https://www.youtube.com/watch?v=cgFTQFtKw_4 [polecam słuchanie w trakcie czytania :)]
Tydzień później.
Rozalia w dalszym ciągu się do mnie nie odzywa, nie wiem co jest grane, ale wcale mi się to nie podoba. Czekałem na jakąkolwiek wiadomość, ale nie.. cisza. Aż do dzisiaj kiedy do moich drzwi zapukał listonosz. Wręczył mi kilka listów. Zwykłe rachunki, ale wśród nich dostrzegłem różową kopertę. Szybko ją otworzyłem i zacząłem czytać.
"Bieniu!
Heh kochanie, nawet nie wiesz jak ja za Tobą tęsknie. Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? Wyhaczyłeś mnie na zdjęcia. Zabawne prawda? Zwykła dziewczyna robiąca zdjęcia i nagle podchodzi do niej jej idol. Potem zaczyna się przyjaźń. Dużo czasu spędziliśmy razem. W końcu pojawiło się uczucie silniejsze niż przyjaźń...
Muszę Ci powiedzieć, że diametralnie zmieniłeś mój świat. Wszystko nabrało sensu, koloru. Każdy mój dzień zaczynałam z uśmiechem, z pełnią chęci do życia. Teraz? Teraz już nic nie będzie takie jak dawniej...
Pamiętasz jak jeszcze kilka miesięcy temu leżeliśmy na polanie i planowaliśmy nasze wakacje? Hiszpania wygrała. Tam mieliśmy spędzić najcudowniejszy czas w naszym życiu. Plaża, słońce i tylko ja i Ty.. Czego chcieć więcej? Pamiętam jak wtedy powiedziałeś, że nasza miłość jest tak mocna, że nic ją nie zabije, a jednak..
Nie jestem dobra w przelewaniu sowich uczuć na papier. Dlatego powiem to prosto z mostu... Kłamałam. Kłamałam, że jest dobrze, że z tego wyjdę. Teraz kiedy to czytasz mnie już pewnie nie będzie na tym świecie. Lekarze nie dawali mi szans, wynika wyszły jeszcze gorzej niż poprzednio. Przepraszam, że nie zadzwoniłam i nie powiedziałam ci prawdy. Podejrzewam, że nie miałabym odwagi i nie potrafiłabym powiedzieć, że za niedługo umrę. I widzisz, wtedy na lotnisku podjęłam dobrą decyzję... Dobrze, że nie zgodziłam się zostać Twoją żoną, choć to było moim największym marzeniem. Chciałam być zawsze z Tobą. Planowałam naszą wspólną przyszłość. Ślub. Dzieci. Wszystko już teraz nie ważne. Nie chcę, żebyś cierpiał, choć wiem, że jest to nieuniknione. Ja również cierpię. Pamiętaj jednak, że zawsze będę przy Tobie, gdzieś obok. Zawsze będziesz mógł ze mną porozmawiać. Nigdy Cie nie opuszczę.
Na zakończenie proszę Cię, żebyś mimo wszystko był szczęśliwy. Znalazł swoją drugą połowę, bo ona nadal gdzieś na Ciebie czeka. Rozwijaj swoje pasje i rośnij na wspaniałego siatkarza. Zrób to dla mnie. Mateusz, bądź szczęśliwy.
Kocham Cię, Rozalia"
Byłem w szoku. Jak idiota stałem na środku pokoju i gapiłem się na głupi kawałek papieru. Ogarnęła mnie ogromna złość oraz przytłaczający smutek. Zgiąłem kartkę papieru i rzuciłem na podłogę. Sam ze łzami w oczach wybiegłem z mieszkania. Nie panowałem nad swoimi uczuciami. Wsiadłem do samochodu i ruszyłem do miejsca gdzie czeka na mnie moja ukochana. Gdzie czeka Rozalia...
A więc to już koniec tego opowiadania... Ten list nie wyszedł mi tak jak chciałam. Miało być w nim więcej emocji, ale ja nie potrafię tak pisać niestety :/ Przynajmniej się nie popłaczecie :D
Na górze wkleiłam piosenkę, która moim zdaniem nadała odpowiedni nastrój temu rozdziałowi. Czekam na wasze opinie jak zwykle :)
No i za niedługo ruszamy z nowym opowiadaniem :) Mam nadzieję, że ono również przypadnie wam do gustu :)
Pozdrawiam, Wiktoria :*
piątek, 25 marca 2016
środa, 23 marca 2016
Rozdział 20. " Nie martw się proszę, wszystko skończy się..."
Perspektywa Mateusza.
Tego wieczoru jak zwykle przeglądałem różne portale społecznościowe, jednocześnie czekając na pojawienie się Rozalii. Od wczoraj nie było jej na Facebooku ani Skype. Nie odbierała też telefonów i odpisywała na sms'y. Zaczynałem się tym martwić. Uspokoiłem się jednak gdy dziewczyna do mnie zadzwoniła.
- Hej misiu- usłyszałem jej radosny głos i kamień spadł mi z serca.
- Cześć słońce, co słychać?
- Jest świetnie. Być może mnie z tego wyleczą- kiedy to usłyszałem od razu uśmiechnąłem się szeroko.
- No to świetnie!- krzyknąłem uradowany.
Porozmawialiśmy jeszcze chwile, ale ja musiałem uciekać na trening, więc obiecałem, że zadzwonię wieczorem. Uradowany udałem sie na halę. Moi koledzy od razu wyłapali, że mam dobry humor jednak żaden z nich nie podjął rozmowy. Może to i lepiej... To czy Rozalia wyzdrowieje nie było jeszcze pewne i lepiej nie zapeszać.
(...)
Wszystko wychodziło mi tak jak powinno. Zagrywka, ataki, bloki, a szatnię opuściłem jako jeden z ostatnich.
- Widzę, że humorek dopisuje- uśmiechnął się Grzesiek.
- Aż tak to widać?- zaśmiałem się przerzucając torbę przez ramię i wychodząc z obiektu.
- Jesteś cały w skowronkach, trening poszedł ci świetnie... Nieee, nie widać- mój przyjaciel zaczął wyliczać na palcach, a potem zaczął się śmiać.
- Lepszy dzień po prostu.
- Z Rozalią wszystko w porządku? Tęsknimy za nią.
- Jak na razie wszystko idzie w dobrą stronę- uśmiechnąłem się do przyjaciela.
- No ja wiedziałem! To co idziemy to opić?- Grzesiek zatarł chytrze ręce patrząc na mnie.
- Niee, może lepiej nie..
- No chodź, jedno piwo tylko- pomyślałem chwilę i stwierdziłem, że dawno nigdzie nie byłem. Wszystko kręciło się wokół Rozalii, ale teraz gdy ma być dobrze godzinka mnie nie zbawi. Zgodziłem się i już po chwili siedzieliśmy w jednym z kieleckich barów.
- Kiedy do niej jedziesz?
- Rozmawiałem z trenerem i niestety dopiero z 2 tygodnie.
- No to jeszcze musisz poczekać..
- No tak, ale ważne, że w ogóle do niej pojadę- uśmiechnąłem się upijając łyk swojego piwa. W pewnym momencie poczułem czują dłoń na swoim ramieniu. Odwróciłem głowę i zamarłem... Przede mną stała Rozalia.
- Roo..Rozalia?- wyjąkałem patrząc na dziewczynę.
- Aśka, siostra Rozalii- dziewczyna uśmiechnęła się lekko, a cały czar prysł. Patrzyłem na nią nieprzytomnie.
- Miło mi- powiedziałem wreszcie podając jej dłoń.
- Mi również. Moglibyśmy porozmawiać w cztery oczy?
- Jasne- kiwnąłem głową i obydwoje odeszliśmy od stolika przy którym siedziałem z Grześkiem.
- Słuchaj, nie będę obijać w bawełnę. Przyjechałam tutaj po to, żeby dowiedzieć się co sie dzieje z Rozalią. Od kilku tygodni się do mnie nie odzywa. To do niej niepodobne.
- Ty nic nie wiesz? - spojrzałem na nią i przełknąłem głośno ślinę.
- O czym?- źrenice dziewczyny powiększyły się. Spuściłem głowę i wbiłem swój wzrok w blat. Milczałem zastanawiając się co powiedzieć. Jednak szybko przerwało mi szarpanie Aśki. - Co z nią?
- Onaa... ona jest...chora- wydukałem nie patrząc na dziewczynę.
- Boże jak mnie wystraszyłeś.. To co kilka dni i po grypie?- dziewczynie wyraźnie ulżyło. Oparła się o oparcie krzesła i odetchnęła z ulgą.
- Jest chora na białaczkę.- powiedziałem, a do oczu dziewczyny napłynęły łzy. Widząc to szybko dodałem. - Ale obecnie przebywa w jednej z najlepszych klinik na świecie i lekarze mówią, że wszystko będzie dobrze.
-Białaczka... Nie wierze- dziewczyna zaczęła płakać, a ja nie wiedziałem jak się zachować. Zaproponowałem tylko, że póki co może się u nas zatrzymać. Kiedy się zgodziła od razu udaliśmy się do naszego domu. Aśka od razu poszła się położyć, a ja włączyłem laptopa. Czekała tam jedna nowa wiadomość, a jej treść mnie zmroziła....
Tego wieczoru jak zwykle przeglądałem różne portale społecznościowe, jednocześnie czekając na pojawienie się Rozalii. Od wczoraj nie było jej na Facebooku ani Skype. Nie odbierała też telefonów i odpisywała na sms'y. Zaczynałem się tym martwić. Uspokoiłem się jednak gdy dziewczyna do mnie zadzwoniła.
- Hej misiu- usłyszałem jej radosny głos i kamień spadł mi z serca.
- Cześć słońce, co słychać?
- Jest świetnie. Być może mnie z tego wyleczą- kiedy to usłyszałem od razu uśmiechnąłem się szeroko.
- No to świetnie!- krzyknąłem uradowany.
Porozmawialiśmy jeszcze chwile, ale ja musiałem uciekać na trening, więc obiecałem, że zadzwonię wieczorem. Uradowany udałem sie na halę. Moi koledzy od razu wyłapali, że mam dobry humor jednak żaden z nich nie podjął rozmowy. Może to i lepiej... To czy Rozalia wyzdrowieje nie było jeszcze pewne i lepiej nie zapeszać.
(...)
Wszystko wychodziło mi tak jak powinno. Zagrywka, ataki, bloki, a szatnię opuściłem jako jeden z ostatnich.
- Widzę, że humorek dopisuje- uśmiechnął się Grzesiek.
- Aż tak to widać?- zaśmiałem się przerzucając torbę przez ramię i wychodząc z obiektu.
- Jesteś cały w skowronkach, trening poszedł ci świetnie... Nieee, nie widać- mój przyjaciel zaczął wyliczać na palcach, a potem zaczął się śmiać.
- Lepszy dzień po prostu.
- Z Rozalią wszystko w porządku? Tęsknimy za nią.
- Jak na razie wszystko idzie w dobrą stronę- uśmiechnąłem się do przyjaciela.
- No ja wiedziałem! To co idziemy to opić?- Grzesiek zatarł chytrze ręce patrząc na mnie.
- Niee, może lepiej nie..
- No chodź, jedno piwo tylko- pomyślałem chwilę i stwierdziłem, że dawno nigdzie nie byłem. Wszystko kręciło się wokół Rozalii, ale teraz gdy ma być dobrze godzinka mnie nie zbawi. Zgodziłem się i już po chwili siedzieliśmy w jednym z kieleckich barów.
- Kiedy do niej jedziesz?
- Rozmawiałem z trenerem i niestety dopiero z 2 tygodnie.
- No to jeszcze musisz poczekać..
- No tak, ale ważne, że w ogóle do niej pojadę- uśmiechnąłem się upijając łyk swojego piwa. W pewnym momencie poczułem czują dłoń na swoim ramieniu. Odwróciłem głowę i zamarłem... Przede mną stała Rozalia.
- Roo..Rozalia?- wyjąkałem patrząc na dziewczynę.
- Aśka, siostra Rozalii- dziewczyna uśmiechnęła się lekko, a cały czar prysł. Patrzyłem na nią nieprzytomnie.
- Miło mi- powiedziałem wreszcie podając jej dłoń.
- Mi również. Moglibyśmy porozmawiać w cztery oczy?
- Jasne- kiwnąłem głową i obydwoje odeszliśmy od stolika przy którym siedziałem z Grześkiem.
- Słuchaj, nie będę obijać w bawełnę. Przyjechałam tutaj po to, żeby dowiedzieć się co sie dzieje z Rozalią. Od kilku tygodni się do mnie nie odzywa. To do niej niepodobne.
- Ty nic nie wiesz? - spojrzałem na nią i przełknąłem głośno ślinę.
- O czym?- źrenice dziewczyny powiększyły się. Spuściłem głowę i wbiłem swój wzrok w blat. Milczałem zastanawiając się co powiedzieć. Jednak szybko przerwało mi szarpanie Aśki. - Co z nią?
- Onaa... ona jest...chora- wydukałem nie patrząc na dziewczynę.
- Boże jak mnie wystraszyłeś.. To co kilka dni i po grypie?- dziewczynie wyraźnie ulżyło. Oparła się o oparcie krzesła i odetchnęła z ulgą.
- Jest chora na białaczkę.- powiedziałem, a do oczu dziewczyny napłynęły łzy. Widząc to szybko dodałem. - Ale obecnie przebywa w jednej z najlepszych klinik na świecie i lekarze mówią, że wszystko będzie dobrze.
-Białaczka... Nie wierze- dziewczyna zaczęła płakać, a ja nie wiedziałem jak się zachować. Zaproponowałem tylko, że póki co może się u nas zatrzymać. Kiedy się zgodziła od razu udaliśmy się do naszego domu. Aśka od razu poszła się położyć, a ja włączyłem laptopa. Czekała tam jedna nowa wiadomość, a jej treść mnie zmroziła....
sobota, 19 marca 2016
Rozdział 19. "Nie bój się płaczu, czasami w każdym coś pęka"
Perspektywa Mateusza
Odeszła... Zostawiła mnie samego. Rozumiałem to, że się bała,być może nie chciała niszczyć mojego życia. Ale czym jest moje życie bez niej? Niczym. Wierzę, że wyzdrowieje, innej opcji nie dopuszczam nawet do głowy. Odwiedzę ją za kilka dni. Tylko pojadę na ten pieprzony mecz.
(...)
Właśnie wróciłem z treningu i zasiadłem do komputera. Zalogowałem się na Skype i szukałem Rozalii. Jest! Dostępna! Od razu do niej zadzwoniłem. Odebrała.
- Hej Kochanie- myślałem, że włączy kamerkę, jednak ona tego nie zrobiła. No cóż...
- No cześć, jak tam?- słyszałem w jej głosie smutek, który za wszelką cenę starała się ukryć. Ale..Ale czy można być szczęśliwym w takiej sytuacji? Nie wiedziałem co mam robić, żeby ją pocieszyć. Mówienie, że będzie dobrze na pewno nie pomagało, więc może powinienem normalnie z nią pogadać?
- Właśnie wróciłem z treningu i padam. A u Ciebie jak tam?
- W miarę. Siedzie teraz w szpitalu- w jej głosie słychać było ironiczny śmiech.
- Co mówią lekarze?
- Na razie nic. Zapoznali się z moimi wynikami, ale i tak zlecili koleją serię badań.
- Przyjadę do ciebie za kilka dni...
- Nie, nie Mateusz. Nie chcę, żebyś oglądał mnie w takim stanie. A teraz przepraszam, jestem zmęczona. Zadzwonię jutro, kocham Cie- rozłączyła się. Patrzyłem jak głupi w monitor, a do moich oczu napłynęły łzy. Byłem bezradny.
Następnego dnia udałem się na halę. Dzisiaj miał się rozegrać ten głupi mecz, na którym przestało mi zależeć. Można nawet powiedzieć, że siatkówka przestała się dla mnie liczyć. Nie potrafiłem się skupić, a na wczorajszym treningu psułem każdą piłkę jaka do mnie przyleciała. Zastanawiałem się czy trener zaryzykuje i wystawi mnie w pierwszej szóstce. Nie chciałem tego, tak strasznie tego nie chciałem, a tu jednak...
Szybko jednak opuściłem boisko. Trener spojrzał na mnie lodowatym spojrzeniem, ale ja tylko wzruszyłem ramionami i udałem się do kwadratu. Oparłem się o bandy reklamowe i patrzyłem na zmagania moich kolegów, choć tak naprawdę w głowie miałem tylko Rozalię i to co teraz robi... Zauważył to mój kolega z boiska- Grzegorz Szymański.
- Co jest z tobą?- zapytał szturchając mnie lekko w ramię.
- Nic, słabszy dzień po prostu- wzruszyłem ramionami.
- Coś z Rozalią?- kiedy usłyszałem jej imię do moich oczu napłynęły łzy. Schowałem twarz w dłoniach. Nie mogłem okazać teraz swojej słabości, nie w trakcie meczu.
- Mati co jest?- kiedy nie dostał odpowiedzi pociągnął mnie za ramię i wyszliśmy na korytarz hali, mimo, że nie wolno nam było tego robić. Spojrzałem na niego ze smutkiem.
- Rozalia..jest chora..- powiedziałem odwracając głowę od przyjaciela. Chodziłem nerwowo po korytarzu.
- Ale..ale to cos poważnego?
- Białaczka.- powiedziałem przez zaciśnięte gardło. Zakryłem ręką swoje oczy, żeby Grzesiek nie widział moich łez. W końcu faceci nie płaczą...
- Ej stary, nie bój się płaczu, czasami w każdym coś pęka. Ona wyzdrowieje.
- Mam nadzieję.. Wracajmy na halę- starłem pojedynczą łzę i wróciłem na boisko. Wiedziałem, że teraz muszę być silny, nie dla siebie. Dla Rozalii.. Ale w rzeczywistości to wcale nie było takie łatwe...
Odeszła... Zostawiła mnie samego. Rozumiałem to, że się bała,być może nie chciała niszczyć mojego życia. Ale czym jest moje życie bez niej? Niczym. Wierzę, że wyzdrowieje, innej opcji nie dopuszczam nawet do głowy. Odwiedzę ją za kilka dni. Tylko pojadę na ten pieprzony mecz.
(...)
Właśnie wróciłem z treningu i zasiadłem do komputera. Zalogowałem się na Skype i szukałem Rozalii. Jest! Dostępna! Od razu do niej zadzwoniłem. Odebrała.
- Hej Kochanie- myślałem, że włączy kamerkę, jednak ona tego nie zrobiła. No cóż...
- No cześć, jak tam?- słyszałem w jej głosie smutek, który za wszelką cenę starała się ukryć. Ale..Ale czy można być szczęśliwym w takiej sytuacji? Nie wiedziałem co mam robić, żeby ją pocieszyć. Mówienie, że będzie dobrze na pewno nie pomagało, więc może powinienem normalnie z nią pogadać?
- Właśnie wróciłem z treningu i padam. A u Ciebie jak tam?
- W miarę. Siedzie teraz w szpitalu- w jej głosie słychać było ironiczny śmiech.
- Co mówią lekarze?
- Na razie nic. Zapoznali się z moimi wynikami, ale i tak zlecili koleją serię badań.
- Przyjadę do ciebie za kilka dni...
- Nie, nie Mateusz. Nie chcę, żebyś oglądał mnie w takim stanie. A teraz przepraszam, jestem zmęczona. Zadzwonię jutro, kocham Cie- rozłączyła się. Patrzyłem jak głupi w monitor, a do moich oczu napłynęły łzy. Byłem bezradny.
Następnego dnia udałem się na halę. Dzisiaj miał się rozegrać ten głupi mecz, na którym przestało mi zależeć. Można nawet powiedzieć, że siatkówka przestała się dla mnie liczyć. Nie potrafiłem się skupić, a na wczorajszym treningu psułem każdą piłkę jaka do mnie przyleciała. Zastanawiałem się czy trener zaryzykuje i wystawi mnie w pierwszej szóstce. Nie chciałem tego, tak strasznie tego nie chciałem, a tu jednak...
Szybko jednak opuściłem boisko. Trener spojrzał na mnie lodowatym spojrzeniem, ale ja tylko wzruszyłem ramionami i udałem się do kwadratu. Oparłem się o bandy reklamowe i patrzyłem na zmagania moich kolegów, choć tak naprawdę w głowie miałem tylko Rozalię i to co teraz robi... Zauważył to mój kolega z boiska- Grzegorz Szymański.
- Co jest z tobą?- zapytał szturchając mnie lekko w ramię.
- Nic, słabszy dzień po prostu- wzruszyłem ramionami.
- Coś z Rozalią?- kiedy usłyszałem jej imię do moich oczu napłynęły łzy. Schowałem twarz w dłoniach. Nie mogłem okazać teraz swojej słabości, nie w trakcie meczu.
- Mati co jest?- kiedy nie dostał odpowiedzi pociągnął mnie za ramię i wyszliśmy na korytarz hali, mimo, że nie wolno nam było tego robić. Spojrzałem na niego ze smutkiem.
- Rozalia..jest chora..- powiedziałem odwracając głowę od przyjaciela. Chodziłem nerwowo po korytarzu.
- Ale..ale to cos poważnego?
- Białaczka.- powiedziałem przez zaciśnięte gardło. Zakryłem ręką swoje oczy, żeby Grzesiek nie widział moich łez. W końcu faceci nie płaczą...
- Ej stary, nie bój się płaczu, czasami w każdym coś pęka. Ona wyzdrowieje.
- Mam nadzieję.. Wracajmy na halę- starłem pojedynczą łzę i wróciłem na boisko. Wiedziałem, że teraz muszę być silny, nie dla siebie. Dla Rozalii.. Ale w rzeczywistości to wcale nie było takie łatwe...
piątek, 18 marca 2016
Rozdział 18. "Planowali, że przez życie razem będą iść lecz Bóg inaczej rozplanował im"
Kilka tygodni później.
Trzymałam w ręce białą kopertę i co chwile zerkałam nerwowo na Mateusza. W głowie głębiły mi się myśli. A co jeśli diagnoza lekarza się potwierdzi?
- Rozi błagam otwórz ją wreszcie- Mateusz położył dłoń na moim kolanie i spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- Ymm..-kiwnęłam głową i przełknęłam głośno ślinę. Powoli otworzyłam kopertę i wyjęłam z niej białą kartkę. Spojrzałam na Mateusza, a zaraz potem zaczęłam czytać.
- Boże, a więc to prawda..- szepnęłam, a z mojej dłoni wypadł dokument. Mateusz szybko go podniósł i nerwowo zaczął go czytać. Do jego oczu napłynęły łzy. Przytulił mnie mocno i pocałował w głowę.
- Razem pokonamy tego raka- szepnął, choć chyba sam w to nie wierzył. Wtuliłam się w niego, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Wiedziałam już, że to koniec.
Kilka dni później.
Jak zwykle bezczynie leżałam w sypialni i patrzyłam w sufit, gdy do środka wparował Mateusz.
- Kochanie mam wspaniałą wiadomość!- krzyknął siadając na łóżku.
- W klinice się pomylili i to nie są moje wyniki?- zapytałam z lekki sarkazmem patrząc na niego z politowaniem.
-Nie, ale musisz się pakować. Jedziesz do Czech, tam jest najlepsza klinika onkologiczna.- Mateusz uśmiechnął się i musnął mój policzek.
- Po co? Równie dobrze mogę się leczyć w Warszawie- odparłam bez żadnych emocji.
- Mówię ci przecież, że tam jest najlepsza klinika. Oni na pewno ci pomogą- Mateusz pokręcił głową i złapał mnie za dłoń.
- Yhym okej, a teraz przepraszam chcę iść spać- mruknęłam i odwróciłam się na drugi bok.
