piątek, 18 marca 2016

Rozdział 18. "Planowali, że przez życie razem będą iść lecz Bóg inaczej rozplanował im"

Kilka tygodni później. 

Trzymałam w ręce białą kopertę i co chwile zerkałam nerwowo na Mateusza. W głowie głębiły mi się myśli. A co jeśli diagnoza lekarza się potwierdzi?
- Rozi błagam otwórz ją wreszcie- Mateusz położył dłoń na moim kolanie i spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- Ymm..-kiwnęłam głową i przełknęłam głośno ślinę. Powoli otworzyłam kopertę i wyjęłam z niej białą kartkę. Spojrzałam na Mateusza, a zaraz potem zaczęłam czytać.
- Boże, a więc to prawda..- szepnęłam, a z mojej dłoni wypadł dokument. Mateusz szybko go podniósł i nerwowo zaczął go czytać. Do jego oczu napłynęły łzy. Przytulił mnie mocno i pocałował w głowę.
- Razem pokonamy tego raka- szepnął, choć chyba sam w to nie wierzył. Wtuliłam się w niego, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Wiedziałam już, że to koniec.

Kilka dni później.

Jak zwykle bezczynie leżałam w sypialni i patrzyłam w sufit, gdy do środka wparował Mateusz.
- Kochanie mam wspaniałą wiadomość!- krzyknął siadając na łóżku.
- W klinice się pomylili i to nie są moje wyniki?- zapytałam z lekki sarkazmem patrząc na niego z politowaniem.
-Nie, ale musisz się pakować. Jedziesz do Czech, tam jest najlepsza klinika onkologiczna.- Mateusz uśmiechnął się i musnął mój policzek.
- Po co? Równie dobrze mogę się leczyć w Warszawie- odparłam bez żadnych emocji.
- Mówię ci przecież, że tam jest najlepsza klinika. Oni na pewno ci pomogą- Mateusz pokręcił głową i złapał mnie za dłoń.
- Yhym okej, a teraz przepraszam chcę iść spać- mruknęłam i odwróciłam się na drugi bok.
- Radzę ci się pakować, jutro wylatujemy..
- Wylatujemy? O nie kochany. Ty tu zostajesz. Za dwa dni masz mecz- usiadłam na łóżku.
- Nie zostawię cię samej.
- Poradzę sobie- wstałam i zaczęłam się pakować. Kiedy skończyłam wczołgałam się pod kołdrę i zasnęłam.
(...)
Następnego dnia o godzinie 10 byliśmy już w Mateuszem na lotnisku. Biedny nie mógł przeboleć, że musi mnie zostawić. Do odlotu samolotu miałam jeszcze dużo czasu, dlatego siedziałam teraz razem z Mateuszem w poczekalni. Obydwoje milczeliśmy, żadne z nas nie chciało, a może nie wiedziało co powiedzieć. Jednak w pewnym momencie Mateusz wstał. Popatrzył na mnie z góry, a po chwili uklęknął na kolano, a z kieszeni wyjął małe czerwone pudełeczko.
- Zostań moją żoną- powiedział ze łzami w oczach. Patrzyłam na niego jak na jakiegoś kosmitę. Czy on zwariował???
- Mateusz..- zaczęłam czując, że do moich oczu napływają mi łzy. Widziałam, że wzbudziliśmy zainteresowanie innych osób, dlatego szybko poklepałam miejsce obok siebie. Mateusz bezbłędnie odczytał moje intencje i już po chwili siedział obok mnie. Złapałam go za ręce i popatrzyłam prosto w oczy.
- Mateusz czy ty zwariowałeś? Wszystko wisi na włosku, a co jeśli ja..
- To nie ważne, ja zawsze chcę być z tobą i będę z tobą- chłopak ścisnął moje dłonie.
- Przepraszam, nie mogę. - powiedziałam ze łzami w oczach. Wstałam z miejsca i ruszyłam na odprawę.

3 komentarze:

  1. No teraz to zaszalałaś! ♥ Super rozdział! *-* Łzy w oczach, ale pomimo to przeczytałam do końca... Proszę Cię, wiem, że niedługo kończysz to opowiadane, zakończ je happy end`em :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli wersja B -,-
    No ja cię uduszę..Dlaczego mi to robisz? :(
    ~Conte.

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie! Nie wierzę, że to zrobiłaś! Jak mogłaś i dlaczego? :oo
    Mam nadzieję, że potem będzie happy end! <3

    OdpowiedzUsuń