i silny.
Teraz dopadły mnie ogromne wyrzuty sumienia. Mateusz cały czas chciał mi pomóc, a ja miałam na to totalną zlewkę. Zachowywałam się okropnie.
- Mateusz.. Przepraszam...- szepnęłam ze łzami w oczach.
- Nie, Rozi .To ja przepraszam- siatkarz starł z mojego policzka łzę i uśmiechnął się delikatnie. Następnie złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
Zatkało mnie! Tego się nie spodziewałam... Co ty zrobiłaś Arturowi? :( Ale przynajmniej Bieniu z Rozi się pogodzili! ♥
OdpowiedzUsuńTak wyszło :) Wszystkiego dowiecie się w następnym rozdziale :) ;*
UsuńWoow! Świetny! <3
OdpowiedzUsuńDziękuje bardzo :*
UsuńTak, tak i znowu nas w niepewności będzie trzymać -,-
OdpowiedzUsuńWiki! -,- Uduszę cię jak cię znowu spotkam :*
~Conte.
Musisz mnie najpierw spotkać hahaha :D
UsuńCudo samo w sobie! Czekam na następnego! :*
OdpowiedzUsuńOjej dziękuje bardzo :* ♥
UsuńTakiego obrotu akcji się nie spodziewałam! Wow, z każdym rozdziałem wciągam się bardziej i bardziej w tę historię :) Rozdział świetny - jak zawsze ♥
OdpowiedzUsuńStaram się, żeby nie było nudno :) Dziękuje kochana! ♥
UsuńŚwietny rozdział! ♥ Kiedy następny?
OdpowiedzUsuńDziękuje bardzo :* Być może dzisiaj :)
UsuńAle ty mieszasz dziewczyno. Z toba zdecydowanie nie da się nudzić ;*
OdpowiedzUsuńpisz dalej i nie niszcz marzeń Arturowi! ;'D
Musi być akcja, musi być power :D
Usuń