- Radzę ci się pakować, jutro wylatujemy..
- Wylatujemy? O nie kochany. Ty tu zostajesz. Za dwa dni masz mecz- usiadłam na łóżku.
- Nie zostawię cię samej.
- Poradzę sobie- wstałam i zaczęłam się pakować. Kiedy skończyłam wczołgałam się pod kołdrę i zasnęłam.
(...)
Następnego dnia o godzinie 10 byliśmy już w Mateuszem na lotnisku. Biedny nie mógł przeboleć, że musi mnie zostawić. Do odlotu samolotu miałam jeszcze dużo czasu, dlatego siedziałam teraz razem z Mateuszem w poczekalni. Obydwoje milczeliśmy, żadne z nas nie chciało, a może nie wiedziało co powiedzieć. Jednak w pewnym momencie Mateusz wstał. Popatrzył na mnie z góry, a po chwili uklęknął na kolano, a z kieszeni wyjął małe czerwone pudełeczko.
- Zostań moją żoną- powiedział ze łzami w oczach. Patrzyłam na niego jak na jakiegoś kosmitę. Czy on zwariował???
- Mateusz..- zaczęłam czując, że do moich oczu napływają mi łzy. Widziałam, że wzbudziliśmy zainteresowanie innych osób, dlatego szybko poklepałam miejsce obok siebie. Mateusz bezbłędnie odczytał moje intencje i już po chwili siedział obok mnie. Złapałam go za ręce i popatrzyłam prosto w oczy.
- Mateusz czy ty zwariowałeś? Wszystko wisi na włosku, a co jeśli ja..
- To nie ważne, ja zawsze chcę być z tobą i będę z tobą- chłopak ścisnął moje dłonie.
- Przepraszam, nie mogę. - powiedziałam ze łzami w oczach. Wstałam z miejsca i ruszyłam na odprawę.
Trzymałam w ręce białą kopertę i co chwile zerkałam nerwowo na Mateusza. W głowie głębiły mi się myśli. A co jeśli diagnoza lekarza się potwierdzi?
- Rozi błagam otwórz ją wreszcie- Mateusz położył dłoń na moim kolanie i spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem.
- Ymm..-kiwnęłam głową i przełknęłam głośno ślinę. Powoli otworzyłam kopertę i wyjęłam z niej białą kartkę. Spojrzałam na Mateusza, a zaraz potem zaczęłam czytać.
- Boże, a więc to prawda..- szepnęłam, a z mojej dłoni wypadł dokument. Mateusz szybko go podniósł i nerwowo zaczął go czytać. Do jego oczu napłynęły łzy. Przytulił mnie mocno i pocałował w głowę.
- Razem pokonamy tego raka- szepnął, choć chyba sam w to nie wierzył. Wtuliłam się w niego, a po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Wiedziałam już, że to koniec.
Kilka dni później.
Jak zwykle bezczynie leżałam w sypialni i patrzyłam w sufit, gdy do środka wparował Mateusz.
- Kochanie mam wspaniałą wiadomość!- krzyknął siadając na łóżku.
- W klinice się pomylili i to nie są moje wyniki?- zapytałam z lekki sarkazmem patrząc na niego z politowaniem.
-Nie, ale musisz się pakować. Jedziesz do Czech, tam jest najlepsza klinika onkologiczna.- Mateusz uśmiechnął się i musnął mój policzek.
- Po co? Równie dobrze mogę się leczyć w Warszawie- odparłam bez żadnych emocji.
- Mówię ci przecież, że tam jest najlepsza klinika. Oni na pewno ci pomogą- Mateusz pokręcił głową i złapał mnie za dłoń.
- Yhym okej, a teraz przepraszam chcę iść spać- mruknęłam i odwróciłam się na drugi bok.
- Radzę ci się pakować, jutro wylatujemy..
- Wylatujemy? O nie kochany. Ty tu zostajesz. Za dwa dni masz mecz- usiadłam na łóżku.
- Nie zostawię cię samej.
- Poradzę sobie- wstałam i zaczęłam się pakować. Kiedy skończyłam wczołgałam się pod kołdrę i zasnęłam.
(...)
Następnego dnia o godzinie 10 byliśmy już w Mateuszem na lotnisku. Biedny nie mógł przeboleć, że musi mnie zostawić. Do odlotu samolotu miałam jeszcze dużo czasu, dlatego siedziałam teraz razem z Mateuszem w poczekalni. Obydwoje milczeliśmy, żadne z nas nie chciało, a może nie wiedziało co powiedzieć. Jednak w pewnym momencie Mateusz wstał. Popatrzył na mnie z góry, a po chwili uklęknął na kolano, a z kieszeni wyjął małe czerwone pudełeczko.
- Zostań moją żoną- powiedział ze łzami w oczach. Patrzyłam na niego jak na jakiegoś kosmitę. Czy on zwariował???
- Mateusz..- zaczęłam czując, że do moich oczu napływają mi łzy. Widziałam, że wzbudziliśmy zainteresowanie innych osób, dlatego szybko poklepałam miejsce obok siebie. Mateusz bezbłędnie odczytał moje intencje i już po chwili siedział obok mnie. Złapałam go za ręce i popatrzyłam prosto w oczy.
- Mateusz czy ty zwariowałeś? Wszystko wisi na włosku, a co jeśli ja..
- To nie ważne, ja zawsze chcę być z tobą i będę z tobą- chłopak ścisnął moje dłonie.
- Przepraszam, nie mogę. - powiedziałam ze łzami w oczach. Wstałam z miejsca i ruszyłam na odprawę.
wtorek, 15 marca 2016
Rozdział 17. " Jeśli to ostatni w życiu dzień, jeśli jutra nie ma być na pewno..."
Kiedy Artura zabrali na prześwietlenie Ola wręcz wariowała. Chodził nerwowo po korytarzu, co chwile przeklinając pod nosem. W pewnym momencie niespodziewanie stanął przed nią lekarz ze stłumionym uśmiechem na ustach.
- Na szczęście rana nie jest głęboko i żadne mięśnie nie zostały uszkodzone- powiedział uśmiechając się, a za jego sylwetki wyjechał wózek z Arturem, który co prawda nadal był smutny, ale na jego twarzy widać było ulgę. Ola od razu rzuciła mu się na szyję, zaczęła go całować, a nawet popłakała się ze szczęście. Razem z Mateuszem patrzyliśmy na nich i uśmiechaliśmy się pod nosem.
Zostawiliśmy ich samych i obydwoje udaliśmy się do mnie.
- Wybacz, mam mały bałagan- zaśmiałam się i kopnęłam jakieś pudło z moim rzeczami. Zaczęłam już pakowanie, więc całe moje mieszkanie wypełnione było pudłami, walizkami i torbami.
- Dasz sobie pomóc?- Mateusz przyciągnął mnie do siebie i spojrzał głęboko w oczy.
- Jasne, przyda mi się ktoś, kto pomoże mi z tymi pudłami- uśmiechnęłam się i optymistycznie pokiwałam głową.
- Okej- Mateusz uśmiechnął się szeroko, a po kilkunastu minutach wszystkie moje bagaże były u niego w samochodzie.
- Tu jest adres hotelu, w którym planuje się zatrzymać- dałam mu mała karteczkę, ale on wyrzucił ją do kosza. Spojrzałam na niego pytająco, a on wzruszył ramionami.
- Wiem gdzie to jest.- odparł. Wsiedliśmy do jego samochodu i ruszyliśmy. A jakie zdziwienie ogarnęło mnie kiedy Mateusz zatrzymał samochód pod swoim mieszkaniem.
- Mati...Ty chyba zwariowałeś- uniosłam jedną brew do góry patrząc na niego.
- Chyba nie myślałaś, że pozwolę ci mieszkać w jakimś hotelu- Bieniu wysiadł, wziął część swoich bagaży i pomaszerował do swojego domu. Westchnęłam ciężko i ruszyłam za nim.
- Dziękuje- szepnęłam zarzucając ręce za jego szyję i całując go czule.
- Przecież nie ma za co, jesteś moją dziewczyną. No ale skoro chcesz mi się jakoś opłacić, to chodź do sypialni- Mateusz poruszył brwiami i pociągnął za rękę na górę. Popchnął mnie na łóżko i zaczął całować pozbywając się przy tym mojej bluzki. W pewnym momencie jednak złapał mnie za rękę i spojrzał na mnie.
- Co to jest?- zagryzłam nerwowo wargę wiedząc, że zobaczył te siniaki, które od kilku dni pojawiają się na moim ciele.
- Siniak- wzruszyłam ramionami siadając na łóżku i nakrywając się jego koszulą.
- Chyba raczej siniaki.. Co ci się stało? Ktoś cię pobił?
- Pobił? Zwariowałeś.. Nie wiem, pewnie się uderzyłam czy coś- machnęłam ręką patrząc na niego przez ramię.
- I masz tyle siniaków na obydwu rękach?- Mateusz usiadł obok mnie i położył dłoń na moim kolanie.
- No nie wiem..- wzruszyłam ramionami i spuściłam głowę. Wtedy właśnie poczułam jak po mojej twarzy coś cieknie, a potem spada na kolana. Odruchowo położyłam dłoń pod nosem i poczułam lepkie i ciepłe coś. Spojrzałam na moją dłoń i zobaczyłam krew. Szybko wstałam z łóżka i pobiegłam do łazienki. Chwilę później był już przy mnie Mateusz.
[ Kilka minut później ]
- Nie podoba mi się to- szepnął Mateusz kiedy już leżałam na łóżku i wpatrywałam się w sufit.
- Oj kochanie.. To tylko przemęczenie- machnęłam ręką wtulając się w niego.
- Przemęczenie, nieprzemęczenie, badania trzeba zrobić.
- Myślisz, że lekarze nie mają niczego innego do roboty?
- Rozalio, nie zachowuj się jak rozkapryszona dziewczynka. Pójdziesz, zrobisz badania i będziemy wiedzieć co i jak.
- Ta.. Wpadnę do szpitala i zacznę krzyczeć, że mi się krew z nosa puściła!- zaczęłam mówić z teatralną grozą i machałam do tego rękami.
- To nie są żart- Mateusz posłał mi karcące spojrzenie.
- Dobra, zrobimy tak. Jeżeli to się jeszcze raz powtórzy to pójdę do lekarza.
- No zgoda- Mateusz objął mnie ramieniem i pocałował w czoło.
- A teraz dobranoc- zaśmiałam się i wtulona w niego zasnęłam.
- Na szczęście rana nie jest głęboko i żadne mięśnie nie zostały uszkodzone- powiedział uśmiechając się, a za jego sylwetki wyjechał wózek z Arturem, który co prawda nadal był smutny, ale na jego twarzy widać było ulgę. Ola od razu rzuciła mu się na szyję, zaczęła go całować, a nawet popłakała się ze szczęście. Razem z Mateuszem patrzyliśmy na nich i uśmiechaliśmy się pod nosem.
Zostawiliśmy ich samych i obydwoje udaliśmy się do mnie.
- Wybacz, mam mały bałagan- zaśmiałam się i kopnęłam jakieś pudło z moim rzeczami. Zaczęłam już pakowanie, więc całe moje mieszkanie wypełnione było pudłami, walizkami i torbami.
- Dasz sobie pomóc?- Mateusz przyciągnął mnie do siebie i spojrzał głęboko w oczy.
- Jasne, przyda mi się ktoś, kto pomoże mi z tymi pudłami- uśmiechnęłam się i optymistycznie pokiwałam głową.
- Okej- Mateusz uśmiechnął się szeroko, a po kilkunastu minutach wszystkie moje bagaże były u niego w samochodzie.
- Tu jest adres hotelu, w którym planuje się zatrzymać- dałam mu mała karteczkę, ale on wyrzucił ją do kosza. Spojrzałam na niego pytająco, a on wzruszył ramionami.
- Wiem gdzie to jest.- odparł. Wsiedliśmy do jego samochodu i ruszyliśmy. A jakie zdziwienie ogarnęło mnie kiedy Mateusz zatrzymał samochód pod swoim mieszkaniem.
- Mati...Ty chyba zwariowałeś- uniosłam jedną brew do góry patrząc na niego.
- Chyba nie myślałaś, że pozwolę ci mieszkać w jakimś hotelu- Bieniu wysiadł, wziął część swoich bagaży i pomaszerował do swojego domu. Westchnęłam ciężko i ruszyłam za nim.
- Dziękuje- szepnęłam zarzucając ręce za jego szyję i całując go czule.
- Przecież nie ma za co, jesteś moją dziewczyną. No ale skoro chcesz mi się jakoś opłacić, to chodź do sypialni- Mateusz poruszył brwiami i pociągnął za rękę na górę. Popchnął mnie na łóżko i zaczął całować pozbywając się przy tym mojej bluzki. W pewnym momencie jednak złapał mnie za rękę i spojrzał na mnie.
- Co to jest?- zagryzłam nerwowo wargę wiedząc, że zobaczył te siniaki, które od kilku dni pojawiają się na moim ciele.
- Siniak- wzruszyłam ramionami siadając na łóżku i nakrywając się jego koszulą.
- Chyba raczej siniaki.. Co ci się stało? Ktoś cię pobił?
- Pobił? Zwariowałeś.. Nie wiem, pewnie się uderzyłam czy coś- machnęłam ręką patrząc na niego przez ramię.
- I masz tyle siniaków na obydwu rękach?- Mateusz usiadł obok mnie i położył dłoń na moim kolanie.
- No nie wiem..- wzruszyłam ramionami i spuściłam głowę. Wtedy właśnie poczułam jak po mojej twarzy coś cieknie, a potem spada na kolana. Odruchowo położyłam dłoń pod nosem i poczułam lepkie i ciepłe coś. Spojrzałam na moją dłoń i zobaczyłam krew. Szybko wstałam z łóżka i pobiegłam do łazienki. Chwilę później był już przy mnie Mateusz.
[ Kilka minut później ]
- Nie podoba mi się to- szepnął Mateusz kiedy już leżałam na łóżku i wpatrywałam się w sufit.
- Oj kochanie.. To tylko przemęczenie- machnęłam ręką wtulając się w niego.
- Przemęczenie, nieprzemęczenie, badania trzeba zrobić.
- Myślisz, że lekarze nie mają niczego innego do roboty?
- Rozalio, nie zachowuj się jak rozkapryszona dziewczynka. Pójdziesz, zrobisz badania i będziemy wiedzieć co i jak.
- Ta.. Wpadnę do szpitala i zacznę krzyczeć, że mi się krew z nosa puściła!- zaczęłam mówić z teatralną grozą i machałam do tego rękami.
- To nie są żart- Mateusz posłał mi karcące spojrzenie.
- Dobra, zrobimy tak. Jeżeli to się jeszcze raz powtórzy to pójdę do lekarza.
- No zgoda- Mateusz objął mnie ramieniem i pocałował w czoło.
- A teraz dobranoc- zaśmiałam się i wtulona w niego zasnęłam.
sobota, 12 marca 2016
Rozdział 16. "Wina jest pośrodku gdzieś Bliżej mnie.."
Od mojej ostatniej rozmowy z Mateuszem minął już prawie tydzień. Od momentu gdy się pokłóciliśmy nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. Na treningach mijaliśmy się bez słowa... Można stwierdzić, że unikaliśmy się jak ognia.Wiedziałam, że to przeze mnie, ale nie miałam teraz czasu na przeprosiny. Dodatkowo jestem strasznie upartą osobą i ciężko przyznać mi się do błędu. Dlatego też sama stale uciekałam przed Mateuszem. Wszystkie te wydarzenia wpływały na moje złe samopoczucie. Jak to Karol określił "jesteś gorsza niż kobieta z okresem"... Więc Bieniu powinien sie cieszyć, że z nim nie gadam.
Tego dnia jak zwykle po meczu zabrałam swój sprzęt i ruszyłam na parking gdzie czekał na mnie mój samochód. Jednak wychodząc z hali usłyszałam za sobą czyjś krzyk. Odwróciłam się i zobaczyłam jak siatkarz Czarnych leży na ziemi. Bez zastanowienia do niego podbiegłam.
- Halo? Słyszysz mnie? Wszystko w porządku?- poklepałam go delikatnie po policzku, ale on tylko się krzywił i zaciskał dłoń na swojej nodze. Spojrzałam w tamtym kierunku i zobaczyłam krew. Od razu wzięło mnie na wymioty jednak szybko się ogarnęłam i ściągnęłam z szyi swoją apaszkę. Obwiązałam nią nogę siatkarza i sprowadziłam pomoc. Po 10 minutach przyjechało pogotowie i policja. Siatkarz został przetransportowany do szpitala, a mnie przesłuchiwali funkcjonariusze. Siedziałam na ławce wciąż blada i z uczuciem, że zaraz zemdleje. Na korytarzu została plama krwi, co tylko pogarszało moje samopoczucie. Pytania policjanta kompletnie do mnie nie docierały. Czułam ogromny strach, a jedyną osobą, która mogłaby zapewnić mi bezpieczeństwo był Mateusz, którego jak nazłość nigdzie nie było.
- Pani Rozalio, proszę się skupić... Co pani wie w tej sprawie?- funkcjonariusz po raz kolejny zadał to samo pytanie. Spojrzałam na niego i zrozumiałam, że im szybciej powiem to co wiem tym szybciej będę wolna.
- Wychodziłam z hali, gdy nagle usłyszałam krzyk. Odwróciłam się i zobaczyłam, że ktoś leży na ziemi. Szybko do niego podbiegłam i próbowałam dowiedzieć się o co chodzi.- powiedziałam półszeptem patrząc przed siebie. Przez moment miałam wrażenie, że to Mateusz. Być może dlatego tak szybko zareagowałam.
- Dobrze, a czy zauważyła pani kogoś podejrzanego? Coś szczególnie przykuło pani uwagę?
- Nie, chyba nie.. Wychodziłam jako jedna z ostatnich, wszyscy zawodnicy byli w szatni. Nic nie widziałam- odparłam patrząc na policjanta, który notował wszystko co powiedziałam.
- Rozumiem. Z mojej strony to chyba wszystko, gdyby pani jednak sobie coś przypomniała, proszę o kontakt- mężczyzna podał mi swoją wizytówkę, którą schowałam do kieszeni spodni.
- Dobrze.- kiwnęłam głową i wstałam z ławki. Szukałam jeszcze Mateusza wśród tego ogromnego tłumu, ale nigdzie go nie było. Może już dawno jest w domu i nawet nie wie, że jego kolega z boiska został zaatakowany? Powinnam mu o tym powiedzieć. Wyszłam więc z hali i udałam się na parking. Wsiadłam do swojego samochodu i udałam się do domu Mateusza. Kiedy tam dojechałam zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi i czekałam aż otworzy. Jednak panowała tylko głucha cisza. Spojrzałam przez okno, w mieszkaniu panowała ciemność, a na podjeździe nie było jego samochodu. Domyśliłam się, że pewnie jest w szpitalu więc szybko się tam udałam. Nie pomyliłam się. W poczekalni siedziała jakaś kobieta, a obok niej Mateusz. Podeszłam do nich niepewnie.
- Cześć..
- O hej.. To jest Rozalia, a to Ola, dziewczyna Artura.- Mateusz wstał i przedstawił nas sobie.
- Podobno to ty go znalazłaś- dziewczyna popatrzyła na mnie ze smutkiem w oczach.
- Tak..- odpowiedziałam, a z sali wyszedł lekarz. Nie powiedział za wiele, właściwie tylko tyle, że czekają aż będzie wolny rentgen, a Ola może wejść do swojego ukochanego. Oczywiście to zrobiła, a na szpitalnym korytarzu zostaliśmy tylko we dwoje.
- Wszystko w porządku?- Mateusz podszedł do mnie i złapał za rękę. Tak właśnie tego potrzebowałam.
- Tak, ale mam nadzieję, że Arturowi nic się nie stanie i będzie mógł dalej grać.- szepnęłam opierając głowę o klatkę piersiową Mateusza. Mężczyzna przytulił mnie mocno i pogładził po głowie.
- Na pewno. Jest młody i silny.
Teraz dopadły mnie ogromne wyrzuty sumienia. Mateusz cały czas chciał mi pomóc, a ja miałam na to totalną zlewkę. Zachowywałam się okropnie.
- Mateusz.. Przepraszam...- szepnęłam ze łzami w oczach.
- Nie, Rozi .To ja przepraszam- siatkarz starł z mojego policzka łzę i uśmiechnął się delikatnie. Następnie złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
Tego dnia jak zwykle po meczu zabrałam swój sprzęt i ruszyłam na parking gdzie czekał na mnie mój samochód. Jednak wychodząc z hali usłyszałam za sobą czyjś krzyk. Odwróciłam się i zobaczyłam jak siatkarz Czarnych leży na ziemi. Bez zastanowienia do niego podbiegłam.
- Halo? Słyszysz mnie? Wszystko w porządku?- poklepałam go delikatnie po policzku, ale on tylko się krzywił i zaciskał dłoń na swojej nodze. Spojrzałam w tamtym kierunku i zobaczyłam krew. Od razu wzięło mnie na wymioty jednak szybko się ogarnęłam i ściągnęłam z szyi swoją apaszkę. Obwiązałam nią nogę siatkarza i sprowadziłam pomoc. Po 10 minutach przyjechało pogotowie i policja. Siatkarz został przetransportowany do szpitala, a mnie przesłuchiwali funkcjonariusze. Siedziałam na ławce wciąż blada i z uczuciem, że zaraz zemdleje. Na korytarzu została plama krwi, co tylko pogarszało moje samopoczucie. Pytania policjanta kompletnie do mnie nie docierały. Czułam ogromny strach, a jedyną osobą, która mogłaby zapewnić mi bezpieczeństwo był Mateusz, którego jak nazłość nigdzie nie było.
- Pani Rozalio, proszę się skupić... Co pani wie w tej sprawie?- funkcjonariusz po raz kolejny zadał to samo pytanie. Spojrzałam na niego i zrozumiałam, że im szybciej powiem to co wiem tym szybciej będę wolna.
- Wychodziłam z hali, gdy nagle usłyszałam krzyk. Odwróciłam się i zobaczyłam, że ktoś leży na ziemi. Szybko do niego podbiegłam i próbowałam dowiedzieć się o co chodzi.- powiedziałam półszeptem patrząc przed siebie. Przez moment miałam wrażenie, że to Mateusz. Być może dlatego tak szybko zareagowałam.
- Dobrze, a czy zauważyła pani kogoś podejrzanego? Coś szczególnie przykuło pani uwagę?
- Nie, chyba nie.. Wychodziłam jako jedna z ostatnich, wszyscy zawodnicy byli w szatni. Nic nie widziałam- odparłam patrząc na policjanta, który notował wszystko co powiedziałam.
- Rozumiem. Z mojej strony to chyba wszystko, gdyby pani jednak sobie coś przypomniała, proszę o kontakt- mężczyzna podał mi swoją wizytówkę, którą schowałam do kieszeni spodni.
- Dobrze.- kiwnęłam głową i wstałam z ławki. Szukałam jeszcze Mateusza wśród tego ogromnego tłumu, ale nigdzie go nie było. Może już dawno jest w domu i nawet nie wie, że jego kolega z boiska został zaatakowany? Powinnam mu o tym powiedzieć. Wyszłam więc z hali i udałam się na parking. Wsiadłam do swojego samochodu i udałam się do domu Mateusza. Kiedy tam dojechałam zadzwoniłam dzwonkiem do drzwi i czekałam aż otworzy. Jednak panowała tylko głucha cisza. Spojrzałam przez okno, w mieszkaniu panowała ciemność, a na podjeździe nie było jego samochodu. Domyśliłam się, że pewnie jest w szpitalu więc szybko się tam udałam. Nie pomyliłam się. W poczekalni siedziała jakaś kobieta, a obok niej Mateusz. Podeszłam do nich niepewnie.
