niedziela, 14 lutego 2016

Rozdział 8. "Czuję jak krew zaczyna we mnie biec."

Sędzia pozwolił grać Mateuszowi w koszulce jego kolegi, więc byłam bardzo zadowolona, że nasza praca nie poszła na marne. Byłam w swoim żywiole. Nie mogłam usiedzieć na miejscu i cały czas robiłam zdjęcia. To Effectorowi, to Olsztynowi, nawet kibicom. Kompletnie nie patrzyłam na wynik, więc po skończonym meczu,kiedy wręczali nagrodę MVP pewna siebie podeszłam bliżej, gdyż byłam przekonana, że to drużyna z Kielc wygrała. Jednak mocno się pomyliłam, bo spiker wykrzyczał nazwisko Bednorza, a cała hala zaczęła szaleć. Zdezorientowana stałam nieruchomo obok innych fotografów. Oczywiście, zrobiłam mu zdjęcie, ale zaraz później pobiegłam na swojej drużyny. Widząc ich zawiedzione miny nie potrafiłam nic powiedzieć.
Siatkarze poszli się przebrać, a ja czekałam na nich przed halą. Pierwszy dołączył do mnie Mateusz, który po prostu do mnie podszedł i mnie przytulił. Byłam lekko zdziwiona, ale ostatecznie również się do niego przytuliłam.
- Miłość, miłość, wszędzie miłość- usłyszeliśmy za sobą głos Bartka.
- O, dobrze, że cie widzę, gratuluje stary- Mateusz odsunął sie ode mnie i pogratulował Bedniemu. Słyszałam, że coś tam szeptali między sobą, ale nie chciałam wyjść na jakąś wścibską laskę więc nie podsłuchiwałam. W końcu skończyli rozmowę między sobą i obydwaj podeszli do mnie.
- To może wpadniecie do mnie? Trzeba opić tą moją nagrodę- Bedni wyszczerzył się machając nam przed oczami statuetką.
- To co Rozi? Wbijamy do tego głąba?- Mateusz spojrzał na mnie uśmiechając się.
- Ym.. tak. Zwłaszcza, że my mamy ze sobą do pogadania- pogroziłam palcem Bedniemu, a Mateusz spojrzał na nas zdziwiony.
- W takim razie się trochę ogarnę i będziemy- z Bieniem udaliśmy się do autobusu. Wróciliśmy do hotelu, ogarnęliśmy się, wzięliśmy taksówkę i udaliśmy się do Bartka.
Staliśmy teraz pod jego drzwiami i czekaliśmy, aż łaskawie nam je otworzy.
- Wykąpać się człowiekowi spokojnie nie dadzą.- mruknął gospodarz witając nas w drzwiach. Nie mogłam wytrzymać i zaczęłam się śmiać widząc siatkarza ubranego w szlafrok i pianą na głowie.
- Coś ty robił przez te 2 godziny?- Bieniu zaczął się śmiać.
- Co, co? Coś. Czekać mi tu- Bedni również się zaśmiał i pobiegł do łazienki. Wymieniliśmy się z Mateuszem znaczącymi spojrzeniami, a potem zaczęliśmy się śmiać.
Usiadłam na kanapie i cierpliwie czekałam na pojawienie się gospodarza mieszkania. Musiałam przyznać, że było one urządzone z głową. Nie za bogato, nie za biednie. Drewniane meble idealnie komponowały się z kolorami ścian, a co najważniejsze panował tutaj porządek. Po kilkunastu minutach dołączył do nas Bartek.
- Too co kompania? Piwo, wino, czy od razu 0,5l?- zapytał siatkarz Olsztyna.
- Dawaj 0,5- Bedni machnął ręką śmiejąc się.
- A ja to jednak poproszę wino- uśmiechnęłam sie do Bartka, który przyniósł nasze zamówienia. Chłopaki popadli w wir rozmowy, zapominając chyba o tym, że ja też z nimi siedziałam. Mimo wszystko nie miałam im tego za złe. Siedziałam na fotelu wlepiając swój wzrok w lampkę wina i zastanawiałam się czy powinnam pić. Nawet nie słuchałam co oni tam mówili, więc gdy usłyszałam zniecierpliwiony głos Bartka, aż podniosłam się z kanapy.
- Ale co?- zapytałam roztargniona patrząc to na jednego, to na drugiego.
- Jak myślisz, kto wygra Plus Ligę?- to pytanie zadał mi Mateusz.
- A to.. Ym.. to.. Nie wiem.. Skra może..- zaczęłam się jąkać.
- Ha! Widzisz, ona też jest za mną- Bedni klasną w dłonie śmiejąc się wesoło.
- Pff za zobaczycie, że to jednak będzie Zaksa- Bieniek zruszył ramionami i opróżnił swój kieliszek. Spojrzałam na butelkę. Wypili już połowę, a ja nawet łyka swojego wina nie upiłam.
- A ty czemu nie pijesz?- zapytał Bartek, który zmienił miejsce i usiadł bliżej mnie.
- Oj bo zamyśliłam się- machnęłam ręką śmiejąc się.
- O kim tak myślałaś?- Bedni poruszył zabawnie brwiami, a potem spojrzał na Bienia.
- Raczej o czym.. Powiedz mi skąd mnie znasz- przypomniałam sobie o sytuacji na meczu, a że Bartek był już trochę wstawiony liczyłam, że wyśpiewa mi całą prawdę.
- Czekaj.. Wszystko zaczęło się od tego, że rąbnąłem cię piłką- Bednorz wbił swój wzrok w ścianę naprzeciwko niego.
- Nie to. Zachowywałeś się jakbyś mnie znał- upiłam łyk wina i spojrzałam na Bartka.
- Ja? Nie pamiętam tego- pokręcił zrezygnowany głową i wrócił do swojego przyjaciela. Postanowiłam nie ciągnąć już tematu. Wiedziałam, że nie dowiem się od niego niczego ciekawego.
Wbiłam swój wzrok w wyłączony telewizor i upijałam kolejne łyki wina.
Po godzinie 24 obydwaj siatkarze byli już wstawieni i nie było mowy, żeby przetransportować Bienia do hotelu. A przecież jutro mieli wracać do Kielc. Świetnie trener się wkurzy i urwie nam łby. A co gorsze mogłam stracić pracę. Westchnęłam ciężko maszerując za Bartkiem do sypialni w której miałam spać. Bieniu zasnął na kanapie, więc nie chcieliśmy go już budzić.
- Bartek proszę cię powiedz o co ci chodziło wtedy na meczu.- powiedziałam błagalnym głosem siadając na łóżku. Bartek pokręcił głową, westchnął ciężko i usiadł obok niej. Chwile milczał, a gdy w końcu otworzył usta, żeby coś powiedzieć, zaczęłam żałować, że go o to zapytałam. Bałam się, że zaraz powie mi coś złego..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz