niedziela, 14 lutego 2016

Rozdział 7. " To nie tak, jak myślałam"

Rano obudził mnie Mateusz, który szwendał się po pokoju i czegoś szukał. Podniosłam się na łóżku i wbiłam  w niego wzrok.
- Obudziłem cie? Przepraszam.- uśmiechnął się niewinnie, ale zaraz po tym wrócił do wyrzucania swoich ciuchów z walizki.
- A co ty robisz?- zapytałam przecierając oczy.
- Koszulki szukam i znaleźć nie mogę- westchnął ciężko siadając na łóżku.
- Żartujesz sobie? Nie masz koszulki?- wykrzyknęłam zdziwiona i po części wściekła. Złość jednak dokładnie ukryłam w głębi siebie.
- No nie wiem jak to się stało. Wydawało mi się, że mam wszystko- Beniu zaczął chodzić po pokoju.
- Okej, spokojnie.. Zaraz coś wymyślimy- westchnęłam i spojrzałam w sufit próbując wymyślić co zrobić w takiej sytuacji.
- Ciekawe co..- mruknął pochodząc do okna.
- Wiem! Pamiętam jak w Skrze Conte też zapomniał koszulki...- zaczęłam patrząc na Mateusza
- I wtedy wziął koszulkę od rezerwowego- w oczach Mateusz pojawiła się iska nadziei, a chwile później już go nie było. Jednak po krótszej chwili wrócił do pokoju z koszulką z numerem 11.
- Ty to wariat jesteś- zaśmiałam się widząc jak siatkarz cieszy sie jak małe dziecko.
- Emm dobra.. Pamiętasz co oni to zakryli?- Mati rozłożył koszulkę na ziemi i obydwoje przy niej przykucnęliśmy.
- Coś chyba z taśmą- podrapałam się po głowie.
-Masz taśmę?
- Nie.. Ale może na recepcji mają?
- Pójdę sprawdzić- znowu wybiegł z pokoju, ale tym razem nie było go dłuższą chwilę. W końcu jednak wrócił trzymając w ręce taśmę i marker.
- Brawo Mati- zaklaskałam śmiejąc się wesoło.
- Ty żałuj, że nie widziałaś ich min, jak poprosiłem o taśmę i markera.
- W sumie ja im sie nie dziwię.. 7 rano, spokój, cisza, a tu nagle przylatuje taki matołek i żąda taśmy- zaczęliśmy się śmiać, ale po chwili wzięliśmy się do roboty. Wystarczyło, że zakleiliśmy tylko jedną 1, bo numer Matusza to 15. Po skończonej pracy oglądaliśmy efekty.
- Mam nadzieję, że to sie nie odklei- mruknęłam zerkając na Bienia.
- Nie kracz. Ja tam się boję, że mi nie pozwolą w niej grać..
- Jak Facu pozwolili to tobie też pozwolą.
- Ale przyznaj, że na początku były jakieś problemy.
- Ale później grał. Wyluzuj- posłałam mu szeroki uśmiech i rzuciłam się na łóżko. Miałam nadzieję, że jeszcze się prześpię, jednak do naszego pokoju wparował trener.
- A wy chorzy jesteście, że już nie śpicie?- zapytał podejrzliwie patrząc na Bienia, który chował koszulkę za plecami.
- Yy nie... jest okej- uśmiechnęłam się niewinnie.
- Co tam chowasz?
- Nic- Bieniu odwrócił głowę w bok, żeby nie patrzeć na trenera.
- Mateusz!- trener powiedział stanowczo, a Bieniu podał mu koszulkę. - Co to ma być?!
- No bo zapomniałem swojej, a..- nie dokończył, bo trener pokręcił głową i rzucił w niego koszulką.
- Gdzie ty masz rozum Beniu? Ja wiem, że ty zakochany jesteś, ale proszę cię ty się ogarnij, bo kiedyś zapomnisz o bieliźnie, a wtedy nie będzie tak łatwo- zaśmiał sie i opuścił nasz pokój. Uśmiechnęłam się lekko słysząc, że Mateusz jest zakochany, choć tak naprawdę zrobiło mi sie trochę przykro. "Widzisz idiotko, nie mogłaś mu się podobać" pomyślałam i podeszłam do swojej walizki. Wzięłam potrzebne ubrania i poszłam się przebrać.
(...)
Byliśmy już na hali, a do meczu została niespełna godzina. Siedziałam "w loży fotografów" i czekałam na rozpoczęcie meczu. Nie wiedziałam czemu, ale akurat siedziałam po stronie Olsztyna, a nie Effectora, no ale nie protestowałam zbytnio. W końcu jako fotograf mogłam przemieszczać się po całej hali. W głowie nadal siedziały mi słowa trenera "wiem, że ty zakochany jesteś". W sumie nie wiem dlaczego tak sie tym przejmowałam. W końcu Mateusz mi niczego nie obiecywał, nie powinnam mieć do niego żalu. A jednak... Może to ja się w nim zakochałam? Moje przemyślenia przerwało dość mocne uderzenie w głowie. Podniosłam głowę i zobaczyłam jakiegoś siatkarz, który stał kilkanaście metrów ode mnie i przestraszony się we mnie wpatrywał. W końcu zrobił kilka kroków w moją stronę, a ja rozpoznałam w nim Bartka Bednorza.
- Nic ci sie nie stało?- zapytał uśmiechając sie delikatnie.
- O ile dobrze rozumiem powinieneś przebijać piłkę na tamtą stronę- to mówiąc wskazałam na połowę Effectora.
- Wiatr mi tu zawiał- zaśmiał się, a ja oddałam mu piłkę.
- Wiatr..- powtórzyłam kręcąc głową, a po chwili się zaśmiałam.
- Kurcze... to ty..- powiedział i zrobił taką minę, jakby spotkał jakiegoś swojego znajomego po latach. Ale przecież my się nie znaliśmy. Więc o co chodzi?
- Ale, że ja czyli kto?- zapytałam niepewnie.
- Upsik.. Bedni matołku przestań mówić to co myślisz- przybił sobie faceplama, a potem się zaśmiał. - Muszę lecieć, spikniemy się po meczu
- Co? Ale czekaj...- zawołałam za nim, ale było już za późno, bo dołączył do swojej drużyny. Kurde, skąd on mnie zna? Czy ja sama o czymś nie wiedziałam? Nie miałam czasu się nad tym zastanawiać, bo mecz się zaczynał, ale miałam nadzieję, że później mi wszystko wyjaśni.

1 komentarz:

  1. Oh ten Conte wszędzie ♥ Hahaha :p
    Biedna Rozi ;c Mam nadzieję, że się ułoży.
    ~Conte

    OdpowiedzUsuń