- Cześć..
- O hej.. To jest Rozalia, a to Ola, dziewczyna Artura.- Mateusz wstał i przedstawił nas sobie.
- Podobno to ty go znalazłaś- dziewczyna popatrzyła na mnie ze smutkiem w oczach.
- Tak..- odpowiedziałam, a z sali wyszedł lekarz. Nie powiedział za wiele, właściwie tylko tyle, że czekają aż będzie wolny rentgen, a Ola może wejść do swojego ukochanego. Oczywiście to zrobiła, a na szpitalnym korytarzu zostaliśmy tylko we dwoje.
- Wszystko w porządku?- Mateusz podszedł do mnie i złapał za rękę. Tak właśnie tego potrzebowałam.
- Tak, ale mam nadzieję, że Arturowi nic się nie stanie i będzie mógł dalej grać.- szepnęłam opierając głowę o klatkę piersiową Mateusza. Mężczyzna przytulił mnie mocno i pogładził po głowie.
- Na pewno. Jest młody i silny.
Teraz dopadły mnie ogromne wyrzuty sumienia. Mateusz cały czas chciał mi pomóc, a ja miałam na to totalną zlewkę. Zachowywałam się okropnie.
- Mateusz.. Przepraszam...- szepnęłam ze łzami w oczach.
- Nie, Rozi .To ja przepraszam- siatkarz starł z mojego policzka łzę i uśmiechnął się delikatnie. Następnie złożył na moich ustach delikatny pocałunek.
środa, 9 marca 2016
Rozdział 15. "Sometimes I am frightened"
Noc spędziłam u Mateusza, a do domu wróciłam koło 10 rano. Wchodząc do mieszkania zatrzymałam się jeszcze przy skrzynce pocztowej i wyjęłam z niej kilka listów. Jeden z nich był od właściciela kamienicy. Oznajmił mi, że nasz kamienica została sprzedana i do końca miesiąca wszyscy mamy się z niej wynieść. Świetnie... Ciekawe za co wynajmę kolejne mieszkanie.. Musiałam się uspokoić, więc wyjęłam butelkę wina i usiadłam na kanapie. Kiedy popijałam kolejne łyki alkoholu ktoś zadzwonił do drzwi. Niechętnie poszłam je otworzyć.
- A co ty tu robisz?
- Stęskniłem się za tobą- Mateusz uśmiechnął się do mnie, a swoje dłonie umiejscowił na moich biodrach.
- Tęskniłeś?- zaśmiałam się całując go na powitanie.
- No tak
Bieniu uśmiechnął się niewinnie i obydwoje weszliśmy do mieszkania. Spojrzał na mnie dziwnie kiedy na stoliku zobaczył butelkę z otwartym winem.
- Czy borykasz się z problemem zwanym alkoholizmem?- zapytał unosząc jedną brew do góry, a ja wymusiłam na sobie uśmiech.
Oczywiście, nie wiedziałeś?- zaśmiałam się siadając na kanapie.
- To trzeba leczyć kochanie- powiedział poważnym głosem i usiadł obok mnie.
- Ee tam.- machnęłam ręką upijając kolejny łyk. - Chcesz?
- Unikam alkoholu- Bieniu uśmiechnął się wziął mi z ręki kieliszek, a później odstawił go na stolik.
-Alee ej..- chciałam zacząć protestować, ale on szybko mnie pocałował.
- Nie dam ci się stoczyć- zaśmiał się, wziął butelkę z winem i poszedł do kuchni. Przewidziałam co chciał zrobić i pędem za nim ruszyłam. Jednak nie wiem czego się spodziewałam. Że powstrzymam 2 metrowego faceta? To chyba jakiś żart... Mateusz wylał całą zawartość butelki do zlewu, a ja naburmuszona wróciłam do salonu.
- Dziękuje ci bardzo- mruknęłam siadając na kanapie i krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Ależ nie ma za co- uśmiechnął się słodko i musnął mój policzek. Wiedział, że nie potrafię się na niego gniewać. Uśmiechnęłam się do niego, jednak po chwili skupiłam swój wzrok na ścianie przede mną. Nadal zastanawiałam się co dalej ze mną będzie. Mateusz objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego niczym mała dziewczynka.
- Wszystko dobrze?- mężczyzna szepnął na moje ucho, gładząc mnie po policzku.
- Tak, a dlaczego pytasz?- zapytałam nie spuszczając wzroku ze ściany.
- Bo płaczesz..- rzeczywiście. Nawet nie zauważyłam kiedy po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Starłam je szybko odsunęłam się od niego.
- Wcale nie- uśmiechnęłam się sztucznie, ale Mateusz nie dał się zwieść.
- Rozi.. Nie kłam.- popatrzył na mnie surowo, a ja podparłam głowę na kolanach i westchnęłam ciężko. W głowie szukałam jakiejś pierwszej lepszej wymówki, ale jak na złość nic mi nie przychodziło do głowy. Usłyszałam chrząknięcie Mateusza i wiedziałam, że nie mam już czasu.
- Niedobrze mi- krzyknęłam i pobiegłam do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam na płytach. Nie musiałam długo czekać, aż Bieniu zaczął się do mnie dobijać.
- Rozalia otwórz to natychmiast, bo rozwalę te drzwi!- krzyknął bijąc pięściami o drzwi. Doczołgałam się do nich i przywitałam go sztucznym uśmiechem.
- Coś się stało?- wyszczerzyłam się na tyle szerze, aby był w stanie kupić moją intrygę.
- Co się z tobą dzieje?- Mateusz położył swoje ogromne dłonie na moich policzkach i zmusił, żebym patrzyła mu w oczy.
- Oj zatrułam się i strasznie mnie brzuch boli- skrzywiłam się momentalnie łapiąc się za brzuch.
- To może pojedziemy do lekarza?- Mateusz objął mnie ramieniem, a w jego oczach widać było troskę.
- Nie, nie trzeba. Muszę się przespać- skuliłam się jeszcze bardziej, a Mateusz zaprowadził mnie do sypialni. Położyłam się na łóżku i przykryłam kołdrą po same uszy.
- Zrobię ci herbaty- usłyszałam jak zamyka drzwi od sypialni i schodzi schodami na dół. Po moich policzkach spływały łzy. Okropnie czułam się ze świadomością, że okłamałam Mateusza, tym bardziej, że widziałam jak się przejął i jak bardzo się martwi. Postanowiłam udawać, że śpię. Przynajmniej uniknę z nim rozmowy. Słyszałam jeszcze jak wchodzi o sypialni, kładzie kubek na szafce i wychodzi. Westchnęłam ciężko, a po chwili zasnęłam
(...)
Obudziłam sie koło 17 i przeczesując dłonią włosy zbiegłam po schodach w dół. Rozejrzałam się po salonie sprawdzając czy Mateusz opuścił już mój dom, a kiedy już sie upewniłam, że go nie ma, ruszyłam do przedpokoju. Schyliłam się, żeby ubrać swoje buty do biegania, gdy nagle usłyszałam czyjeś chrząknięcie. Poderwałam się na równe nogi i ze zdziwieniem spojrzałam na Mateusza, który stał teraz na środku korytarza i bacznie mi się przyglądał.
- Jejku, jak ty mnie straszysz- odetchnęłam i oparłam się o ścianę.
- Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?- to mówiąc wyciągnął przede mnie otwarty list od właściciela kamienicy. Szybkim ruchem wyrwałam mu kawałek papieru z ręki.
- Grzebiesz w moich rzeczach?- warknęłam chowając kartkę do kieszeni kurtki.
- Cały czas mnie okłamujesz, to jedyny sposób, żeby dowiedzieć się prawdy- Mateusz zmarszczył brwi i podniósł głos.
- O nie kochany, tak rozmawiać nie będziemy. Wyjdź.- warknęłam wskazując na drzwi.
- A właśnie, że porozmawiamy. Przecież...- zaczął, ale nie pozwoliłam mu skończyć.
- Mateusz powiedziałam coś! Poradzę sobie sama!- warknęłam.
- Nie to nie. Nie będę się narzucał- mężczyzna wyminął mnie i opuścił moje mieszkanie. Wiedziałam, że zachowałam się nie fair, ale doskonale wiedziałam co on planuje. Na pewno chciałby mi pomóc, ale ja nigdy nie lubiłam korzystać z pomocy innych. Zawsze wolałam wszystko robić sama.. Nawet jeżeli ktoś z moich bliskich na tym cierpiał.
- A co ty tu robisz?
- Stęskniłem się za tobą- Mateusz uśmiechnął się do mnie, a swoje dłonie umiejscowił na moich biodrach.
- Tęskniłeś?- zaśmiałam się całując go na powitanie.
- No tak
Bieniu uśmiechnął się niewinnie i obydwoje weszliśmy do mieszkania. Spojrzał na mnie dziwnie kiedy na stoliku zobaczył butelkę z otwartym winem.
- Czy borykasz się z problemem zwanym alkoholizmem?- zapytał unosząc jedną brew do góry, a ja wymusiłam na sobie uśmiech.
Oczywiście, nie wiedziałeś?- zaśmiałam się siadając na kanapie.
- To trzeba leczyć kochanie- powiedział poważnym głosem i usiadł obok mnie.
- Ee tam.- machnęłam ręką upijając kolejny łyk. - Chcesz?
- Unikam alkoholu- Bieniu uśmiechnął się wziął mi z ręki kieliszek, a później odstawił go na stolik.
-Alee ej..- chciałam zacząć protestować, ale on szybko mnie pocałował.
- Nie dam ci się stoczyć- zaśmiał się, wziął butelkę z winem i poszedł do kuchni. Przewidziałam co chciał zrobić i pędem za nim ruszyłam. Jednak nie wiem czego się spodziewałam. Że powstrzymam 2 metrowego faceta? To chyba jakiś żart... Mateusz wylał całą zawartość butelki do zlewu, a ja naburmuszona wróciłam do salonu.
- Dziękuje ci bardzo- mruknęłam siadając na kanapie i krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Ależ nie ma za co- uśmiechnął się słodko i musnął mój policzek. Wiedział, że nie potrafię się na niego gniewać. Uśmiechnęłam się do niego, jednak po chwili skupiłam swój wzrok na ścianie przede mną. Nadal zastanawiałam się co dalej ze mną będzie. Mateusz objął mnie ramieniem, a ja wtuliłam się w niego niczym mała dziewczynka.
- Wszystko dobrze?- mężczyzna szepnął na moje ucho, gładząc mnie po policzku.
- Tak, a dlaczego pytasz?- zapytałam nie spuszczając wzroku ze ściany.
- Bo płaczesz..- rzeczywiście. Nawet nie zauważyłam kiedy po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Starłam je szybko odsunęłam się od niego.
- Wcale nie- uśmiechnęłam się sztucznie, ale Mateusz nie dał się zwieść.
- Rozi.. Nie kłam.- popatrzył na mnie surowo, a ja podparłam głowę na kolanach i westchnęłam ciężko. W głowie szukałam jakiejś pierwszej lepszej wymówki, ale jak na złość nic mi nie przychodziło do głowy. Usłyszałam chrząknięcie Mateusza i wiedziałam, że nie mam już czasu.
- Niedobrze mi- krzyknęłam i pobiegłam do łazienki. Zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam na płytach. Nie musiałam długo czekać, aż Bieniu zaczął się do mnie dobijać.
- Rozalia otwórz to natychmiast, bo rozwalę te drzwi!- krzyknął bijąc pięściami o drzwi. Doczołgałam się do nich i przywitałam go sztucznym uśmiechem.
- Coś się stało?- wyszczerzyłam się na tyle szerze, aby był w stanie kupić moją intrygę.
- Co się z tobą dzieje?- Mateusz położył swoje ogromne dłonie na moich policzkach i zmusił, żebym patrzyła mu w oczy.
- Oj zatrułam się i strasznie mnie brzuch boli- skrzywiłam się momentalnie łapiąc się za brzuch.
- To może pojedziemy do lekarza?- Mateusz objął mnie ramieniem, a w jego oczach widać było troskę.
- Nie, nie trzeba. Muszę się przespać- skuliłam się jeszcze bardziej, a Mateusz zaprowadził mnie do sypialni. Położyłam się na łóżku i przykryłam kołdrą po same uszy.
- Zrobię ci herbaty- usłyszałam jak zamyka drzwi od sypialni i schodzi schodami na dół. Po moich policzkach spływały łzy. Okropnie czułam się ze świadomością, że okłamałam Mateusza, tym bardziej, że widziałam jak się przejął i jak bardzo się martwi. Postanowiłam udawać, że śpię. Przynajmniej uniknę z nim rozmowy. Słyszałam jeszcze jak wchodzi o sypialni, kładzie kubek na szafce i wychodzi. Westchnęłam ciężko, a po chwili zasnęłam
(...)
Obudziłam sie koło 17 i przeczesując dłonią włosy zbiegłam po schodach w dół. Rozejrzałam się po salonie sprawdzając czy Mateusz opuścił już mój dom, a kiedy już sie upewniłam, że go nie ma, ruszyłam do przedpokoju. Schyliłam się, żeby ubrać swoje buty do biegania, gdy nagle usłyszałam czyjeś chrząknięcie. Poderwałam się na równe nogi i ze zdziwieniem spojrzałam na Mateusza, który stał teraz na środku korytarza i bacznie mi się przyglądał.
- Jejku, jak ty mnie straszysz- odetchnęłam i oparłam się o ścianę.
- Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?- to mówiąc wyciągnął przede mnie otwarty list od właściciela kamienicy. Szybkim ruchem wyrwałam mu kawałek papieru z ręki.
- Grzebiesz w moich rzeczach?- warknęłam chowając kartkę do kieszeni kurtki.
- Cały czas mnie okłamujesz, to jedyny sposób, żeby dowiedzieć się prawdy- Mateusz zmarszczył brwi i podniósł głos.
- O nie kochany, tak rozmawiać nie będziemy. Wyjdź.- warknęłam wskazując na drzwi.
- A właśnie, że porozmawiamy. Przecież...- zaczął, ale nie pozwoliłam mu skończyć.
- Mateusz powiedziałam coś! Poradzę sobie sama!- warknęłam.
- Nie to nie. Nie będę się narzucał- mężczyzna wyminął mnie i opuścił moje mieszkanie. Wiedziałam, że zachowałam się nie fair, ale doskonale wiedziałam co on planuje. Na pewno chciałby mi pomóc, ale ja nigdy nie lubiłam korzystać z pomocy innych. Zawsze wolałam wszystko robić sama.. Nawet jeżeli ktoś z moich bliskich na tym cierpiał.
poniedziałek, 29 lutego 2016
Rozdział 14. "Let it be"
Po skończonym meczu siatkarze Kielc mieli się z czego cieszyć. Pokonali Skre 3:2. Kiedy hala już opustoszała z lekkim uśmiechem przemierzałam boisko. Specjalnie czekałam, aż wszyscy opuszczą pomieszczenie. Nie chciałam kusić losu i wpaść na Mateusza, jednak jak zwykle wszystko musiało wyjść na przekór. Kiedy byłam już na korytarzu z szatni wyłoniła się sylwetka Mateusza. Jęknęłam głośno wyrażając swoje niezadowolenie z tego faktu.
- Rozalia..- mężczyzna szybko podszedł do mnie i złapał za rękę.
- Nie dotykaj mnie- powiedziałam sucho krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Możemy wreszcie pozmawiać?
- Nie wiem o czym, ale dobra. Wyjaśnijmy sobie to wreszcie.
- To chodź do mnie.
- Nie, załatwimy to tu i teraz- usiadłam na ławeczce i wbiłam swój wzrok w odległy punkt.
- Co się z tobą stało?- zapytał przyciszonym głosem i usiadł obok mnie.
- Co mi się stało? Dowiedziałam się prawdy, to się stało- odwróciłam gwałtownie głowę w jego stronę i zmroziłam go spojrzeniem.
- Jaką znowu prawdę?- Bieniu patrzył mi głęboko w oczy.
- Jejku Mateusz przestań udawać. Doskonale wiem, że chciałeś tylko jednego..- nie mogłam już dłużej na niego patrzeć, bo do moich oczu napływały łzy.
- No chyba sobie żartujesz! Kto ci takich głupot naopowiadał?- Mateusz poderwał się z miejsca i zaczął chodzić nerwowo po korytarzu, przeczesując dłonią swoje włosy.
- Twoich koledzy- odparłam obojętnie chowając twarz w dłoniach. Nie miałam już siły zatrzymać moich łez, które zaczęły spływać po moim policzku.
- I co? Myślisz, że tak bym się starał? Przecież nie jedną mógłbym przelecieć i jeszcze same wlazły by mi do łóżka... Rozalia, naprawdę się w tobie zakochałem.. - przykucnął przede mną i złapał za dłonie.
- Mam ci uwierzyć? Podobno jestem brzydka i nudna, w ogóle nie w twoim stylu..- wyszlochałam spuszczając głowę.
- Jesteś najcudowniejszą dziewczyną na ziemi. Uzależniłaś mnie jeszcze bardziej niż siatkówka. Cały czas mam przed oczami twój obraz, a w głowie każdą chwilę spędzoną z tobą. Od naszego pierwszego spotkania, aż do teraz. Nie potrafię bez ciebie żyć, zrozum to, że jesteś moją podporą, inspiracją, całym światem. Bez ciebie nic nie ma najmniejszego sensu.- po tych słowach łzy z moich oczu płynęły jeszcze szybciej. Zrobiło mi się potwornie przyjemnie i poczułam sie wyjątkowa. Spojrzałam na Mateusza. Był taki smutny, ale w jego oczach widać było ten szarmancki błysk, który urzekł mnie w nim na samym początku. Tak, dotarło do mnie, że nadal go kocham. Jednak nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa, więc tylko mocno go przytuliłam.
- Przepraszam- szepnęłam cicho wtulając się w niego niczym w pluszowego misia.
- Zapomnijmy już o tym- Mateusz pogładził mnie po głowie, a ja od razu poczułam się lepiej. Odsunęłam się od niego, spojrzałam na jego roześmianą twarz i już miałam złożyć pocałunek na jego ustach, gdy usłyszałam czyjś szloch, a zaraz potem śmiech i drwiny Karola.
- Andrzej, co ty płaczesz?
- Wcale nie płaczę, światło mi w oczy świeci- kiedy spojrzałam w tamtą stronę zobaczyłam jak Andrzej wyciera oczy chusteczką, a Karol skręca się ze śmiechu.
- Nie ładnie podsłuchiwać- zaśmiałam się i razem z Mateuszem podeszliśmy w ich stronę. Andrzej oczywiście szybko odwrócił się do nas plecami, żeby ukryć swoje czerwone oczy od płaczu. Kto by pomyślał, że Wrona jest taki wrażliwy..
- A więc to jego tak zwyzywałaś ostatniego wieczoru..- Karol pokiwał głową na znak, że zrozumiał o co chodzi, a my z Mateuszem spojrzeliśmy na niego pytająco.
- Ale, że ja?- uniosłam obie brwi patrząc na 2 metrowego mężczyznę.
- No tak. Zaczęłaś bardzo grzecznie, od idiotów i dupków, a potem poleciały wulgaryzmy- Kłos zaczął się śmiać, a Mateusz patrzył na mnie z uniesionymi brwiami.
- To przez alkohol- uśmiechnęłam się niewinnie i wzruszyłam ramionami. - Andrzej wszystko w porządku?
- Tak, tak..- wreszcie się do nas odwrócił i uśmiechnął się szeroko.
- Wzruszył się chłopaczek- całą trójką wybuchnęliśmy śmiechem, ale biednemu Andrzejowi nie było do śmiechu.
- Chodź, chodź.. Przytule cię- wyciągnęłam swoje ramiona w jego kierunku, ale on popatrzył niepewnie na Mateusza i nie zrobił nawet najmniejszego kroczku.
- No szybko, przytulaj ją- Mateusz zaśmiał się i zamknął oczy, a ucieszony Kraczący mocno mnie przytulił. Za mocno...
- Andrzej! Andrzej! Puść mnie!- pisnęłam czując, że nie mam dostępu do powietrza.
- Oj, sorki.. Ale tak się cieszę, że się pogodziliście- Andrzej wyszczerzył się i zrobił krok do tyłu.
- Effector, zawsze piękne zakończenia- wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- Rozalia..- mężczyzna szybko podszedł do mnie i złapał za rękę.
- Nie dotykaj mnie- powiedziałam sucho krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Możemy wreszcie pozmawiać?
- Nie wiem o czym, ale dobra. Wyjaśnijmy sobie to wreszcie.
- To chodź do mnie.
- Nie, załatwimy to tu i teraz- usiadłam na ławeczce i wbiłam swój wzrok w odległy punkt.
- Co się z tobą stało?- zapytał przyciszonym głosem i usiadł obok mnie.
- Co mi się stało? Dowiedziałam się prawdy, to się stało- odwróciłam gwałtownie głowę w jego stronę i zmroziłam go spojrzeniem.
- Jaką znowu prawdę?- Bieniu patrzył mi głęboko w oczy.
- Jejku Mateusz przestań udawać. Doskonale wiem, że chciałeś tylko jednego..- nie mogłam już dłużej na niego patrzeć, bo do moich oczu napływały łzy.
- No chyba sobie żartujesz! Kto ci takich głupot naopowiadał?- Mateusz poderwał się z miejsca i zaczął chodzić nerwowo po korytarzu, przeczesując dłonią swoje włosy.
- Twoich koledzy- odparłam obojętnie chowając twarz w dłoniach. Nie miałam już siły zatrzymać moich łez, które zaczęły spływać po moim policzku.
- I co? Myślisz, że tak bym się starał? Przecież nie jedną mógłbym przelecieć i jeszcze same wlazły by mi do łóżka... Rozalia, naprawdę się w tobie zakochałem.. - przykucnął przede mną i złapał za dłonie.
- Mam ci uwierzyć? Podobno jestem brzydka i nudna, w ogóle nie w twoim stylu..- wyszlochałam spuszczając głowę.
- Jesteś najcudowniejszą dziewczyną na ziemi. Uzależniłaś mnie jeszcze bardziej niż siatkówka. Cały czas mam przed oczami twój obraz, a w głowie każdą chwilę spędzoną z tobą. Od naszego pierwszego spotkania, aż do teraz. Nie potrafię bez ciebie żyć, zrozum to, że jesteś moją podporą, inspiracją, całym światem. Bez ciebie nic nie ma najmniejszego sensu.- po tych słowach łzy z moich oczu płynęły jeszcze szybciej. Zrobiło mi się potwornie przyjemnie i poczułam sie wyjątkowa. Spojrzałam na Mateusza. Był taki smutny, ale w jego oczach widać było ten szarmancki błysk, który urzekł mnie w nim na samym początku. Tak, dotarło do mnie, że nadal go kocham. Jednak nie potrafiłam wydusić z siebie żadnego słowa, więc tylko mocno go przytuliłam.
- Przepraszam- szepnęłam cicho wtulając się w niego niczym w pluszowego misia.
- Zapomnijmy już o tym- Mateusz pogładził mnie po głowie, a ja od razu poczułam się lepiej. Odsunęłam się od niego, spojrzałam na jego roześmianą twarz i już miałam złożyć pocałunek na jego ustach, gdy usłyszałam czyjś szloch, a zaraz potem śmiech i drwiny Karola.
- Andrzej, co ty płaczesz?
- Wcale nie płaczę, światło mi w oczy świeci- kiedy spojrzałam w tamtą stronę zobaczyłam jak Andrzej wyciera oczy chusteczką, a Karol skręca się ze śmiechu.
- Nie ładnie podsłuchiwać- zaśmiałam się i razem z Mateuszem podeszliśmy w ich stronę. Andrzej oczywiście szybko odwrócił się do nas plecami, żeby ukryć swoje czerwone oczy od płaczu. Kto by pomyślał, że Wrona jest taki wrażliwy..
- A więc to jego tak zwyzywałaś ostatniego wieczoru..- Karol pokiwał głową na znak, że zrozumiał o co chodzi, a my z Mateuszem spojrzeliśmy na niego pytająco.
- Ale, że ja?- uniosłam obie brwi patrząc na 2 metrowego mężczyznę.
- No tak. Zaczęłaś bardzo grzecznie, od idiotów i dupków, a potem poleciały wulgaryzmy- Kłos zaczął się śmiać, a Mateusz patrzył na mnie z uniesionymi brwiami.
- To przez alkohol- uśmiechnęłam się niewinnie i wzruszyłam ramionami. - Andrzej wszystko w porządku?
- Tak, tak..- wreszcie się do nas odwrócił i uśmiechnął się szeroko.
- Wzruszył się chłopaczek- całą trójką wybuchnęliśmy śmiechem, ale biednemu Andrzejowi nie było do śmiechu.
- Chodź, chodź.. Przytule cię- wyciągnęłam swoje ramiona w jego kierunku, ale on popatrzył niepewnie na Mateusza i nie zrobił nawet najmniejszego kroczku.
- No szybko, przytulaj ją- Mateusz zaśmiał się i zamknął oczy, a ucieszony Kraczący mocno mnie przytulił. Za mocno...
- Andrzej! Andrzej! Puść mnie!- pisnęłam czując, że nie mam dostępu do powietrza.
- Oj, sorki.. Ale tak się cieszę, że się pogodziliście- Andrzej wyszczerzył się i zrobił krok do tyłu.
- Effector, zawsze piękne zakończenia- wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
sobota, 27 lutego 2016
Rozdział 13. " Tam na dnie, został twój ślad i moja łza"
Obudził mnie potworny ból głowy i jakieś rozmowy nad moim łóżkiem. Leżałam nieruchomo z zamkniętymi oczami i przysłuchiwałam się rozmowie dwóch mężczyzn.
- Tym bardziej nie rozumiem dlaczego spałeś ze mną. Z taką dziewczyną to wiesz..
- Oj Wrona ucisz się.
- Jak mam się uciszyć, skoro całą noc się na mnie ryłeś? Poza tym strasznie się wiercisz i głośno chrapiesz- nie mogłam wytrzymać i zaczęłam chichotać pod nosem. Mężczyźni najwyraźniej to usłyszeli, bo obydwaj zamilkli i patrzyli się na mnie.
- I bo co było tyle krakać? Obudziłeś ją- doskonale znałam tych dwóch panów. Nad moim łóżkiem stali Karol Kłos i Andrzej Wrona. Ten drugi stał trochę zgarbiony i z grymasem na twarzy, natomiast jego kolega uśmiechał się od ucha do ucha.
- Kto mi powie co ja tutaj robię?- zaśmiałam sie siadając na łóżku i przeczesując dłonią swoje splątane włosy.
- Znalazłem cię pół przytomną, chciałaś prowadzić samochód, ale bohater Karol ci na to nie pozwolił- Karol zaśmiał się i przybrał pozę superbohatera. Zrobił to w tak zabawny sposób, że nawet Andrzej zaczął się śmiać. - A i jeszcze telefon sobie rozwaliłaś.
To mówiąc wręczył mi mój złoty iPhone. Cała szybka była pęknięta, ale telefon działał. Jęknęłam cicho pod nosem widząc kilkanaście nieodebranych połączeń od Mateusza. Znowu miałam ochotę rzucić telefonem o ścianę, ale stwierdziłam, że mi go szkoda.
- Szybka do wymiany- uśmiechnęłam się i rzuciłam telefon na łóżko.
- Ważne, że działa- Karol uśmiechnął sie i usiadł obok mnie. Nagle drzwi do pokoju otworzyły się gwałtownie, a do środka wparował zdyszany Wlazły.
- Wstawać gnidy, Faa...- przerwał zauważając moją osobę. Stał w drzwiach z otwartymi ustami, a jego oddech był znacznie przyśpieszony.
- Co ty tak sapiesz?- zapytał Wrona siadając wygodnie na fotelu i wpatrując się w postać swojego kolegi. On jednak nadal stał nieruchomo patrząc na mnie.
- Tee Wlazły, co z tobą?- Karol zaczął się śmiać, jednak Mariusz nadal stał bez ruchu. Dopiero kiedy Kłos rzucił w niego poduszką ocknął się.
- Yy.. co?- wyjąkał zdezorientowany.
- Pytałem co ty tak sapiesz?- Andrzej powtórzył swoje pytanie, akcentując każde słowo, jakby tłumaczył coś małemu dziecku.
- No kurde co tak sapiesz i co tak sapiesz? Też byś sapał jakbyś musiał wszystkich budzić, a przypomnę ci, że jesteśmy rozlokowani po całym hotelu.- Maniek oparł się o ścianę jednak nadal jego wzrok skupiony był na mnie.
- Coś ty się tak zapatrzył na...- Karol przerwał patrząc na mnie. Pewnie chciał powiedzieć moje imię, którego nie znał.
- Na Rozalię- dodałam ze śmiechem.
- No właśnie, na Rozalię. Ładne imię- Chuderlaczek puścił mi oczko, a potem spojrzał na swojego przyjaciela.
- Dziękuje- uśmiechnęłam się szeroko.
- Karol, a co z Olą..?- Mariusz uniósł obie brwi patrząc na naszą dwójkę.
- Wlazły, Wlazły... Jaki ty prymitywny jesteś. Znalazłem biedną sierotkę pod klubem, to ją przygarnąłem.- Karol objął mnie ramieniem uśmiechając się cwaniacko, za co oberwał lekkim uderzeniem w ramię.
- Ale spaliście razem,tak?- Wlazły był zaciekawiony zaistniałą sytuacją to też zadawał wiele pytań.
- Mariuszku, ja doceniam, że martwisz się o moje pożycie z Olą,ale pozwolę ci sobie przypomnieć, że na razie mam romans z ruterem- na te słowa wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
- Poza tym on spał ze mną..niestety..- wtrącił się do rozmowy Andrzej,który odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy. Mariusz już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale spojrzał na zegarek, zrobił wielkie oczy i przybił sobie faceplama.
- Kurde no! Szybko panowie, za 15 minut trening!- krzyknął i wybiegł z pokoju. On w odróżnieniu od Kłosa i Wrony latał jeszcze w swojej piżamie. Chłopaki natomiast byli już przebrani i gotowi do treningu.
- Idziesz z nami?- zaproponował Kłos.
- Nie, nie mogę. Muszę jechać do domu, ogarnąć się i widzimy się na hali- uśmiechnęłam się zwlekając się z łóżka.
- Będziesz na meczu?
- Muszę, niestety. Jestem fotografem Kielc- skrzywiłam się lekko poprawiając bluzkę, która mi się podwinęła.
- Alee fanie!- Karol klasnął w ręce, a z dołu usłyszeliśmy jakieś krzyki.
- Kłos! Wrona! Wlazły! Natychmiast na dół!- ponieważ było to wypowiedziane łamaną polszczyzną więc domyśliłam się, że to pewnie trener Skry.
- Dobra, to do zobaczenia na hali.- Karol uśmiechnął się i obydwoje ruszyliśmy w kierunku drzwi. Jednak w połowie drogi zatrzymałam się i spojrzałam na Wronę, który spał jak dziecko na tym małym foteliku.
- A Andrzej?- zaśmiałam się wskazując palcem na śpiącego siatkarza. Kłos spojrzał na swojego przyjaciela, pokręcił z zażenowaniem głową i cichutko do niego podszedł. Nachylił się nad jego uchem iii....
- WROOOOOOOONAAAAA!- krzyknął tak głośno, że biedny Andrzej poderwał sie na równe nogi i zdezorientowany patrzył na nas.
- Aj to bolało- mruknął smarując swoje ucho. Pokręciłam głową i pomachałam im na pożegnanie.
- Do zobaczenia panowie- uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju. Kiedy byłam już w holu moim oczom ukazał się las przerośniętych mężczyzn. Z uśmiechem na ustach minęłam ich wszystkich i wyszłam na zewnątrz. Słyszałam za sobą jakieś szepty typu "Kto jest?" itp.
(...)
W końcu nastała godzina 17, a to oznaczało, że do meczu została godzina. Kiedy weszłam na halę wszystkie miejsca na trybunach były już zajęte, a siatkarze obu drużyn rozgrzewali się na boisku. Zacisnęłam pięść i ruszyłam w kierunku swojego miejsca. Musiałam przejść przez całe boisko, więc spotkanie z Mateuszem było nieuniknione.
- Rozalia!- usłyszałam za sobą znajomy głos, a chwilę później stał już przy mnie Bieniu. - Martwiłem się się. Nie odbierałaś telefonu..
- Nie potrzebnie- przerwałam mu, ruszając w dalszą drogę, jednak siatkarz złapał mnie za rękę.
- Porozmawiajmy.
- To nie czas ani miejsce na takie rozmowy, nie uważasz? Poza tym nie mamy o czym. Leć się rozgrzewać- wyrwałam mu się i tłumiąc w sobie łzy ruszyłam przed siebie. Jego widok wywoływał u mnie ogromny ból, a łzy same pchały mi się do oczu. Jednak nie mogłam się teraz rozpłakać. Wzięłam głęboki oddech i już po chwili byłam w wyznaczonym miejscu. Zajęłam się przygotowywaniem sprzętu, gdy nagle do band reklamowych przybiegł Kłos.
- Cześć koleżanko!- uśmiechnął się szeroko.
- Cześć kolego- uśmiechnęłam się sztucznie nie odrywając wzroku od aparatu. Nie chciałam, żeby Karol wyczytał z nich, że coś się stało. Na całe szczęście nie musiałam z nim dłużej rozmawiać, bo został przywołany do trenera. Westchnęłam ciężko i całą swoją uwagę skupiłam na tym, żeby zrobić idealne zdjęcia.
- Tym bardziej nie rozumiem dlaczego spałeś ze mną. Z taką dziewczyną to wiesz..
- Oj Wrona ucisz się.
- Jak mam się uciszyć, skoro całą noc się na mnie ryłeś? Poza tym strasznie się wiercisz i głośno chrapiesz- nie mogłam wytrzymać i zaczęłam chichotać pod nosem. Mężczyźni najwyraźniej to usłyszeli, bo obydwaj zamilkli i patrzyli się na mnie.
- I bo co było tyle krakać? Obudziłeś ją- doskonale znałam tych dwóch panów. Nad moim łóżkiem stali Karol Kłos i Andrzej Wrona. Ten drugi stał trochę zgarbiony i z grymasem na twarzy, natomiast jego kolega uśmiechał się od ucha do ucha.
- Kto mi powie co ja tutaj robię?- zaśmiałam sie siadając na łóżku i przeczesując dłonią swoje splątane włosy.
- Znalazłem cię pół przytomną, chciałaś prowadzić samochód, ale bohater Karol ci na to nie pozwolił- Karol zaśmiał się i przybrał pozę superbohatera. Zrobił to w tak zabawny sposób, że nawet Andrzej zaczął się śmiać. - A i jeszcze telefon sobie rozwaliłaś.
To mówiąc wręczył mi mój złoty iPhone. Cała szybka była pęknięta, ale telefon działał. Jęknęłam cicho pod nosem widząc kilkanaście nieodebranych połączeń od Mateusza. Znowu miałam ochotę rzucić telefonem o ścianę, ale stwierdziłam, że mi go szkoda.
- Szybka do wymiany- uśmiechnęłam się i rzuciłam telefon na łóżko.
- Ważne, że działa- Karol uśmiechnął sie i usiadł obok mnie. Nagle drzwi do pokoju otworzyły się gwałtownie, a do środka wparował zdyszany Wlazły.
- Wstawać gnidy, Faa...- przerwał zauważając moją osobę. Stał w drzwiach z otwartymi ustami, a jego oddech był znacznie przyśpieszony.
- Co ty tak sapiesz?- zapytał Wrona siadając wygodnie na fotelu i wpatrując się w postać swojego kolegi. On jednak nadal stał nieruchomo patrząc na mnie.
- Tee Wlazły, co z tobą?- Karol zaczął się śmiać, jednak Mariusz nadal stał bez ruchu. Dopiero kiedy Kłos rzucił w niego poduszką ocknął się.
- Yy.. co?- wyjąkał zdezorientowany.
- Pytałem co ty tak sapiesz?- Andrzej powtórzył swoje pytanie, akcentując każde słowo, jakby tłumaczył coś małemu dziecku.
- No kurde co tak sapiesz i co tak sapiesz? Też byś sapał jakbyś musiał wszystkich budzić, a przypomnę ci, że jesteśmy rozlokowani po całym hotelu.- Maniek oparł się o ścianę jednak nadal jego wzrok skupiony był na mnie.
- Coś ty się tak zapatrzył na...- Karol przerwał patrząc na mnie. Pewnie chciał powiedzieć moje imię, którego nie znał.
- Na Rozalię- dodałam ze śmiechem.
- No właśnie, na Rozalię. Ładne imię- Chuderlaczek puścił mi oczko, a potem spojrzał na swojego przyjaciela.
- Dziękuje- uśmiechnęłam się szeroko.
- Karol, a co z Olą..?- Mariusz uniósł obie brwi patrząc na naszą dwójkę.
- Wlazły, Wlazły... Jaki ty prymitywny jesteś. Znalazłem biedną sierotkę pod klubem, to ją przygarnąłem.- Karol objął mnie ramieniem uśmiechając się cwaniacko, za co oberwał lekkim uderzeniem w ramię.
- Ale spaliście razem,tak?- Wlazły był zaciekawiony zaistniałą sytuacją to też zadawał wiele pytań.
- Mariuszku, ja doceniam, że martwisz się o moje pożycie z Olą,ale pozwolę ci sobie przypomnieć, że na razie mam romans z ruterem- na te słowa wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
- Poza tym on spał ze mną..niestety..- wtrącił się do rozmowy Andrzej,który odchylił głowę do tyłu i zamknął oczy. Mariusz już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, ale spojrzał na zegarek, zrobił wielkie oczy i przybił sobie faceplama.
- Kurde no! Szybko panowie, za 15 minut trening!- krzyknął i wybiegł z pokoju. On w odróżnieniu od Kłosa i Wrony latał jeszcze w swojej piżamie. Chłopaki natomiast byli już przebrani i gotowi do treningu.
- Idziesz z nami?- zaproponował Kłos.
- Nie, nie mogę. Muszę jechać do domu, ogarnąć się i widzimy się na hali- uśmiechnęłam się zwlekając się z łóżka.
- Będziesz na meczu?
- Muszę, niestety. Jestem fotografem Kielc- skrzywiłam się lekko poprawiając bluzkę, która mi się podwinęła.
- Alee fanie!- Karol klasnął w ręce, a z dołu usłyszeliśmy jakieś krzyki.
- Kłos! Wrona! Wlazły! Natychmiast na dół!- ponieważ było to wypowiedziane łamaną polszczyzną więc domyśliłam się, że to pewnie trener Skry.
- Dobra, to do zobaczenia na hali.- Karol uśmiechnął się i obydwoje ruszyliśmy w kierunku drzwi. Jednak w połowie drogi zatrzymałam się i spojrzałam na Wronę, który spał jak dziecko na tym małym foteliku.
- A Andrzej?- zaśmiałam się wskazując palcem na śpiącego siatkarza. Kłos spojrzał na swojego przyjaciela, pokręcił z zażenowaniem głową i cichutko do niego podszedł. Nachylił się nad jego uchem iii....
- WROOOOOOOONAAAAA!- krzyknął tak głośno, że biedny Andrzej poderwał sie na równe nogi i zdezorientowany patrzył na nas.
- Aj to bolało- mruknął smarując swoje ucho. Pokręciłam głową i pomachałam im na pożegnanie.
- Do zobaczenia panowie- uśmiechnęłam się i wyszłam z pokoju. Kiedy byłam już w holu moim oczom ukazał się las przerośniętych mężczyzn. Z uśmiechem na ustach minęłam ich wszystkich i wyszłam na zewnątrz. Słyszałam za sobą jakieś szepty typu "Kto jest?" itp.
(...)
W końcu nastała godzina 17, a to oznaczało, że do meczu została godzina. Kiedy weszłam na halę wszystkie miejsca na trybunach były już zajęte, a siatkarze obu drużyn rozgrzewali się na boisku. Zacisnęłam pięść i ruszyłam w kierunku swojego miejsca. Musiałam przejść przez całe boisko, więc spotkanie z Mateuszem było nieuniknione.
- Rozalia!- usłyszałam za sobą znajomy głos, a chwilę później stał już przy mnie Bieniu. - Martwiłem się się. Nie odbierałaś telefonu..
- Nie potrzebnie- przerwałam mu, ruszając w dalszą drogę, jednak siatkarz złapał mnie za rękę.
- Porozmawiajmy.
- To nie czas ani miejsce na takie rozmowy, nie uważasz? Poza tym nie mamy o czym. Leć się rozgrzewać- wyrwałam mu się i tłumiąc w sobie łzy ruszyłam przed siebie. Jego widok wywoływał u mnie ogromny ból, a łzy same pchały mi się do oczu. Jednak nie mogłam się teraz rozpłakać. Wzięłam głęboki oddech i już po chwili byłam w wyznaczonym miejscu. Zajęłam się przygotowywaniem sprzętu, gdy nagle do band reklamowych przybiegł Kłos.
- Cześć koleżanko!- uśmiechnął się szeroko.
- Cześć kolego- uśmiechnęłam się sztucznie nie odrywając wzroku od aparatu. Nie chciałam, żeby Karol wyczytał z nich, że coś się stało. Na całe szczęście nie musiałam z nim dłużej rozmawiać, bo został przywołany do trenera. Westchnęłam ciężko i całą swoją uwagę skupiłam na tym, żeby zrobić idealne zdjęcia.
czwartek, 25 lutego 2016
Rozdział 12. " I wszystko jest nie tak"
Następnego dnia miałam gościnnie wpaść na trening. Więc zaraz po zjedzeniu śniadania i ogarnięciu się udałam się na halę. Na korytarzu jak zwykle było tłoczno i żaden z siatkarzy nie zauważył mojej obecności. Przedzierając się przez tłum gigantów usłyszałam moje imię. Automatycznie przystanęłam w miejscu i zaczęłam przysłuchiwać się rozmowie jakiś dwóch siatkarzy.
- Podobno Bieniu jest z tą Rozalią.
- Serio?
- No tak, tak wszyscy mówią.
- Zwykłe ploty. On ostatnio mówił mi, że ona jest za brzydka i sztywna.
- Brzydka? Czy ja wiem, mnie się podoba. Ale dlaczego jak byliśmy w Olsztynie to tak koło niej skakał?
- Z tego co zrozumiałem, chciał ją zaliczyć..ii pewnie mu się to udało, w końcu byli sami w pokoju.- obydwaj mężczyźni zaczęli się śmiać, a ja poczułam jakby ktoś mi wbił sztylet w serce. Ze łzami w oczach po raz kolejny przecisnęłam się wśród stada przerośniętych mężczyzn i wybiegłam na zewnątrz. Pech chciał, że akurat wpadłam na Mateusza.
- O, kochanie- Mateusz uśmiechnął się szeroko na mój widok i chciał mnie przytulić, ale szybko się od niego odsunęłam.
- Zostaw mnie!- warknęłam, a z moich policzków zaczęły spływać łzy.
- Co? Rozi co się stało?- Mateusz położył dłoń na moim ramieniu i uważnie mi się przyglądał.
- Wszystko już wiem! Myślałeś, że się nie dowiem? Chciałeś mnie tylko zaliczyć tak? O to chodziło? To ja ci mówię, że nie pozwolę na to! Nie pozwolę traktować siebie jak zabawkę! Zawiodłam się na tobie! Po co były te całe podchody? Te próby, czułe słówka? Jesteś skończonym dupkiem!- krzyczałam prawie zapominając o oddychaniu.
- Rozalia co ty gadasz? Uspokój się, porozmawiajmy...- Mateusz był świetnym aktorem. Udawał tak bardzo zdziwionego, że aż wyglądało to naturalnie. Ale ja wiedziałam, że się nie nabiorę.
- Nie będę się uspokajać, nie będziemy rozmawiać. Nie mamy już o czym!
- Kochanie..- zaczął ,ale nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Żadne kochanie! Nie jestem twoim kochaniem i nigdy nim nie będę!- chciałam wybiec z hali, ale mężczyzna chwycił mnie za rękę.
- Uspokój się cholera i wytłumacz o co chodzi.
- Odpieprz się ode mnie!- krzyknęłam rozpaczliwie i "sprzedałam" mu siarczystego policzka. Słyszałam jak syknął z bólu, ale reszta mnie nie interesowała. Wsiadłam do swojego samochodu i łamiąc wszystkie możliwe przepisy ruszyłam do pierwszego lepszego klubu.
Wysiadłam z samochodu i trzaskając drzwiami weszłam do baru. Zamówiłam kilka drinków, może o kilka za dużo. W tamtym momencie było mi wszystko jedno. Nie potrafiłam zrozumieć, jak Mateusz mógł tak zrobić. Rozkochał mnie w sobie, a potem okazało się, że to tylko po to, żeby spędzić ze mną jedną noc. To bolało.
(...)
Koło 4 nad ranem postanowiłam wrócić do domu. Chwiejnym krokiem udałam się na parking, gdzie stał mu samochód. Kiedy z coraz większą trudnością stawiałam następne kroki usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Wygrzebałam go z torebki używając przy tym niecenzuralnych słów, ale kiedy zobaczyłam imię Mateusza ogarnęła mnie furia. Ze złością rzuciłam telefon o ziemię, a po moich policzkach znowu zaczęły płynąć łzy. Z wściekłością ruszyłam w kierunku samochodu, ale kiedy chciałam otworzyć drzwi jakiś mężczyzna pojawił się przed moimi oczami. Było już dość ciemno i jedyne co udało mi się zauważyć to to, że mężczyzna był naprawdę wysoki. Wzrostem przypominał Mateusza, ale to na pewno nie był on. Zmarszczyłam brwi, gdyż mężczyzna odgradzał mnie od samochodu i nie pozwalał do niego wsiąść.
- Przesuń się!- warknęłam popychając go lekko.
- Nie powinnaś w takim stanie prowadzić.- nieznajomy uśmiechnął się delikatnie łapiąc mnie pod ramię.
- Zostaw mnie! Gdzie ty mnie prowadzisz?- próbowałam się stawiać, ale dużo większy ode mnie mężczyzna nie dał mi żadnych szans. Chwile później siedziałam już w jego samochodzie i byliśmy w drodze do nieznanego mi miejsca...
_______
Hej,hej! ;*
Mamy już 12 rozdział i myślę, że to dobra okazja do podziękowania wszystkim tym, którzy czytają te moje wypociny :) Naprawdę jesteście wielcy i ogromnie motywujecie mnie do dalszego pisania :* Dziękuje za wszystkie wyświetlenia i komentarze ♥
A co do 12 rozdziału to postanowiłam potrzymać was w lekkiej niepewności co do dalszych wydarzeń. Możecie pisać mi komentarzach jak waszym zdaniem potoczy się akcja... ciekawe czy ktoś zgadnie :)
Na koniec zadam wam pare pytań, które mam nadzieję dadzą wam do myślenia.. A więc.. Czy Rozalia i Mateusz się pogodzą? Czy Mateusz udowodni swoją niewinność? Kim okaże się być tajemniczy nieznajomy i jakie ma plany co do Rozalii? Tego wszystkiego dowiedzie się w następnym rozdziale ;)
A teraz już więcej nie marudzę :D
Buziaki ;*
- Podobno Bieniu jest z tą Rozalią.
- Serio?
- No tak, tak wszyscy mówią.
- Zwykłe ploty. On ostatnio mówił mi, że ona jest za brzydka i sztywna.
- Brzydka? Czy ja wiem, mnie się podoba. Ale dlaczego jak byliśmy w Olsztynie to tak koło niej skakał?
- Z tego co zrozumiałem, chciał ją zaliczyć..ii pewnie mu się to udało, w końcu byli sami w pokoju.- obydwaj mężczyźni zaczęli się śmiać, a ja poczułam jakby ktoś mi wbił sztylet w serce. Ze łzami w oczach po raz kolejny przecisnęłam się wśród stada przerośniętych mężczyzn i wybiegłam na zewnątrz. Pech chciał, że akurat wpadłam na Mateusza.
- O, kochanie- Mateusz uśmiechnął się szeroko na mój widok i chciał mnie przytulić, ale szybko się od niego odsunęłam.
- Zostaw mnie!- warknęłam, a z moich policzków zaczęły spływać łzy.
- Co? Rozi co się stało?- Mateusz położył dłoń na moim ramieniu i uważnie mi się przyglądał.
- Wszystko już wiem! Myślałeś, że się nie dowiem? Chciałeś mnie tylko zaliczyć tak? O to chodziło? To ja ci mówię, że nie pozwolę na to! Nie pozwolę traktować siebie jak zabawkę! Zawiodłam się na tobie! Po co były te całe podchody? Te próby, czułe słówka? Jesteś skończonym dupkiem!- krzyczałam prawie zapominając o oddychaniu.
- Rozalia co ty gadasz? Uspokój się, porozmawiajmy...- Mateusz był świetnym aktorem. Udawał tak bardzo zdziwionego, że aż wyglądało to naturalnie. Ale ja wiedziałam, że się nie nabiorę.
- Nie będę się uspokajać, nie będziemy rozmawiać. Nie mamy już o czym!
- Kochanie..- zaczął ,ale nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Żadne kochanie! Nie jestem twoim kochaniem i nigdy nim nie będę!- chciałam wybiec z hali, ale mężczyzna chwycił mnie za rękę.
- Uspokój się cholera i wytłumacz o co chodzi.
- Odpieprz się ode mnie!- krzyknęłam rozpaczliwie i "sprzedałam" mu siarczystego policzka. Słyszałam jak syknął z bólu, ale reszta mnie nie interesowała. Wsiadłam do swojego samochodu i łamiąc wszystkie możliwe przepisy ruszyłam do pierwszego lepszego klubu.
Wysiadłam z samochodu i trzaskając drzwiami weszłam do baru. Zamówiłam kilka drinków, może o kilka za dużo. W tamtym momencie było mi wszystko jedno. Nie potrafiłam zrozumieć, jak Mateusz mógł tak zrobić. Rozkochał mnie w sobie, a potem okazało się, że to tylko po to, żeby spędzić ze mną jedną noc. To bolało.
(...)
Koło 4 nad ranem postanowiłam wrócić do domu. Chwiejnym krokiem udałam się na parking, gdzie stał mu samochód. Kiedy z coraz większą trudnością stawiałam następne kroki usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Wygrzebałam go z torebki używając przy tym niecenzuralnych słów, ale kiedy zobaczyłam imię Mateusza ogarnęła mnie furia. Ze złością rzuciłam telefon o ziemię, a po moich policzkach znowu zaczęły płynąć łzy. Z wściekłością ruszyłam w kierunku samochodu, ale kiedy chciałam otworzyć drzwi jakiś mężczyzna pojawił się przed moimi oczami. Było już dość ciemno i jedyne co udało mi się zauważyć to to, że mężczyzna był naprawdę wysoki. Wzrostem przypominał Mateusza, ale to na pewno nie był on. Zmarszczyłam brwi, gdyż mężczyzna odgradzał mnie od samochodu i nie pozwalał do niego wsiąść.
- Przesuń się!- warknęłam popychając go lekko.
- Nie powinnaś w takim stanie prowadzić.- nieznajomy uśmiechnął się delikatnie łapiąc mnie pod ramię.
- Zostaw mnie! Gdzie ty mnie prowadzisz?- próbowałam się stawiać, ale dużo większy ode mnie mężczyzna nie dał mi żadnych szans. Chwile później siedziałam już w jego samochodzie i byliśmy w drodze do nieznanego mi miejsca...
_______
Hej,hej! ;*
Mamy już 12 rozdział i myślę, że to dobra okazja do podziękowania wszystkim tym, którzy czytają te moje wypociny :) Naprawdę jesteście wielcy i ogromnie motywujecie mnie do dalszego pisania :* Dziękuje za wszystkie wyświetlenia i komentarze ♥
A co do 12 rozdziału to postanowiłam potrzymać was w lekkiej niepewności co do dalszych wydarzeń. Możecie pisać mi komentarzach jak waszym zdaniem potoczy się akcja... ciekawe czy ktoś zgadnie :)
Na koniec zadam wam pare pytań, które mam nadzieję dadzą wam do myślenia.. A więc.. Czy Rozalia i Mateusz się pogodzą? Czy Mateusz udowodni swoją niewinność? Kim okaże się być tajemniczy nieznajomy i jakie ma plany co do Rozalii? Tego wszystkiego dowiedzie się w następnym rozdziale ;)
A teraz już więcej nie marudzę :D
Buziaki ;*
niedziela, 21 lutego 2016
Rozdział 11. "Nie wiem co będzie z nami, nie wiem jak, ze sobą będzie nam"
Mateusz leżał na podłodze. Uklęknęłam przy nim i zaczęłam delikatnie nim szarpać.
- Mateusz obudź się- mówiłam przez łzy. W pewnym momencie poczułam jakąś ciepłą i lepką ciecz na moich palcach. Spojrzałam szybko na swoją dłoń i zobaczyłam krew. Serce od razu przyśpieszyło, a krew uderzyła do głowy. Wyjęłam z kieszeni telefon i zadzwoniłam po pogotowie.
Po niecałych 10 minutach na miejsce przybyli ratownicy. Opatrzyli jego ranę i zabrali go do szpitala. W ślad za nimi udałam się i ja, choć trzeba było przyznać, że nie nadawałam się do jazdy samochodem. Cała się trzęsłam, a moje oczy były zaszklone łzami, które znacznie utrudniały mi widoczność jezdni. Na szczęście jakoś dojechałam do szpitala i od razu dorwałam lekarza.
- Co z nim?
- Jest już opatrzony, 6 szwów załatwiło sprawę. Będzie dobrze tylko najpierw musi wytrzeźwieć- lekarz uśmiechnął się lekko i wrócił do swoich obowiązków. Zaraz.. Wytrzeźwieć? Jak on mógł sam pić? Jak jakiś alkoholik! Całe mój strach o niego wyparował i pojawiła się złość. Wpadłam do jego sali i rzuciłam torebkę na jego łóżko. Mateusz patrzyła na mnie zdziwiony trzymając się za głowę.
- Co ty sobie wyobrażasz? A co by było gdybym cię nie znalazła? Wykrwawiłbyś się, umarł! Po co się upiłeś co? Lepiej ci? Tak?- zaczęłam wrzeszczeć wymachując rękami.
- Rozi...- mruknął ale nie dałam mu dość do słowa.
- Nie ma Rozi.... Jezu głupku coś ty narobił- wbrew sobie zmieniłam swój ton głosu na bardziej troskliwy. Usiadłam na kraju jego łóżka i pogładziłam go po twarzy. Cała złość minęła.
- Przepraszam...- szepnął patrząc na mnie smutno.
- Nigdy więcej takich numerów- pokręciłam głową i pogroziłam mu palcem.
- Dobrze, obiecuje- Mati uśmiechnął się lekko, a ja mocno się do niego przytuliłam. Owszem, martwiłam się o niego. Kiedy tylko zamykałam oczy widziałam jego sylwetkę, potem krew na moich dłoniach... To było straszne.
- No dobrze, odpoczywaj teraz..- chciałam wyjść z sali, ale Bieniu złapał mnie za rękę.
- Zostaniesz ze mną?- zapytał robiąc maślane oczka. Uśmiechnęłam się lekko i skinęłam głową. Usiadłam na kraju łóżka i spojrzałam na Mateusza.
- Mateusz..- zaczęłam niepewnie błądząc wzrokiem po sali.
- Tak?
- Bo wtedy jak mówiłeś, że ci się podobam to...to mówiłeś szczerze?- spuściłam swoją głowę a kosmyk włosów opadł mi na twarz.
- Oczywiście, że tak- poczułam na swoim kolanie jego dłoń.
- I ja miałam to wszystko przemyśleć, prawda?
- Na prawda.
- To ja już chyba wszystko wiem- powiedziałam cicho, a moje serce zaczęło walić jak oszalałe.
- Więc słucham..- Mateusz westchnął patrząc na mnie. Podniosłam głowę i odgarnęłam swoje włosy z twarzy.
- Więc.. Więc jeżeli to nadal aktualne to się zgadzam- wyrzuciłam z siebie na jednym oddechu i uśmiechnęłam się delikatnie.
- Uhuuu!- zawołał przytulając mnie mocno. Skrzywiłam się czując od niego alkohol i szybko wyswobodziłam się z jego uścisku.
- Mateusz nie! Najpierw wytrzeźwij- pokręciłam głową śmiejąc się. Mężczyzna usiadł na łóżku i z szerokim uśmiechem pokiwał głową.
- Ale się cieszę- wyszczerzył się, a jego oczy błyszczały ze szczęścia.
- No wariat, po prostu wariat- zaśmiałam się siadając obok niego.
- A wszystko to, bo ciebie kocham- zaczął nucić pod nosem.
Szpital opuściłam koło 20. Szczęśliwa wróciłam do domu i zajęłam się obróbką tych zdjęć. Zajęło mi to niecałą godzinę. Kiedy zdjęcia były wstawione napisałam sms'a do Bienia.
"Dobranoc mój alkoholiku :*"
Nie czekałam na jego odpowiedź. Ułożyłam się na łóżku i zasnęłam.
- Mateusz obudź się- mówiłam przez łzy. W pewnym momencie poczułam jakąś ciepłą i lepką ciecz na moich palcach. Spojrzałam szybko na swoją dłoń i zobaczyłam krew. Serce od razu przyśpieszyło, a krew uderzyła do głowy. Wyjęłam z kieszeni telefon i zadzwoniłam po pogotowie.
Po niecałych 10 minutach na miejsce przybyli ratownicy. Opatrzyli jego ranę i zabrali go do szpitala. W ślad za nimi udałam się i ja, choć trzeba było przyznać, że nie nadawałam się do jazdy samochodem. Cała się trzęsłam, a moje oczy były zaszklone łzami, które znacznie utrudniały mi widoczność jezdni. Na szczęście jakoś dojechałam do szpitala i od razu dorwałam lekarza.
- Co z nim?
- Jest już opatrzony, 6 szwów załatwiło sprawę. Będzie dobrze tylko najpierw musi wytrzeźwieć- lekarz uśmiechnął się lekko i wrócił do swoich obowiązków. Zaraz.. Wytrzeźwieć? Jak on mógł sam pić? Jak jakiś alkoholik! Całe mój strach o niego wyparował i pojawiła się złość. Wpadłam do jego sali i rzuciłam torebkę na jego łóżko. Mateusz patrzyła na mnie zdziwiony trzymając się za głowę.
- Co ty sobie wyobrażasz? A co by było gdybym cię nie znalazła? Wykrwawiłbyś się, umarł! Po co się upiłeś co? Lepiej ci? Tak?- zaczęłam wrzeszczeć wymachując rękami.
- Rozi...- mruknął ale nie dałam mu dość do słowa.
- Nie ma Rozi.... Jezu głupku coś ty narobił- wbrew sobie zmieniłam swój ton głosu na bardziej troskliwy. Usiadłam na kraju jego łóżka i pogładziłam go po twarzy. Cała złość minęła.
- Przepraszam...- szepnął patrząc na mnie smutno.
- Nigdy więcej takich numerów- pokręciłam głową i pogroziłam mu palcem.
- Dobrze, obiecuje- Mati uśmiechnął się lekko, a ja mocno się do niego przytuliłam. Owszem, martwiłam się o niego. Kiedy tylko zamykałam oczy widziałam jego sylwetkę, potem krew na moich dłoniach... To było straszne.
- No dobrze, odpoczywaj teraz..- chciałam wyjść z sali, ale Bieniu złapał mnie za rękę.
- Zostaniesz ze mną?- zapytał robiąc maślane oczka. Uśmiechnęłam się lekko i skinęłam głową. Usiadłam na kraju łóżka i spojrzałam na Mateusza.
- Mateusz..- zaczęłam niepewnie błądząc wzrokiem po sali.
- Tak?
- Bo wtedy jak mówiłeś, że ci się podobam to...to mówiłeś szczerze?- spuściłam swoją głowę a kosmyk włosów opadł mi na twarz.
- Oczywiście, że tak- poczułam na swoim kolanie jego dłoń.
- I ja miałam to wszystko przemyśleć, prawda?
- Na prawda.
- To ja już chyba wszystko wiem- powiedziałam cicho, a moje serce zaczęło walić jak oszalałe.
- Więc słucham..- Mateusz westchnął patrząc na mnie. Podniosłam głowę i odgarnęłam swoje włosy z twarzy.
- Więc.. Więc jeżeli to nadal aktualne to się zgadzam- wyrzuciłam z siebie na jednym oddechu i uśmiechnęłam się delikatnie.
- Uhuuu!- zawołał przytulając mnie mocno. Skrzywiłam się czując od niego alkohol i szybko wyswobodziłam się z jego uścisku.
- Mateusz nie! Najpierw wytrzeźwij- pokręciłam głową śmiejąc się. Mężczyzna usiadł na łóżku i z szerokim uśmiechem pokiwał głową.
- Ale się cieszę- wyszczerzył się, a jego oczy błyszczały ze szczęścia.
- No wariat, po prostu wariat- zaśmiałam się siadając obok niego.
- A wszystko to, bo ciebie kocham- zaczął nucić pod nosem.
Szpital opuściłam koło 20. Szczęśliwa wróciłam do domu i zajęłam się obróbką tych zdjęć. Zajęło mi to niecałą godzinę. Kiedy zdjęcia były wstawione napisałam sms'a do Bienia.
"Dobranoc mój alkoholiku :*"
Nie czekałam na jego odpowiedź. Ułożyłam się na łóżku i zasnęłam.
piątek, 19 lutego 2016
Rozdział 10. "Mam mętlik w mojej małej głowie."
Kiedy wróciłam do domu nie miałam siły na nic innego jak tylko walnięcie się na łóżko i leżenie bezruchu. To nic, że miałam obrobić i wstawić zdjęcia z meczu z Olsztynem. To był mój najmniejszy problem. Liczył się tylko Mateusz. Dokładnie rozważałam wszystkie za i przeciw, ale nie potrafiłam jasno określić czego chce. Nie chodziło to, że Bieniu nie był w moim guście. Przeciwnie. Spełniał wszystkie "wymagania", których od zawsze się trzymałam. Problemem stało się to, że nie wiedziałam czy podołam życiu z siatkarzem. Ciągłe patrzenie na ręce, dziennikarze, wywiady, zazdrosne fanki.. To wszystko na mnie czyhało i przerażało wystarczająco mocno, żebym popełniła największy błąd mojego życia...
Nawet nie zauważyłam kiedy nastał nowy dzień. Leniwie poczłapałam do kuchni mimo, że nie byłam głodna. Oparłam się o kuchenne szafki i wlepiłam swój wzrok w ścianę przed siebie. Dziś postanowiłam, że wezmę się za te zdjęcia, ale nie teraz. Jeszcze nie. Kiedy trwałam tak w swoim zamyśleniu, zadzwonił telefon. Poderwałam się z miejsca i odebrałam.
- Halo?- mruknęłam trochę chłodno, ale nie mogłam zmienić swojej barwy głosu.
- Rozalia tak? Grzegorz Szymański z klubu z tej strony- zaczęłam szukać w głowie tego nazwiska, ale nie potrafiłam sobie przypomnieć jak on wyglądał. Machnęłam więc ręką i oparłam się o ścianę.
- No cześć- mruknęłam.
- Musisz przyjechać do Mateusza- mój rozmówca, krzyknął tak głośno, że aż musiałam na chwilę odsunąć słuchawkę od ucha.
- Co kolejna jakaś chora gierka? Niech da sobie spokój, bo na razie i tak jest w kropce- prychnęłam odgarniając włosy do tyłu.
- Co? Nie, nie. Po prostu nie odbiera telefonu, a drzwi do jego mieszkania są zamknięte.
- To może nie ma go w domu?- oczywiście to było pytanie retoryczne, które mogło zabrzmieć ciut chamsko.
- Jest, na pewno jest. Błagam przyjedź- mężczyzna rozłączył się, a ja z furią rzuciłam telefon na kanapę. Co on sobie myśli? Że weźmie mnie na wyrzuty sumienia? Mimo, że na początku postanowiłam nigdzie nie jechać, to po dłuższej chwili nie mogłam już usiedzieć na miejscu i po wcześniejszym ogarnięciu ruszyłam w kierunku mieszkania Bienia.
Gdy dojechałam na miejsce pod bramą stał wysoki mężczyzna. Domyśliłam się, że to pewnie Grzesiek. Podeszłam do niego szybkim krokiem.
- I po co kazałeś mi tu przyjechać?- oparłam się o maskę swojego samochodu.
- Daje sobie rękę uciąć, że jest w środku.
- No to zadzwoń i powiedz, żeby nam otworzył?- znowu mogło to zabrzmieć chamsko, ale nie miałam głowy panować nad tym co mówię.
- Dzwoniłem. Cisza.
- Ja pierdole- warknęłam i zaczęłam wspinać się po bramie.
- Co ty wyrabiasz?- Grzesiek złapał mnie za ramię.
- Musimy się tam jakoś dostać, więc zamknij sie i mi pomóż- nie powiem, zaczynałam się denerwować i martwić o Matiego. W końcu wczoraj też nie zachowałam się okej.
Dzięki pomocy siatkarza przeskoczyłam na drugą stronę ogrodzenia i pewnym krokiem ruszyłam w kierunku drzwi. W połowie drogi odwróciłam się w kierunku Grześka, który został na poprzednim miejscu.
- A ty co?- zapytałam unosząc jedną brew. Tak naprawę bałam się wejść tam sama. Zawsze moja głowa wymyślała najczarniejsze scenariusze i po prostu dla bezpieczeństwa chciałam mieć kogoś przy sobie. Nie musiałam długo czekać, by siatkarz znalazł się obok mnie. Obydwoje podeszliśmy do drzwi i nacisnęliśmy dzwonek. Po dłuższej chwili ciszy nacisnęłam delikatnie klamkę. Ku naszemu zdziwieniu drzwi były otwarte. Spojrzałam niepewnie na Grześka, który miał tak bardzo wystraszone oczy, że wydawało się, że zaraz ucieknie stąd z krzykiem. Wiedziałam, że to ja muszę zrobić pierwszy krok. Uchyliłam szerzej drzwi, które tak jak w jakimś horrorze zaczęły potwornie skrzypieć. Przełknęłam głośno ślinę i przekroczyłam próg. W mieszkaniu panowała grobowa cisza, co przyprawiło mnie o nieprzyjemne dreszcze.
- Mateusz..- zawołałam, a mój głos rozchodził się po mieszkaniu wraz z echem. Teraz to już naprawdę czułam się jak w jakimś horrorze. Zrobiłam kilka kroków wchodząc w głąb mieszkania. Grzesiek pozostał na zewnątrz.
- No kurde! Grzesiek nie mów mi, że się boisz. A ty Mateusz przestań się z nami bawić w chowanego!- krzyknęłam na cały dom, żeby jak najszybciej porzucić wizję nawiedzonego domu, który siedział w mojej głowie. Widząc, że Szymański pozostaje bez ruchu pokręciłam bezradnie głową i udałam się do sypialni Mateusza. Kiedy tam weszłam zamarłam. Szybko podbiegłam do mężczyzny.
- Mateusz!- krzyknęłam, a moje serce zaczęło bić jak oszalałe.
Nawet nie zauważyłam kiedy nastał nowy dzień. Leniwie poczłapałam do kuchni mimo, że nie byłam głodna. Oparłam się o kuchenne szafki i wlepiłam swój wzrok w ścianę przed siebie. Dziś postanowiłam, że wezmę się za te zdjęcia, ale nie teraz. Jeszcze nie. Kiedy trwałam tak w swoim zamyśleniu, zadzwonił telefon. Poderwałam się z miejsca i odebrałam.
- Halo?- mruknęłam trochę chłodno, ale nie mogłam zmienić swojej barwy głosu.
- Rozalia tak? Grzegorz Szymański z klubu z tej strony- zaczęłam szukać w głowie tego nazwiska, ale nie potrafiłam sobie przypomnieć jak on wyglądał. Machnęłam więc ręką i oparłam się o ścianę.
- No cześć- mruknęłam.
- Musisz przyjechać do Mateusza- mój rozmówca, krzyknął tak głośno, że aż musiałam na chwilę odsunąć słuchawkę od ucha.
- Co kolejna jakaś chora gierka? Niech da sobie spokój, bo na razie i tak jest w kropce- prychnęłam odgarniając włosy do tyłu.
- Co? Nie, nie. Po prostu nie odbiera telefonu, a drzwi do jego mieszkania są zamknięte.
- To może nie ma go w domu?- oczywiście to było pytanie retoryczne, które mogło zabrzmieć ciut chamsko.
- Jest, na pewno jest. Błagam przyjedź- mężczyzna rozłączył się, a ja z furią rzuciłam telefon na kanapę. Co on sobie myśli? Że weźmie mnie na wyrzuty sumienia? Mimo, że na początku postanowiłam nigdzie nie jechać, to po dłuższej chwili nie mogłam już usiedzieć na miejscu i po wcześniejszym ogarnięciu ruszyłam w kierunku mieszkania Bienia.
Gdy dojechałam na miejsce pod bramą stał wysoki mężczyzna. Domyśliłam się, że to pewnie Grzesiek. Podeszłam do niego szybkim krokiem.
- I po co kazałeś mi tu przyjechać?- oparłam się o maskę swojego samochodu.
- Daje sobie rękę uciąć, że jest w środku.
- No to zadzwoń i powiedz, żeby nam otworzył?- znowu mogło to zabrzmieć chamsko, ale nie miałam głowy panować nad tym co mówię.
- Dzwoniłem. Cisza.
- Ja pierdole- warknęłam i zaczęłam wspinać się po bramie.
- Co ty wyrabiasz?- Grzesiek złapał mnie za ramię.
- Musimy się tam jakoś dostać, więc zamknij sie i mi pomóż- nie powiem, zaczynałam się denerwować i martwić o Matiego. W końcu wczoraj też nie zachowałam się okej.
Dzięki pomocy siatkarza przeskoczyłam na drugą stronę ogrodzenia i pewnym krokiem ruszyłam w kierunku drzwi. W połowie drogi odwróciłam się w kierunku Grześka, który został na poprzednim miejscu.
- A ty co?- zapytałam unosząc jedną brew. Tak naprawę bałam się wejść tam sama. Zawsze moja głowa wymyślała najczarniejsze scenariusze i po prostu dla bezpieczeństwa chciałam mieć kogoś przy sobie. Nie musiałam długo czekać, by siatkarz znalazł się obok mnie. Obydwoje podeszliśmy do drzwi i nacisnęliśmy dzwonek. Po dłuższej chwili ciszy nacisnęłam delikatnie klamkę. Ku naszemu zdziwieniu drzwi były otwarte. Spojrzałam niepewnie na Grześka, który miał tak bardzo wystraszone oczy, że wydawało się, że zaraz ucieknie stąd z krzykiem. Wiedziałam, że to ja muszę zrobić pierwszy krok. Uchyliłam szerzej drzwi, które tak jak w jakimś horrorze zaczęły potwornie skrzypieć. Przełknęłam głośno ślinę i przekroczyłam próg. W mieszkaniu panowała grobowa cisza, co przyprawiło mnie o nieprzyjemne dreszcze.
- Mateusz..- zawołałam, a mój głos rozchodził się po mieszkaniu wraz z echem. Teraz to już naprawdę czułam się jak w jakimś horrorze. Zrobiłam kilka kroków wchodząc w głąb mieszkania. Grzesiek pozostał na zewnątrz.
- No kurde! Grzesiek nie mów mi, że się boisz. A ty Mateusz przestań się z nami bawić w chowanego!- krzyknęłam na cały dom, żeby jak najszybciej porzucić wizję nawiedzonego domu, który siedział w mojej głowie. Widząc, że Szymański pozostaje bez ruchu pokręciłam bezradnie głową i udałam się do sypialni Mateusza. Kiedy tam weszłam zamarłam. Szybko podbiegłam do mężczyzny.
- Mateusz!- krzyknęłam, a moje serce zaczęło bić jak oszalałe.
wtorek, 16 lutego 2016
Rozdział 9. "We're not lovers, but more than friends"
- Widziałem cię na facebooku i cię skojarzyłem- Bedni uśmiechnął się niewinnie i chciał wyjść z pokoju, jednak szybko chwyciłam go za rękę.
- Bartek nie kręć mi tu. Tak po prostu wpadłeś na mój profil i mnie zapamiętałeś? Uważaj bo uwierzę- zmarszczyłam brwi patrząc na niego.
- To są wasze prywatne sprawy, nie chcę się do tego mieszać. Mateusz sam ci za niedługo pewnie wszystko opowie.
- Nasze sprawy? Co?- teraz to ja już nic nie rozumiałam. Bartek natomiast wzruszył ramionami i wyszedł. Nie rozumiałam tego co się stało i o czym mówił Bednorz.
Z tego wszystkiego w nocy nie zmrużyłam prawie oczu. Zasnęłam dopiero nad ranem, ale długo sobie nie pospałam.
- Rozi! Wstawaj!- do pokoju wbiegł Bieniu i zaczął szarpać mnie za ramię.
- Odwal się- wycedziłam przez zęby i odwróciłam się na drugi bok.
- Trener nas zabije- dopiero teraz przypomniałam sobie, że o 10 mieliśmy wyjeżdżać z powrotem do Kielc. Spojrzałam na zegarek.. 9:45. Poderwałam się z łóżka,ale nie mogłam ustać na nogach i znowu na nim leżałam. Najprawdopodobniej alkohol dopiero teraz rozpuścił się w mojej krwi.
- Mati mamy problem- wyjąkałam walcząc, aby moje oczy się nie zamknęły.
- Boże ja cię kiedyś uduszę- wymamrotał, wziął mnie pod ramię i zaprowadził do taksówki, która już na nas czekała. Z tego wszystkiego nie pożegnaliśmy się nawet z Bednim.
Pod hotel dojechaliśmy równo o 10. Po parkingu chodził zdenerwowany trener, a gdy nas zobaczył od razu znalazł się przy nas.
- Gdzie wyście byli? Dlaczego ona nie nie może ustać na nogach? Czy wy wszyscy musieliście się upić?- trener rwał sobie włosy z głowy i krzyczał jak opętany. Dostrzegłam, że na krawężnikach siedzą niektórzy siatkarze i trzymają się za głowę.
- Ciszej- mruknęłam, a Mateusz zaprowadził mnie do autobusu. Sam natomiast pognał do hotelu po nasze walizki. Kiedy wszyscy byli już w autobusie ruszyliśmy w drogę powrotną do Kielc. A jaka cisza teraz panowała. Nikt nawet nie pisnął, nikt nie śpiewał, nikt nie rozmawiał. No może trener narzekał, że banda z nas alkoholików i na następnym treningu da chłopakom taki wycisk, że popamiętają, ale nikt raczej się tym nie przejął.
Gdy dojechaliśmy na miejsce wszyscy natychmiast udali się do swoich domów.Wszyscy oprócz mnie. Ja jako jedyna zostałam "porwana" do Mateusza. Nie wiedziałam nawet kiedy znalazłam się w jego domu, ale fakt faktem, że siedziałam teraz na jego kanapie z kubkiem herbaty w dłoniach.
- Dałam ciała..- stwierdziłam wlepiając swój wzrok w śnieżnobiały dywan.
- Spokojnie, nie ty jedna- Mateusz usiadł blisko mnie i uśmiechnął sie delikatnie.
- Trener to sobie musiał o mnie pomyśleć.. Głupia i do tego alkoholiczka..- pokręciłam bezradnie głową.
- Rozi.. Zakochałem się w tobie
- Nie można się we mnie zakochać- mruknęłam nie rozumiejąc co on przed chwilą powiedział. Dopiero po chwili to do mnie dotarło, a ja patrzyłam na niego jak z byka. On już na mnie nie patrzył, jego wzrok skupił sie na ścianie.
- Powiedz coś..- mruknął upijając łyk swojej herbaty. Heh, dobre... Powiedz coś, jak nie wiesz co...
- Ym...- chciałam powiedzieć coś więcej, ale nie byłam w stanie. Ogarnął mnie ogromny szok, którego nie mogłam pobić.
- Okej, rozumiem. Przepraszam, nie powinienem- powiedział wstając z kanapy i poszedł do kuchni. Westchnęłam głośno i skierowałam swoje kroki za nim.
- Mateusz czekaj.- chwyciłam go za dłoń i spojrzałam na niego. - Zaskoczyłeś mnie
Milczał. Zrozumiałam, że to ja mam mówić, a on będzie słuchać.
- Nie mówię, że nic do ciebie nie czuję, ale nie mogę powiedzieć, że cię kocham. Po prostu nie potrafię. Znamy się za krótko, a ja nigdy nie zastanawiałam się nad tym czy chciałabym z tobą być. Być może tak. Muszę to przemyśleć na spokojnie.
- Yhym rozumiem- pokiwał głową, ale nawet na mnie nie spojrzał. Westchnęłam po raz kolejny i oparłam sie o szafki.
- Chyba lepiej będzie jak już pójdę. Odezwę się- uśmiechnęłam się lekko i wyszłam z jego mieszkania. Do domu udałam się piechotą. Musiałam jeszcze wytrzeźwieć nim zabiorę się za podejmowanie tak ważnych decyzji.
- Bartek nie kręć mi tu. Tak po prostu wpadłeś na mój profil i mnie zapamiętałeś? Uważaj bo uwierzę- zmarszczyłam brwi patrząc na niego.
- To są wasze prywatne sprawy, nie chcę się do tego mieszać. Mateusz sam ci za niedługo pewnie wszystko opowie.
- Nasze sprawy? Co?- teraz to ja już nic nie rozumiałam. Bartek natomiast wzruszył ramionami i wyszedł. Nie rozumiałam tego co się stało i o czym mówił Bednorz.
Z tego wszystkiego w nocy nie zmrużyłam prawie oczu. Zasnęłam dopiero nad ranem, ale długo sobie nie pospałam.
- Rozi! Wstawaj!- do pokoju wbiegł Bieniu i zaczął szarpać mnie za ramię.
- Odwal się- wycedziłam przez zęby i odwróciłam się na drugi bok.
- Trener nas zabije- dopiero teraz przypomniałam sobie, że o 10 mieliśmy wyjeżdżać z powrotem do Kielc. Spojrzałam na zegarek.. 9:45. Poderwałam się z łóżka,ale nie mogłam ustać na nogach i znowu na nim leżałam. Najprawdopodobniej alkohol dopiero teraz rozpuścił się w mojej krwi.
- Mati mamy problem- wyjąkałam walcząc, aby moje oczy się nie zamknęły.
- Boże ja cię kiedyś uduszę- wymamrotał, wziął mnie pod ramię i zaprowadził do taksówki, która już na nas czekała. Z tego wszystkiego nie pożegnaliśmy się nawet z Bednim.
Pod hotel dojechaliśmy równo o 10. Po parkingu chodził zdenerwowany trener, a gdy nas zobaczył od razu znalazł się przy nas.
- Gdzie wyście byli? Dlaczego ona nie nie może ustać na nogach? Czy wy wszyscy musieliście się upić?- trener rwał sobie włosy z głowy i krzyczał jak opętany. Dostrzegłam, że na krawężnikach siedzą niektórzy siatkarze i trzymają się za głowę.
- Ciszej- mruknęłam, a Mateusz zaprowadził mnie do autobusu. Sam natomiast pognał do hotelu po nasze walizki. Kiedy wszyscy byli już w autobusie ruszyliśmy w drogę powrotną do Kielc. A jaka cisza teraz panowała. Nikt nawet nie pisnął, nikt nie śpiewał, nikt nie rozmawiał. No może trener narzekał, że banda z nas alkoholików i na następnym treningu da chłopakom taki wycisk, że popamiętają, ale nikt raczej się tym nie przejął.
Gdy dojechaliśmy na miejsce wszyscy natychmiast udali się do swoich domów.Wszyscy oprócz mnie. Ja jako jedyna zostałam "porwana" do Mateusza. Nie wiedziałam nawet kiedy znalazłam się w jego domu, ale fakt faktem, że siedziałam teraz na jego kanapie z kubkiem herbaty w dłoniach.
- Dałam ciała..- stwierdziłam wlepiając swój wzrok w śnieżnobiały dywan.
- Spokojnie, nie ty jedna- Mateusz usiadł blisko mnie i uśmiechnął sie delikatnie.
- Trener to sobie musiał o mnie pomyśleć.. Głupia i do tego alkoholiczka..- pokręciłam bezradnie głową.
- Rozi.. Zakochałem się w tobie
- Nie można się we mnie zakochać- mruknęłam nie rozumiejąc co on przed chwilą powiedział. Dopiero po chwili to do mnie dotarło, a ja patrzyłam na niego jak z byka. On już na mnie nie patrzył, jego wzrok skupił sie na ścianie.
- Powiedz coś..- mruknął upijając łyk swojej herbaty. Heh, dobre... Powiedz coś, jak nie wiesz co...
- Ym...- chciałam powiedzieć coś więcej, ale nie byłam w stanie. Ogarnął mnie ogromny szok, którego nie mogłam pobić.
- Okej, rozumiem. Przepraszam, nie powinienem- powiedział wstając z kanapy i poszedł do kuchni. Westchnęłam głośno i skierowałam swoje kroki za nim.
- Mateusz czekaj.- chwyciłam go za dłoń i spojrzałam na niego. - Zaskoczyłeś mnie
Milczał. Zrozumiałam, że to ja mam mówić, a on będzie słuchać.
- Nie mówię, że nic do ciebie nie czuję, ale nie mogę powiedzieć, że cię kocham. Po prostu nie potrafię. Znamy się za krótko, a ja nigdy nie zastanawiałam się nad tym czy chciałabym z tobą być. Być może tak. Muszę to przemyśleć na spokojnie.
- Yhym rozumiem- pokiwał głową, ale nawet na mnie nie spojrzał. Westchnęłam po raz kolejny i oparłam sie o szafki.
- Chyba lepiej będzie jak już pójdę. Odezwę się- uśmiechnęłam się lekko i wyszłam z jego mieszkania. Do domu udałam się piechotą. Musiałam jeszcze wytrzeźwieć nim zabiorę się za podejmowanie tak ważnych decyzji.
niedziela, 14 lutego 2016
Rozdział 8. "Czuję jak krew zaczyna we mnie biec."
Sędzia pozwolił grać Mateuszowi w koszulce jego kolegi, więc byłam bardzo zadowolona, że nasza praca nie poszła na marne. Byłam w swoim żywiole. Nie mogłam usiedzieć na miejscu i cały czas robiłam zdjęcia. To Effectorowi, to Olsztynowi, nawet kibicom. Kompletnie nie patrzyłam na wynik, więc po skończonym meczu,kiedy wręczali nagrodę MVP pewna siebie podeszłam bliżej, gdyż byłam przekonana, że to drużyna z Kielc wygrała. Jednak mocno się pomyliłam, bo spiker wykrzyczał nazwisko Bednorza, a cała hala zaczęła szaleć. Zdezorientowana stałam nieruchomo obok innych fotografów. Oczywiście, zrobiłam mu zdjęcie, ale zaraz później pobiegłam na swojej drużyny. Widząc ich zawiedzione miny nie potrafiłam nic powiedzieć.
Siatkarze poszli się przebrać, a ja czekałam na nich przed halą. Pierwszy dołączył do mnie Mateusz, który po prostu do mnie podszedł i mnie przytulił. Byłam lekko zdziwiona, ale ostatecznie również się do niego przytuliłam.
- Miłość, miłość, wszędzie miłość- usłyszeliśmy za sobą głos Bartka.
- O, dobrze, że cie widzę, gratuluje stary- Mateusz odsunął sie ode mnie i pogratulował Bedniemu. Słyszałam, że coś tam szeptali między sobą, ale nie chciałam wyjść na jakąś wścibską laskę więc nie podsłuchiwałam. W końcu skończyli rozmowę między sobą i obydwaj podeszli do mnie.
- To może wpadniecie do mnie? Trzeba opić tą moją nagrodę- Bedni wyszczerzył się machając nam przed oczami statuetką.
- To co Rozi? Wbijamy do tego głąba?- Mateusz spojrzał na mnie uśmiechając się.
- Ym.. tak. Zwłaszcza, że my mamy ze sobą do pogadania- pogroziłam palcem Bedniemu, a Mateusz spojrzał na nas zdziwiony.
- W takim razie się trochę ogarnę i będziemy- z Bieniem udaliśmy się do autobusu. Wróciliśmy do hotelu, ogarnęliśmy się, wzięliśmy taksówkę i udaliśmy się do Bartka.
Staliśmy teraz pod jego drzwiami i czekaliśmy, aż łaskawie nam je otworzy.
- Wykąpać się człowiekowi spokojnie nie dadzą.- mruknął gospodarz witając nas w drzwiach. Nie mogłam wytrzymać i zaczęłam się śmiać widząc siatkarza ubranego w szlafrok i pianą na głowie.
- Coś ty robił przez te 2 godziny?- Bieniu zaczął się śmiać.
- Co, co? Coś. Czekać mi tu- Bedni również się zaśmiał i pobiegł do łazienki. Wymieniliśmy się z Mateuszem znaczącymi spojrzeniami, a potem zaczęliśmy się śmiać.
Usiadłam na kanapie i cierpliwie czekałam na pojawienie się gospodarza mieszkania. Musiałam przyznać, że było one urządzone z głową. Nie za bogato, nie za biednie. Drewniane meble idealnie komponowały się z kolorami ścian, a co najważniejsze panował tutaj porządek. Po kilkunastu minutach dołączył do nas Bartek.
- Too co kompania? Piwo, wino, czy od razu 0,5l?- zapytał siatkarz Olsztyna.
- Dawaj 0,5- Bedni machnął ręką śmiejąc się.
- A ja to jednak poproszę wino- uśmiechnęłam sie do Bartka, który przyniósł nasze zamówienia. Chłopaki popadli w wir rozmowy, zapominając chyba o tym, że ja też z nimi siedziałam. Mimo wszystko nie miałam im tego za złe. Siedziałam na fotelu wlepiając swój wzrok w lampkę wina i zastanawiałam się czy powinnam pić. Nawet nie słuchałam co oni tam mówili, więc gdy usłyszałam zniecierpliwiony głos Bartka, aż podniosłam się z kanapy.
- Ale co?- zapytałam roztargniona patrząc to na jednego, to na drugiego.
- Jak myślisz, kto wygra Plus Ligę?- to pytanie zadał mi Mateusz.
- A to.. Ym.. to.. Nie wiem.. Skra może..- zaczęłam się jąkać.
- Ha! Widzisz, ona też jest za mną- Bedni klasną w dłonie śmiejąc się wesoło.
- Pff za zobaczycie, że to jednak będzie Zaksa- Bieniek zruszył ramionami i opróżnił swój kieliszek. Spojrzałam na butelkę. Wypili już połowę, a ja nawet łyka swojego wina nie upiłam.
- A ty czemu nie pijesz?- zapytał Bartek, który zmienił miejsce i usiadł bliżej mnie.
- Oj bo zamyśliłam się- machnęłam ręką śmiejąc się.
- O kim tak myślałaś?- Bedni poruszył zabawnie brwiami, a potem spojrzał na Bienia.
- Raczej o czym.. Powiedz mi skąd mnie znasz- przypomniałam sobie o sytuacji na meczu, a że Bartek był już trochę wstawiony liczyłam, że wyśpiewa mi całą prawdę.
- Czekaj.. Wszystko zaczęło się od tego, że rąbnąłem cię piłką- Bednorz wbił swój wzrok w ścianę naprzeciwko niego.
- Nie to. Zachowywałeś się jakbyś mnie znał- upiłam łyk wina i spojrzałam na Bartka.
- Ja? Nie pamiętam tego- pokręcił zrezygnowany głową i wrócił do swojego przyjaciela. Postanowiłam nie ciągnąć już tematu. Wiedziałam, że nie dowiem się od niego niczego ciekawego.
Wbiłam swój wzrok w wyłączony telewizor i upijałam kolejne łyki wina.
Po godzinie 24 obydwaj siatkarze byli już wstawieni i nie było mowy, żeby przetransportować Bienia do hotelu. A przecież jutro mieli wracać do Kielc. Świetnie trener się wkurzy i urwie nam łby. A co gorsze mogłam stracić pracę. Westchnęłam ciężko maszerując za Bartkiem do sypialni w której miałam spać. Bieniu zasnął na kanapie, więc nie chcieliśmy go już budzić.
- Bartek proszę cię powiedz o co ci chodziło wtedy na meczu.- powiedziałam błagalnym głosem siadając na łóżku. Bartek pokręcił głową, westchnął ciężko i usiadł obok niej. Chwile milczał, a gdy w końcu otworzył usta, żeby coś powiedzieć, zaczęłam żałować, że go o to zapytałam. Bałam się, że zaraz powie mi coś złego..
Siatkarze poszli się przebrać, a ja czekałam na nich przed halą. Pierwszy dołączył do mnie Mateusz, który po prostu do mnie podszedł i mnie przytulił. Byłam lekko zdziwiona, ale ostatecznie również się do niego przytuliłam.
- Miłość, miłość, wszędzie miłość- usłyszeliśmy za sobą głos Bartka.
- O, dobrze, że cie widzę, gratuluje stary- Mateusz odsunął sie ode mnie i pogratulował Bedniemu. Słyszałam, że coś tam szeptali między sobą, ale nie chciałam wyjść na jakąś wścibską laskę więc nie podsłuchiwałam. W końcu skończyli rozmowę między sobą i obydwaj podeszli do mnie.
- To może wpadniecie do mnie? Trzeba opić tą moją nagrodę- Bedni wyszczerzył się machając nam przed oczami statuetką.
- To co Rozi? Wbijamy do tego głąba?- Mateusz spojrzał na mnie uśmiechając się.
- Ym.. tak. Zwłaszcza, że my mamy ze sobą do pogadania- pogroziłam palcem Bedniemu, a Mateusz spojrzał na nas zdziwiony.
- W takim razie się trochę ogarnę i będziemy- z Bieniem udaliśmy się do autobusu. Wróciliśmy do hotelu, ogarnęliśmy się, wzięliśmy taksówkę i udaliśmy się do Bartka.
Staliśmy teraz pod jego drzwiami i czekaliśmy, aż łaskawie nam je otworzy.
- Wykąpać się człowiekowi spokojnie nie dadzą.- mruknął gospodarz witając nas w drzwiach. Nie mogłam wytrzymać i zaczęłam się śmiać widząc siatkarza ubranego w szlafrok i pianą na głowie.
- Coś ty robił przez te 2 godziny?- Bieniu zaczął się śmiać.
- Co, co? Coś. Czekać mi tu- Bedni również się zaśmiał i pobiegł do łazienki. Wymieniliśmy się z Mateuszem znaczącymi spojrzeniami, a potem zaczęliśmy się śmiać.
Usiadłam na kanapie i cierpliwie czekałam na pojawienie się gospodarza mieszkania. Musiałam przyznać, że było one urządzone z głową. Nie za bogato, nie za biednie. Drewniane meble idealnie komponowały się z kolorami ścian, a co najważniejsze panował tutaj porządek. Po kilkunastu minutach dołączył do nas Bartek.
- Too co kompania? Piwo, wino, czy od razu 0,5l?- zapytał siatkarz Olsztyna.
- Dawaj 0,5- Bedni machnął ręką śmiejąc się.
- A ja to jednak poproszę wino- uśmiechnęłam sie do Bartka, który przyniósł nasze zamówienia. Chłopaki popadli w wir rozmowy, zapominając chyba o tym, że ja też z nimi siedziałam. Mimo wszystko nie miałam im tego za złe. Siedziałam na fotelu wlepiając swój wzrok w lampkę wina i zastanawiałam się czy powinnam pić. Nawet nie słuchałam co oni tam mówili, więc gdy usłyszałam zniecierpliwiony głos Bartka, aż podniosłam się z kanapy.
- Ale co?- zapytałam roztargniona patrząc to na jednego, to na drugiego.
- Jak myślisz, kto wygra Plus Ligę?- to pytanie zadał mi Mateusz.
- A to.. Ym.. to.. Nie wiem.. Skra może..- zaczęłam się jąkać.
- Ha! Widzisz, ona też jest za mną- Bedni klasną w dłonie śmiejąc się wesoło.
- Pff za zobaczycie, że to jednak będzie Zaksa- Bieniek zruszył ramionami i opróżnił swój kieliszek. Spojrzałam na butelkę. Wypili już połowę, a ja nawet łyka swojego wina nie upiłam.
- A ty czemu nie pijesz?- zapytał Bartek, który zmienił miejsce i usiadł bliżej mnie.
- Oj bo zamyśliłam się- machnęłam ręką śmiejąc się.
- O kim tak myślałaś?- Bedni poruszył zabawnie brwiami, a potem spojrzał na Bienia.
- Raczej o czym.. Powiedz mi skąd mnie znasz- przypomniałam sobie o sytuacji na meczu, a że Bartek był już trochę wstawiony liczyłam, że wyśpiewa mi całą prawdę.
- Czekaj.. Wszystko zaczęło się od tego, że rąbnąłem cię piłką- Bednorz wbił swój wzrok w ścianę naprzeciwko niego.
- Nie to. Zachowywałeś się jakbyś mnie znał- upiłam łyk wina i spojrzałam na Bartka.
- Ja? Nie pamiętam tego- pokręcił zrezygnowany głową i wrócił do swojego przyjaciela. Postanowiłam nie ciągnąć już tematu. Wiedziałam, że nie dowiem się od niego niczego ciekawego.
Wbiłam swój wzrok w wyłączony telewizor i upijałam kolejne łyki wina.
Po godzinie 24 obydwaj siatkarze byli już wstawieni i nie było mowy, żeby przetransportować Bienia do hotelu. A przecież jutro mieli wracać do Kielc. Świetnie trener się wkurzy i urwie nam łby. A co gorsze mogłam stracić pracę. Westchnęłam ciężko maszerując za Bartkiem do sypialni w której miałam spać. Bieniu zasnął na kanapie, więc nie chcieliśmy go już budzić.
- Bartek proszę cię powiedz o co ci chodziło wtedy na meczu.- powiedziałam błagalnym głosem siadając na łóżku. Bartek pokręcił głową, westchnął ciężko i usiadł obok niej. Chwile milczał, a gdy w końcu otworzył usta, żeby coś powiedzieć, zaczęłam żałować, że go o to zapytałam. Bałam się, że zaraz powie mi coś złego..
Rozdział 7. " To nie tak, jak myślałam"
Rano obudził mnie Mateusz, który szwendał się po pokoju i czegoś szukał. Podniosłam się na łóżku i wbiłam w niego wzrok.
- Obudziłem cie? Przepraszam.- uśmiechnął się niewinnie, ale zaraz po tym wrócił do wyrzucania swoich ciuchów z walizki.
- A co ty robisz?- zapytałam przecierając oczy.
- Koszulki szukam i znaleźć nie mogę- westchnął ciężko siadając na łóżku.
- Żartujesz sobie? Nie masz koszulki?- wykrzyknęłam zdziwiona i po części wściekła. Złość jednak dokładnie ukryłam w głębi siebie.
- No nie wiem jak to się stało. Wydawało mi się, że mam wszystko- Beniu zaczął chodzić po pokoju.
- Okej, spokojnie.. Zaraz coś wymyślimy- westchnęłam i spojrzałam w sufit próbując wymyślić co zrobić w takiej sytuacji.
- Ciekawe co..- mruknął pochodząc do okna.
- Wiem! Pamiętam jak w Skrze Conte też zapomniał koszulki...- zaczęłam patrząc na Mateusza
- I wtedy wziął koszulkę od rezerwowego- w oczach Mateusz pojawiła się iska nadziei, a chwile później już go nie było. Jednak po krótszej chwili wrócił do pokoju z koszulką z numerem 11.
- Ty to wariat jesteś- zaśmiałam się widząc jak siatkarz cieszy sie jak małe dziecko.
- Emm dobra.. Pamiętasz co oni to zakryli?- Mati rozłożył koszulkę na ziemi i obydwoje przy niej przykucnęliśmy.
- Coś chyba z taśmą- podrapałam się po głowie.
-Masz taśmę?
- Nie.. Ale może na recepcji mają?
- Pójdę sprawdzić- znowu wybiegł z pokoju, ale tym razem nie było go dłuższą chwilę. W końcu jednak wrócił trzymając w ręce taśmę i marker.
- Brawo Mati- zaklaskałam śmiejąc się wesoło.
- Ty żałuj, że nie widziałaś ich min, jak poprosiłem o taśmę i markera.
- W sumie ja im sie nie dziwię.. 7 rano, spokój, cisza, a tu nagle przylatuje taki matołek i żąda taśmy- zaczęliśmy się śmiać, ale po chwili wzięliśmy się do roboty. Wystarczyło, że zakleiliśmy tylko jedną 1, bo numer Matusza to 15. Po skończonej pracy oglądaliśmy efekty.
- Mam nadzieję, że to sie nie odklei- mruknęłam zerkając na Bienia.
- Nie kracz. Ja tam się boję, że mi nie pozwolą w niej grać..
- Jak Facu pozwolili to tobie też pozwolą.
- Ale przyznaj, że na początku były jakieś problemy.
- Ale później grał. Wyluzuj- posłałam mu szeroki uśmiech i rzuciłam się na łóżko. Miałam nadzieję, że jeszcze się prześpię, jednak do naszego pokoju wparował trener.
- A wy chorzy jesteście, że już nie śpicie?- zapytał podejrzliwie patrząc na Bienia, który chował koszulkę za plecami.
- Yy nie... jest okej- uśmiechnęłam się niewinnie.
- Co tam chowasz?
- Nic- Bieniu odwrócił głowę w bok, żeby nie patrzeć na trenera.
- Mateusz!- trener powiedział stanowczo, a Bieniu podał mu koszulkę. - Co to ma być?!
- No bo zapomniałem swojej, a..- nie dokończył, bo trener pokręcił głową i rzucił w niego koszulką.
- Gdzie ty masz rozum Beniu? Ja wiem, że ty zakochany jesteś, ale proszę cię ty się ogarnij, bo kiedyś zapomnisz o bieliźnie, a wtedy nie będzie tak łatwo- zaśmiał sie i opuścił nasz pokój. Uśmiechnęłam się lekko słysząc, że Mateusz jest zakochany, choć tak naprawdę zrobiło mi sie trochę przykro. "Widzisz idiotko, nie mogłaś mu się podobać" pomyślałam i podeszłam do swojej walizki. Wzięłam potrzebne ubrania i poszłam się przebrać.
(...)
Byliśmy już na hali, a do meczu została niespełna godzina. Siedziałam "w loży fotografów" i czekałam na rozpoczęcie meczu. Nie wiedziałam czemu, ale akurat siedziałam po stronie Olsztyna, a nie Effectora, no ale nie protestowałam zbytnio. W końcu jako fotograf mogłam przemieszczać się po całej hali. W głowie nadal siedziały mi słowa trenera "wiem, że ty zakochany jesteś". W sumie nie wiem dlaczego tak sie tym przejmowałam. W końcu Mateusz mi niczego nie obiecywał, nie powinnam mieć do niego żalu. A jednak... Może to ja się w nim zakochałam? Moje przemyślenia przerwało dość mocne uderzenie w głowie. Podniosłam głowę i zobaczyłam jakiegoś siatkarz, który stał kilkanaście metrów ode mnie i przestraszony się we mnie wpatrywał. W końcu zrobił kilka kroków w moją stronę, a ja rozpoznałam w nim Bartka Bednorza.
- Nic ci sie nie stało?- zapytał uśmiechając sie delikatnie.
- O ile dobrze rozumiem powinieneś przebijać piłkę na tamtą stronę- to mówiąc wskazałam na połowę Effectora.
- Wiatr mi tu zawiał- zaśmiał się, a ja oddałam mu piłkę.
- Wiatr..- powtórzyłam kręcąc głową, a po chwili się zaśmiałam.
- Kurcze... to ty..- powiedział i zrobił taką minę, jakby spotkał jakiegoś swojego znajomego po latach. Ale przecież my się nie znaliśmy. Więc o co chodzi?
- Ale, że ja czyli kto?- zapytałam niepewnie.
- Upsik.. Bedni matołku przestań mówić to co myślisz- przybił sobie faceplama, a potem się zaśmiał. - Muszę lecieć, spikniemy się po meczu
- Co? Ale czekaj...- zawołałam za nim, ale było już za późno, bo dołączył do swojej drużyny. Kurde, skąd on mnie zna? Czy ja sama o czymś nie wiedziałam? Nie miałam czasu się nad tym zastanawiać, bo mecz się zaczynał, ale miałam nadzieję, że później mi wszystko wyjaśni.
- Obudziłem cie? Przepraszam.- uśmiechnął się niewinnie, ale zaraz po tym wrócił do wyrzucania swoich ciuchów z walizki.
- A co ty robisz?- zapytałam przecierając oczy.
- Koszulki szukam i znaleźć nie mogę- westchnął ciężko siadając na łóżku.
- Żartujesz sobie? Nie masz koszulki?- wykrzyknęłam zdziwiona i po części wściekła. Złość jednak dokładnie ukryłam w głębi siebie.
- No nie wiem jak to się stało. Wydawało mi się, że mam wszystko- Beniu zaczął chodzić po pokoju.
- Okej, spokojnie.. Zaraz coś wymyślimy- westchnęłam i spojrzałam w sufit próbując wymyślić co zrobić w takiej sytuacji.
- Ciekawe co..- mruknął pochodząc do okna.
- Wiem! Pamiętam jak w Skrze Conte też zapomniał koszulki...- zaczęłam patrząc na Mateusza
- I wtedy wziął koszulkę od rezerwowego- w oczach Mateusz pojawiła się iska nadziei, a chwile później już go nie było. Jednak po krótszej chwili wrócił do pokoju z koszulką z numerem 11.
- Ty to wariat jesteś- zaśmiałam się widząc jak siatkarz cieszy sie jak małe dziecko.
- Emm dobra.. Pamiętasz co oni to zakryli?- Mati rozłożył koszulkę na ziemi i obydwoje przy niej przykucnęliśmy.
- Coś chyba z taśmą- podrapałam się po głowie.
-Masz taśmę?
- Nie.. Ale może na recepcji mają?
- Pójdę sprawdzić- znowu wybiegł z pokoju, ale tym razem nie było go dłuższą chwilę. W końcu jednak wrócił trzymając w ręce taśmę i marker.
- Brawo Mati- zaklaskałam śmiejąc się wesoło.
- Ty żałuj, że nie widziałaś ich min, jak poprosiłem o taśmę i markera.
- W sumie ja im sie nie dziwię.. 7 rano, spokój, cisza, a tu nagle przylatuje taki matołek i żąda taśmy- zaczęliśmy się śmiać, ale po chwili wzięliśmy się do roboty. Wystarczyło, że zakleiliśmy tylko jedną 1, bo numer Matusza to 15. Po skończonej pracy oglądaliśmy efekty.
- Mam nadzieję, że to sie nie odklei- mruknęłam zerkając na Bienia.
- Nie kracz. Ja tam się boję, że mi nie pozwolą w niej grać..
- Jak Facu pozwolili to tobie też pozwolą.
- Ale przyznaj, że na początku były jakieś problemy.
- Ale później grał. Wyluzuj- posłałam mu szeroki uśmiech i rzuciłam się na łóżko. Miałam nadzieję, że jeszcze się prześpię, jednak do naszego pokoju wparował trener.
- A wy chorzy jesteście, że już nie śpicie?- zapytał podejrzliwie patrząc na Bienia, który chował koszulkę za plecami.
- Yy nie... jest okej- uśmiechnęłam się niewinnie.
- Co tam chowasz?
- Nic- Bieniu odwrócił głowę w bok, żeby nie patrzeć na trenera.
- Mateusz!- trener powiedział stanowczo, a Bieniu podał mu koszulkę. - Co to ma być?!
- No bo zapomniałem swojej, a..- nie dokończył, bo trener pokręcił głową i rzucił w niego koszulką.
- Gdzie ty masz rozum Beniu? Ja wiem, że ty zakochany jesteś, ale proszę cię ty się ogarnij, bo kiedyś zapomnisz o bieliźnie, a wtedy nie będzie tak łatwo- zaśmiał sie i opuścił nasz pokój. Uśmiechnęłam się lekko słysząc, że Mateusz jest zakochany, choć tak naprawdę zrobiło mi sie trochę przykro. "Widzisz idiotko, nie mogłaś mu się podobać" pomyślałam i podeszłam do swojej walizki. Wzięłam potrzebne ubrania i poszłam się przebrać.
(...)
Byliśmy już na hali, a do meczu została niespełna godzina. Siedziałam "w loży fotografów" i czekałam na rozpoczęcie meczu. Nie wiedziałam czemu, ale akurat siedziałam po stronie Olsztyna, a nie Effectora, no ale nie protestowałam zbytnio. W końcu jako fotograf mogłam przemieszczać się po całej hali. W głowie nadal siedziały mi słowa trenera "wiem, że ty zakochany jesteś". W sumie nie wiem dlaczego tak sie tym przejmowałam. W końcu Mateusz mi niczego nie obiecywał, nie powinnam mieć do niego żalu. A jednak... Może to ja się w nim zakochałam? Moje przemyślenia przerwało dość mocne uderzenie w głowie. Podniosłam głowę i zobaczyłam jakiegoś siatkarz, który stał kilkanaście metrów ode mnie i przestraszony się we mnie wpatrywał. W końcu zrobił kilka kroków w moją stronę, a ja rozpoznałam w nim Bartka Bednorza.
- Nic ci sie nie stało?- zapytał uśmiechając sie delikatnie.
- O ile dobrze rozumiem powinieneś przebijać piłkę na tamtą stronę- to mówiąc wskazałam na połowę Effectora.
- Wiatr mi tu zawiał- zaśmiał się, a ja oddałam mu piłkę.
- Wiatr..- powtórzyłam kręcąc głową, a po chwili się zaśmiałam.
- Kurcze... to ty..- powiedział i zrobił taką minę, jakby spotkał jakiegoś swojego znajomego po latach. Ale przecież my się nie znaliśmy. Więc o co chodzi?
- Ale, że ja czyli kto?- zapytałam niepewnie.
- Upsik.. Bedni matołku przestań mówić to co myślisz- przybił sobie faceplama, a potem się zaśmiał. - Muszę lecieć, spikniemy się po meczu
- Co? Ale czekaj...- zawołałam za nim, ale było już za późno, bo dołączył do swojej drużyny. Kurde, skąd on mnie zna? Czy ja sama o czymś nie wiedziałam? Nie miałam czasu się nad tym zastanawiać, bo mecz się zaczynał, ale miałam nadzieję, że później mi wszystko wyjaśni.
sobota, 13 lutego 2016
Rozdział 6. " A kto dziś odważy się"
Kiedy dojechaliśmy na hale siatkarze rozpoczęli trening od rozgrzewki. Chodziłam po całym obiekcie robiąc kolejnym zawodnikom zdjęcia. Większość mi do nich pozowała, a nie trenowała, ale kiedy trener to zauważył od razu zagonił ich do roboty.Jednak co jakiś czas słyszałam szepty chłopaków.
- Rozi zrób zdjęcie.
- Rozi patrz jak podbijam piłkę.
Kręciłam głową śmiejąc się i z radością robiąc im zdjęcia.
(...)
Kiedy trening się zakończył wróciliśmy do hotelu. Zawodnicy poszli się odświeżyć, a później wszyscy spotkali się na stołówce.
- Chyba zostałem twoim ulubionym modelem prawda?- zawołał z drugiego końca sali Sławek Stolic. Rzeczywiście pojawiał się na większości moich zdjęć.
- Tak, tak oczywiście- zaśmiałam się wesoło.
- Ej a ja?- na reakcje pozostałych siatkarzy nie musiałam długo czekać.
- Wszyscy byliście najlepsi- zaśmiałam się przekrzykując cały tłum.
Po skończonym posiłku wszyscy udali się do swoich pokoi. Usiadłam na swoim łóżku i spostrzegłam, że Mateusz uważnie mi się przygląda.
- Co tak się na mnie patrzysz?- zaśmiałam się.
-Patrzę na ciebie i myślę- uśmiechnął się delikatnie.
- O czym myślisz?- usiadłam po turecku uważnie mu się przyglądając.
- Dlaczego tak fajna, piękna i młoda dziewczyna nie ma faceta.- kiedy usłyszałam jego słowa zamurowało mnie. Siedziałam bez ruchu wpatrując się w jego sylwetkę.
- A skąd pewność, że go nie mam?- postanowiłam obrócić tę rozmowę w żart, więc uniosłam jedną brew i uśmiechnęłam się szeroko.
- A masz?- z jego oczu zniknął cały blask, który przecież na samym początku naszej znajomości tak mnie zauroczył.
- Nie, nie mam- odpowiedziałam już bez uśmiechu. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Dlaczego on mnie o to pytał? Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłabym mu się podobać. Nie, nie ja. Nie szara myszka, która jest tak naprawdę nikim z porównaniu do niego. Wzięłam prysznic, a następnie wyszłam z łazienki ubrana w moją różową piżamę w świnki. No co? Jednak część dziecka jeszcze we mnie została. A poza tym wydawała mi się odpowiednia na taki wyjazd. Koronkowa i krótka koszula nocna sprawiłaby, że chyba zapadłabym się pod ziemie.
Kiedy weszłam do pokoju i zobaczyłam minę Mateusza pokręciłam głową.
- Co? A piżama? Wiem, że jest zajebista- zaczęłam się śmiać. Nie musiałam długo czekać, aż siatkarz do mnie dołączył.
- Ja kiedyś miałem taką fajną w misie- Mateusz uśmiechnął sie szeroko. - W zasadzie dalej ją mam, tylko nie wiem gdzie..
- Czyli typowy siatkarz- zaśmiałam się i rzuciłam się na łóżko.
- A właśnie Rozalia... Przepraszam, że wyciągnąłem poprzedni temat.. Po prostu bardzo mi się..- przerwał na chwilę biorąc głęboki oddech. - Z resztą nie ważne
Wstał i udał się do łazienki.
- Mateusz..- zawołałam za nim, ale było już za późno zniknął za drzwiami łazienki. Skuliłam się opierając głowę na swoich kolanach i zastanawiałam się co chciał powiedzieć. Pierwsze co mi przyszło do głowy, to to, że mu sie podobam. Ale nie. To niemożliwe. Taki facet jak on mógł mieć każdą. Mimo wszystko moje serce przyśpieszyło, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Ale nie, nie. Chwila! Rozalia nie napalaj się, bo potem możesz się rozczarować.
Gdy Mateusz wrócił do pokoju położył się do łóżka i szczelnie nakrył kołdrą.
- Idziemy spać?- zapytał patrząc na mnie.
- Tak- uśmiechnęłam się i ułożyłam się wygodnie na łóżku. Mateusz zgasił światło
- Dobranoc- szepnął i odwrócił się na bok.
- Dobranoc- również odszepnęłam i zamknęłam oczy. Jutro naszych siatkarzy czeka ciężki dzień.
- Rozi zrób zdjęcie.
- Rozi patrz jak podbijam piłkę.
Kręciłam głową śmiejąc się i z radością robiąc im zdjęcia.
(...)
Kiedy trening się zakończył wróciliśmy do hotelu. Zawodnicy poszli się odświeżyć, a później wszyscy spotkali się na stołówce.
- Chyba zostałem twoim ulubionym modelem prawda?- zawołał z drugiego końca sali Sławek Stolic. Rzeczywiście pojawiał się na większości moich zdjęć.
- Tak, tak oczywiście- zaśmiałam się wesoło.
- Ej a ja?- na reakcje pozostałych siatkarzy nie musiałam długo czekać.
- Wszyscy byliście najlepsi- zaśmiałam się przekrzykując cały tłum.
Po skończonym posiłku wszyscy udali się do swoich pokoi. Usiadłam na swoim łóżku i spostrzegłam, że Mateusz uważnie mi się przygląda.
- Co tak się na mnie patrzysz?- zaśmiałam się.
-Patrzę na ciebie i myślę- uśmiechnął się delikatnie.
- O czym myślisz?- usiadłam po turecku uważnie mu się przyglądając.
- Dlaczego tak fajna, piękna i młoda dziewczyna nie ma faceta.- kiedy usłyszałam jego słowa zamurowało mnie. Siedziałam bez ruchu wpatrując się w jego sylwetkę.
- A skąd pewność, że go nie mam?- postanowiłam obrócić tę rozmowę w żart, więc uniosłam jedną brew i uśmiechnęłam się szeroko.
- A masz?- z jego oczu zniknął cały blask, który przecież na samym początku naszej znajomości tak mnie zauroczył.
- Nie, nie mam- odpowiedziałam już bez uśmiechu. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Dlaczego on mnie o to pytał? Nie dopuszczałam do siebie myśli, że mogłabym mu się podobać. Nie, nie ja. Nie szara myszka, która jest tak naprawdę nikim z porównaniu do niego. Wzięłam prysznic, a następnie wyszłam z łazienki ubrana w moją różową piżamę w świnki. No co? Jednak część dziecka jeszcze we mnie została. A poza tym wydawała mi się odpowiednia na taki wyjazd. Koronkowa i krótka koszula nocna sprawiłaby, że chyba zapadłabym się pod ziemie.
Kiedy weszłam do pokoju i zobaczyłam minę Mateusza pokręciłam głową.
- Co? A piżama? Wiem, że jest zajebista- zaczęłam się śmiać. Nie musiałam długo czekać, aż siatkarz do mnie dołączył.
- Ja kiedyś miałem taką fajną w misie- Mateusz uśmiechnął sie szeroko. - W zasadzie dalej ją mam, tylko nie wiem gdzie..
- Czyli typowy siatkarz- zaśmiałam się i rzuciłam się na łóżko.
- A właśnie Rozalia... Przepraszam, że wyciągnąłem poprzedni temat.. Po prostu bardzo mi się..- przerwał na chwilę biorąc głęboki oddech. - Z resztą nie ważne
Wstał i udał się do łazienki.
- Mateusz..- zawołałam za nim, ale było już za późno zniknął za drzwiami łazienki. Skuliłam się opierając głowę na swoich kolanach i zastanawiałam się co chciał powiedzieć. Pierwsze co mi przyszło do głowy, to to, że mu sie podobam. Ale nie. To niemożliwe. Taki facet jak on mógł mieć każdą. Mimo wszystko moje serce przyśpieszyło, a na twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Ale nie, nie. Chwila! Rozalia nie napalaj się, bo potem możesz się rozczarować.
Gdy Mateusz wrócił do pokoju położył się do łóżka i szczelnie nakrył kołdrą.
- Idziemy spać?- zapytał patrząc na mnie.
- Tak- uśmiechnęłam się i ułożyłam się wygodnie na łóżku. Mateusz zgasił światło
- Dobranoc- szepnął i odwrócił się na bok.
- Dobranoc- również odszepnęłam i zamknęłam oczy. Jutro naszych siatkarzy czeka ciężki dzień.
piątek, 12 lutego 2016
Rozdział 5. " Zostaw coś na później"
- Rozi..- Mateusz złapał mnie z dłoń i uśmiechnął się delikatnie.
- Tak?- uśmiechnęłam się patrząc na niego.
- Fajnie, że będziesz z nami pracować- mężczyzna uśmiechnął się szeroko i odgarnął swoją blond grzywkę do tyłu.
- Ja również się ciesze- uśmiechnęłam się szeroko, a na mojej twarzy pojawił się rumieniec. Spuściłam szybko głowę, żeby Mateusz tego nie widział. Dostać taki komplement od takiego kogoś.. Bajka..
- A tak właściwie to zacznij się pakować- Mateusz zmienił ton głosu, ale nadal czułam na sobie jego wzrok.
- Pakować?- powtórzyłam i spojrzałam na niego.
- Jedziemy do Olsztyna, bo tam gramy kolejny mecz- Mateusz puścił mi oczko.
- Do Olsztyna mówisz..
- Tak- Bieniu spojrzał na zegarek - O, już za 4 godziny wyjeżdżamy.
- CO?! 4 GODZINY?- wykrzyknęłam podrywając się z miejsca. Mateusz spokojnie pokiwał głową, a ja zostawiając go biegiem ruszyłam w kierunku domu, przeklinając pod nosem.
Jak tornado wparowałam do domu i pobiegłam do sypialni. Zaczęłam grzebać w szafie wywalając wszystkie ubrania na dywan.
- Co ja mam ze sobą zabrać?- mówiłam sama do siebie oglądając wszystkie ciuchy. Z tego wszystkiego nie zapytałam nawet na ile tam jedziemy. Stwierdziłam jednak, że pewnie jakieś 3 dni, więc nie zbierałam zbyt dużo. Kosmetyczka, kilka bluzek, spodnie i bielizna. Tyle powinno mi wystarczyć.
Nawet nie spostrzegłam jak szybko minęły 3 godziny i jeżeli chciałam zdążyć musiałam już wsiadać do samochodu. Wpakowałam więc swoją torbę do bagażnika i gdy już zapinałam pas i chciałam ruszać, przypomniałam sobie, że nie wzięłam najważniejszej rzeczy.
- Aparat!- krzyknęłam i jak poparzona wysiadłam z samochodu i wbiegłam do domu, uprzednio borykając się z zamkiem. Wzięłam torbę z aparatem, upewniłam się jeszcze czy na pewno wszystko mam i udałam się pod halę. Kiedy tam dotarłam byli już prawie wszyscy, czekali tylko na poszczególnych zawodników, którzy stopniowo do nas dołączali. Zapoznałam się z całą drużyną oraz sztabem i teraz stałam koło autokaru i rozmawiałam z Mateuszem.
- Myślałam, że nie zdążę- odetchnęłam uginając jedną nogę.
- Poczekalibyśmy na ciebie. Na taką kobietę, zawsze bym czekał- Mateusz uśmiechnął się szeroko.
- Ty byś czekał?- uniosłam jedną brew ku górze uśmiechając się.
- Yyy..to znaczy wszyscy by czekali- tym razem to ja wpędziłam go w zakłopotanie, bo spuścił głowę w dół i kilka razy przeczesał swoje włosy.
- Dobra, dobra- zaśmiałam się i kręcąc głową.
Kiedy byli już wszyscy wsiedliśmy do autokaru. Siedziałam obok Mateusza, bo nie było już pojedynczych siedzeń. Kiedy siatkarz pochłonięty był grą na telefonie do mnie podszedł trener.
- Mamy problem- powiedział patrząc na mnie.
- Jaki?
- W hotelu braknie dla ciebie pokoju. Rezerwowaliśmy je kilka dni temu, a ciebie jeszcze nie było- w tym momencie Mateusz uniósł głowę i spojrzał na trenera.
- Ale przecież ja mieszkam sam..- powiedział niepewnie zerkając na mnie.
- Nie będzie to dla ciebie żadnym problemem, żebyś z nim zamieszkała przez te kilka dni? Jeżeli coś by się działo od razu mi to zgłaszaj, a ja już go ukaże- trener popatrzył na Mateusza, a ten uśmiechnął się niewinnie.
- Nie, to żadnej problem- odpowiedziałam, choć nie byłam pewna czy tego chcę. Z jednej strony bardzo się ciszyłam, że będę mieszkać z Mateuszem, którzy przez te kilka dni stał się mi naprawdę bliski, ale z drugiej odczuwałam drobny dyskomfort. Jednak nie miałam co wybrzydzać. Jakoś będę musiała przezwyciężyć swoją nieśmiałość.
- Spokojnie trenerze, obiecuję, że będę grzeczny- Mateusz uśmiechnął się szeroko.
- Jeszcze raz z całego serca cię przepraszam, obiecuję, że taka sytuacja już się nie powtórzy.
- Spokojnie, ja się nie gniewam- zaśmiałam się, a trener wrócił na swoje siedzenie.
- To cześć mój współlokatorze- Mati zaśmiał się wesoło, a ja odpowiedziałam mu szerokim uśmiechem. Potem wrócił do swojej gry, a ja założyłam słuchawki na uszy i po chwili przy dźwięku jakiejś romantycznej piosenki zasnęłam.
(...)
Obudziłam się w momencie kiedy autobus wjechał na parking hotelu. Wszyscy zaczęli się przepychać w kierunku drzwi, więc pchałam się i ja. Śmiechu przy ty było nie mało. W środku odebraliśmy swoje klucze i wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Mieliśmy 2 godziny nim mieliśmy jechać na halę. Mateusz od razu rzucił się na jedno z łóżek. Ja z kolei weszłam niepewnie do środka. Czułam się odrobinę nieswojo, jednak z każdym momentem było coraz lepiej. Sięgnęłam do swojej torby i wyjęłam z niej aparat.
- Wybierasz się gdzieś?- Mateusz ożywił się patrząc na mnie.
- Mamy 2 godziny luzu, więc pomyślałam, że przejdę się po mieście i porobię parę zdjęć- wytłumaczyłam uśmiechając się.
- Mogę iść z tobą?
- A chce ci się?
- Pewnie
- To chodź- uśmiechnęłam się, a siatkarz wstał z łóżka i obydwoje wyszliśmy z hotelu. Poszliśmy najpierw na Starówkę. Zrobiłam tam kilka zdjęć, do niektórych nawet za pozował mi Mateusz . Kiedy mieliśmy już iść w kierunku olsztyńskiego zamku, mężczyzna wyrwał mi z dłoni aparat i podał jakiemuś nieznajomemu prosząc go, aby zrobił nam zdjęcie. Następnie oddaliliśmy się trochę od mężczyzny, a Mateusz objął mnie ramieniem i pokazał swój śnieżnobiały uśmiech. Kiedy zdjęcie było gotowe szybko musiałam koniecznie je zobaczyć.
- Może jak ja wyszłam- skrzywiłam się widząc to zdjęcie.
- Pięknie. I przestań marudzić bo mamy mało czasu, a my musimy jeszcze iść na ten zamek.
Tak też zrobiliśmy. Najpierw kilka zdjęć samego zamku, później parę z Mateuszem, razem, a na końcu nawet Mati wziął mi aparat i zrobił kilka, cudownych zdjęć.Zadowoleni wróciliśmy do hotelu. Mieliśmy jeszcze pół godziny, żeby odpocząć, ale ja nie chciałam marnować czasu. Podłączyłam aparat do laptopa i zaczęłam przeglądać zdjęcia zastanawiając się co w nich można poprawić. Chwilę później na moim łóżku usiadł Mateusz i zaczął przyglądać się temu co robię.
- Masz talent panie fotografie- zaśmiałam się patrząc na zdjęcia, które robił on.
- Czyli mam już plan B. Jak mi z siatkówką nie wyjdzie zostanę fotografem- zaśmieliśmy się, a chwilę później Mateusz zaczął szykować się na trening.
- Tak?- uśmiechnęłam się patrząc na niego.
- Fajnie, że będziesz z nami pracować- mężczyzna uśmiechnął się szeroko i odgarnął swoją blond grzywkę do tyłu.
- Ja również się ciesze- uśmiechnęłam się szeroko, a na mojej twarzy pojawił się rumieniec. Spuściłam szybko głowę, żeby Mateusz tego nie widział. Dostać taki komplement od takiego kogoś.. Bajka..
- A tak właściwie to zacznij się pakować- Mateusz zmienił ton głosu, ale nadal czułam na sobie jego wzrok.
- Pakować?- powtórzyłam i spojrzałam na niego.
- Jedziemy do Olsztyna, bo tam gramy kolejny mecz- Mateusz puścił mi oczko.
- Do Olsztyna mówisz..
- Tak- Bieniu spojrzał na zegarek - O, już za 4 godziny wyjeżdżamy.
- CO?! 4 GODZINY?- wykrzyknęłam podrywając się z miejsca. Mateusz spokojnie pokiwał głową, a ja zostawiając go biegiem ruszyłam w kierunku domu, przeklinając pod nosem.
Jak tornado wparowałam do domu i pobiegłam do sypialni. Zaczęłam grzebać w szafie wywalając wszystkie ubrania na dywan.
- Co ja mam ze sobą zabrać?- mówiłam sama do siebie oglądając wszystkie ciuchy. Z tego wszystkiego nie zapytałam nawet na ile tam jedziemy. Stwierdziłam jednak, że pewnie jakieś 3 dni, więc nie zbierałam zbyt dużo. Kosmetyczka, kilka bluzek, spodnie i bielizna. Tyle powinno mi wystarczyć.
Nawet nie spostrzegłam jak szybko minęły 3 godziny i jeżeli chciałam zdążyć musiałam już wsiadać do samochodu. Wpakowałam więc swoją torbę do bagażnika i gdy już zapinałam pas i chciałam ruszać, przypomniałam sobie, że nie wzięłam najważniejszej rzeczy.
- Aparat!- krzyknęłam i jak poparzona wysiadłam z samochodu i wbiegłam do domu, uprzednio borykając się z zamkiem. Wzięłam torbę z aparatem, upewniłam się jeszcze czy na pewno wszystko mam i udałam się pod halę. Kiedy tam dotarłam byli już prawie wszyscy, czekali tylko na poszczególnych zawodników, którzy stopniowo do nas dołączali. Zapoznałam się z całą drużyną oraz sztabem i teraz stałam koło autokaru i rozmawiałam z Mateuszem.
- Myślałam, że nie zdążę- odetchnęłam uginając jedną nogę.
- Poczekalibyśmy na ciebie. Na taką kobietę, zawsze bym czekał- Mateusz uśmiechnął się szeroko.
- Ty byś czekał?- uniosłam jedną brew ku górze uśmiechając się.
- Yyy..to znaczy wszyscy by czekali- tym razem to ja wpędziłam go w zakłopotanie, bo spuścił głowę w dół i kilka razy przeczesał swoje włosy.
- Dobra, dobra- zaśmiałam się i kręcąc głową.
Kiedy byli już wszyscy wsiedliśmy do autokaru. Siedziałam obok Mateusza, bo nie było już pojedynczych siedzeń. Kiedy siatkarz pochłonięty był grą na telefonie do mnie podszedł trener.
- Mamy problem- powiedział patrząc na mnie.
- Jaki?
- W hotelu braknie dla ciebie pokoju. Rezerwowaliśmy je kilka dni temu, a ciebie jeszcze nie było- w tym momencie Mateusz uniósł głowę i spojrzał na trenera.
- Ale przecież ja mieszkam sam..- powiedział niepewnie zerkając na mnie.
- Nie będzie to dla ciebie żadnym problemem, żebyś z nim zamieszkała przez te kilka dni? Jeżeli coś by się działo od razu mi to zgłaszaj, a ja już go ukaże- trener popatrzył na Mateusza, a ten uśmiechnął się niewinnie.
- Nie, to żadnej problem- odpowiedziałam, choć nie byłam pewna czy tego chcę. Z jednej strony bardzo się ciszyłam, że będę mieszkać z Mateuszem, którzy przez te kilka dni stał się mi naprawdę bliski, ale z drugiej odczuwałam drobny dyskomfort. Jednak nie miałam co wybrzydzać. Jakoś będę musiała przezwyciężyć swoją nieśmiałość.
- Spokojnie trenerze, obiecuję, że będę grzeczny- Mateusz uśmiechnął się szeroko.
- Jeszcze raz z całego serca cię przepraszam, obiecuję, że taka sytuacja już się nie powtórzy.
- Spokojnie, ja się nie gniewam- zaśmiałam się, a trener wrócił na swoje siedzenie.
- To cześć mój współlokatorze- Mati zaśmiał się wesoło, a ja odpowiedziałam mu szerokim uśmiechem. Potem wrócił do swojej gry, a ja założyłam słuchawki na uszy i po chwili przy dźwięku jakiejś romantycznej piosenki zasnęłam.
(...)
Obudziłam się w momencie kiedy autobus wjechał na parking hotelu. Wszyscy zaczęli się przepychać w kierunku drzwi, więc pchałam się i ja. Śmiechu przy ty było nie mało. W środku odebraliśmy swoje klucze i wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Mieliśmy 2 godziny nim mieliśmy jechać na halę. Mateusz od razu rzucił się na jedno z łóżek. Ja z kolei weszłam niepewnie do środka. Czułam się odrobinę nieswojo, jednak z każdym momentem było coraz lepiej. Sięgnęłam do swojej torby i wyjęłam z niej aparat.
- Wybierasz się gdzieś?- Mateusz ożywił się patrząc na mnie.
- Mamy 2 godziny luzu, więc pomyślałam, że przejdę się po mieście i porobię parę zdjęć- wytłumaczyłam uśmiechając się.
- Mogę iść z tobą?
- A chce ci się?
- Pewnie
- To chodź- uśmiechnęłam się, a siatkarz wstał z łóżka i obydwoje wyszliśmy z hotelu. Poszliśmy najpierw na Starówkę. Zrobiłam tam kilka zdjęć, do niektórych nawet za pozował mi Mateusz . Kiedy mieliśmy już iść w kierunku olsztyńskiego zamku, mężczyzna wyrwał mi z dłoni aparat i podał jakiemuś nieznajomemu prosząc go, aby zrobił nam zdjęcie. Następnie oddaliliśmy się trochę od mężczyzny, a Mateusz objął mnie ramieniem i pokazał swój śnieżnobiały uśmiech. Kiedy zdjęcie było gotowe szybko musiałam koniecznie je zobaczyć.
- Może jak ja wyszłam- skrzywiłam się widząc to zdjęcie.
- Pięknie. I przestań marudzić bo mamy mało czasu, a my musimy jeszcze iść na ten zamek.
Tak też zrobiliśmy. Najpierw kilka zdjęć samego zamku, później parę z Mateuszem, razem, a na końcu nawet Mati wziął mi aparat i zrobił kilka, cudownych zdjęć.Zadowoleni wróciliśmy do hotelu. Mieliśmy jeszcze pół godziny, żeby odpocząć, ale ja nie chciałam marnować czasu. Podłączyłam aparat do laptopa i zaczęłam przeglądać zdjęcia zastanawiając się co w nich można poprawić. Chwilę później na moim łóżku usiadł Mateusz i zaczął przyglądać się temu co robię.
- Masz talent panie fotografie- zaśmiałam się patrząc na zdjęcia, które robił on.
- Czyli mam już plan B. Jak mi z siatkówką nie wyjdzie zostanę fotografem- zaśmieliśmy się, a chwilę później Mateusz zaczął szykować się na trening.
sobota, 6 lutego 2016
Rozdział 4. " A może to tylko sen? "
Prawie całą drogę milczeliśmy. Mateusz szedł ze spuszczoną głową i dłońmi w kieszeni, a ja cały czas przeklinałam w myślach.."Brawo idiotko, brawo". Dopiero kiedy dotarliśmy na halę atmosfera się lekko rozluźniła.
- Jakie to duże- powiedziałam stojąc na środku boiska i kręcąc się wokół.
- Są większe- Mati uśmiechnął się podchodząc do mnie.
- Serio? Ja na tej bym sie zgubiła- zaśmiałam się i przejechałam dłonią po siatce. Ostatni raz grałam jeszcze w liceum na wf'ie. Teraz jakoś nie miałam okazji, ani czasu.
- Nie przesadzaj- siatkarz uśmiechnął się szeroko i gdzieś pobiegł.
-Ej, ale weź ty mnie tu nie zostawiaj, bo nie wiem jak stąd wyjść- rzuciłam za nim.
- Nie, spokojnie- Bieniu zaśmiał się wracając do mnie z piłką. Uniosłam jedną brew ku górze zastanawiając się co on kombinuje.
- Po co ci piłka?- zapytałam, ale zaraz po tym chciałam zapaść się pod ziemie. Przecież odpowiedź była jasna.
- Chodź, gramy- Mateusz przeszedł na drugą stronę siatki i zaczął podbijać piłkę.
- Ale Mati.. ja nie..- nie dokończyłam, bo mężczyzna przebił piłkę na moją stronę. Cóż miałam zrobić? W jednej chwili zebrałam się w sobie i ją przyjęłam. Wymieniliśmy kilka akcji, ale nie graliśmy na punkty.
- Dobra jesteś- Bieniek uśmiechnął się szeroko kręcąc piłką na palcu.
- Sama jestem w szoku, że jako tako mi to wyszło. Ostatni raz grałam dobre kilkanaście lat temu- zaśmiałam się i usiadłam na parkiecie.
- Masz do tego talent
- Oj tam zaraz talent, zawsze lubiłam grać w siatkę i czerpałam z tego ogromną przyjemność- uśmiechnęłam się szeroko przypominając sobie stare, dobre czasy.
- Więc dlaczego nic nie robiłaś w tym kierunku?- Mateusz usiadł obok i uważnie mi się przyglądał.
- Nie wiem... Chyba brakowało mi motywacji, po części też nie wierzyłam w siebie.- wzruszyłam ramionami patrząc przed siebie. Zawsze miałam niską samoocenę, ale do tego zdążyłam się już przyzwyczaić.
- I może właśnie tu zrobiłaś błąd?- Mateusz położył swoją dłoń na mojej uśmiechając się.
- Nie wiem, może..- odpowiedziałam z uśmiechem patrząc na niego.
- Wiesz, jeszcze nic straconego- mężczyzna puścił mi oczko, a mi znowu zrobiło się w środku gorąco. Co on w sobie ma, że tak na mnie działa?
- Fotografia mi wystarczy- uśmiechnęłam się.
- Przemyśl to jeszcze- mężczyzna oparł brodę na moim ramieniu i uśmiechnął się szeroko.
- A tobie to przypadkiem nie za wygonie?- zaśmiałam się.
- Nie, jest idealnie..- W tym momencie poczułam zapach jego perfum. Zamknęłam oczy i mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Wiesz co? Mam pomysł- Mateusz szybko podniósł się z parkietu, a następnie pomógł mi wstać.
- No jaki?- uśmiechnęłam się szeroko widząc po raz kolejny ten błysk w oku.
- Idziemy... NA PLAC ZABAW!- wykrzyknął, a echo rozbrzmiało po całym obiekcie, tak, że poczułam się jak w jakimś horrorze.
- Plac zabaw?- powtórzyłam śmiejąc się.
- A co nam tam? Obudźmy w sobie dzieci- Bieniek zaśmiał się wesoło i łapiąc mnie za rękę zaczął biec w kierunku wyjścia. Całą drogę na plac biegliśmy, więc kiedy byliśmy na miejscu miałam już lekką zadyszkę. W końcu taki olbrzym jak Mateusz biegł co najmniej dwa razy szybciej ode mnie.
- Pohuśtaj mnie!- uśmiechnęłam sie szeroko i usiadłam na jednej z huśtawek.
- Sama się huśtaj- prychnął i zajął drugą z huśtawek.
- Ty było chamskie- zaśmiałam się i zaczęłam się huśtać. To samo zrobił Mati.
- Takie życie- zaśmiał się mój towarzysz.
Po huśtawkach poszliśmy jeszcze na karuzelę, a teraz siedzieliśmy na ławeczce od piaskownicy.
- Wiesz co ci powiem?- Mateusz spojrzał na mnie uśmiechając sie szeroko.
- No słucham- zaśmiałam się i zaczęłam rysować jakieś wzorki na pisaku.
- Fajnie mi sie z tobą spędza czas- gdy to usłyszałam, moje policzki się zarumieniły.
- Mi z tobą też- uśmiechnęłam sie delikatnie, ale zaraz potem spuściłam z powrotem głowę, żeby ukryć moje różowe policzki. Nie mogłam uwierzyć w to co się teraz dzieje..
- Jakie to duże- powiedziałam stojąc na środku boiska i kręcąc się wokół.
- Są większe- Mati uśmiechnął się podchodząc do mnie.
- Serio? Ja na tej bym sie zgubiła- zaśmiałam się i przejechałam dłonią po siatce. Ostatni raz grałam jeszcze w liceum na wf'ie. Teraz jakoś nie miałam okazji, ani czasu.
- Nie przesadzaj- siatkarz uśmiechnął się szeroko i gdzieś pobiegł.
-Ej, ale weź ty mnie tu nie zostawiaj, bo nie wiem jak stąd wyjść- rzuciłam za nim.
- Nie, spokojnie- Bieniu zaśmiał się wracając do mnie z piłką. Uniosłam jedną brew ku górze zastanawiając się co on kombinuje.
- Po co ci piłka?- zapytałam, ale zaraz po tym chciałam zapaść się pod ziemie. Przecież odpowiedź była jasna.
- Chodź, gramy- Mateusz przeszedł na drugą stronę siatki i zaczął podbijać piłkę.
- Ale Mati.. ja nie..- nie dokończyłam, bo mężczyzna przebił piłkę na moją stronę. Cóż miałam zrobić? W jednej chwili zebrałam się w sobie i ją przyjęłam. Wymieniliśmy kilka akcji, ale nie graliśmy na punkty.
- Dobra jesteś- Bieniek uśmiechnął się szeroko kręcąc piłką na palcu.
- Sama jestem w szoku, że jako tako mi to wyszło. Ostatni raz grałam dobre kilkanaście lat temu- zaśmiałam się i usiadłam na parkiecie.
- Masz do tego talent
- Oj tam zaraz talent, zawsze lubiłam grać w siatkę i czerpałam z tego ogromną przyjemność- uśmiechnęłam się szeroko przypominając sobie stare, dobre czasy.
- Więc dlaczego nic nie robiłaś w tym kierunku?- Mateusz usiadł obok i uważnie mi się przyglądał.
- Nie wiem... Chyba brakowało mi motywacji, po części też nie wierzyłam w siebie.- wzruszyłam ramionami patrząc przed siebie. Zawsze miałam niską samoocenę, ale do tego zdążyłam się już przyzwyczaić.
- I może właśnie tu zrobiłaś błąd?- Mateusz położył swoją dłoń na mojej uśmiechając się.
- Nie wiem, może..- odpowiedziałam z uśmiechem patrząc na niego.
- Wiesz, jeszcze nic straconego- mężczyzna puścił mi oczko, a mi znowu zrobiło się w środku gorąco. Co on w sobie ma, że tak na mnie działa?
- Fotografia mi wystarczy- uśmiechnęłam się.
- Przemyśl to jeszcze- mężczyzna oparł brodę na moim ramieniu i uśmiechnął się szeroko.
- A tobie to przypadkiem nie za wygonie?- zaśmiałam się.
- Nie, jest idealnie..- W tym momencie poczułam zapach jego perfum. Zamknęłam oczy i mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Wiesz co? Mam pomysł- Mateusz szybko podniósł się z parkietu, a następnie pomógł mi wstać.
- No jaki?- uśmiechnęłam się szeroko widząc po raz kolejny ten błysk w oku.
- Idziemy... NA PLAC ZABAW!- wykrzyknął, a echo rozbrzmiało po całym obiekcie, tak, że poczułam się jak w jakimś horrorze.
- Plac zabaw?- powtórzyłam śmiejąc się.
- A co nam tam? Obudźmy w sobie dzieci- Bieniek zaśmiał się wesoło i łapiąc mnie za rękę zaczął biec w kierunku wyjścia. Całą drogę na plac biegliśmy, więc kiedy byliśmy na miejscu miałam już lekką zadyszkę. W końcu taki olbrzym jak Mateusz biegł co najmniej dwa razy szybciej ode mnie.
- Pohuśtaj mnie!- uśmiechnęłam sie szeroko i usiadłam na jednej z huśtawek.
- Sama się huśtaj- prychnął i zajął drugą z huśtawek.
- Ty było chamskie- zaśmiałam się i zaczęłam się huśtać. To samo zrobił Mati.
- Takie życie- zaśmiał się mój towarzysz.
Po huśtawkach poszliśmy jeszcze na karuzelę, a teraz siedzieliśmy na ławeczce od piaskownicy.
- Wiesz co ci powiem?- Mateusz spojrzał na mnie uśmiechając sie szeroko.
- No słucham- zaśmiałam się i zaczęłam rysować jakieś wzorki na pisaku.
- Fajnie mi sie z tobą spędza czas- gdy to usłyszałam, moje policzki się zarumieniły.
- Mi z tobą też- uśmiechnęłam sie delikatnie, ale zaraz potem spuściłam z powrotem głowę, żeby ukryć moje różowe policzki. Nie mogłam uwierzyć w to co się teraz dzieje..
Rozdział 3. "Dziękuję za zaufanie, że nie wątpisz, nawet kiedy wszyscy inni tracą nadzieję."
- Proszę siadać- mężczyzna wskazał na krzesło przed nim. Skinęłam głową i usiadłam na przeciw mężczyzny. Obok mnie usiadł Mateusz, któremu uśmiech nie schodził z twarzy.
- Mogę się dowiedzieć o co chodzi?- uśmiechnęłam sie delikatnie.
- Naturalnie. Na początek wypadałoby sie przedstawić, więc nazywam się Jacek Sęk i jestem prezesem Effectora Kielce.
- Rozalia Rudnicka- podałam mu dłoń i uśmiechnęłam się szeroko.
- Sprawa ma się krótko. Słyszałem, że jest pani świetnym fotografem, prawda?- spojrzałam na Mateusza, a ten pokiwał głową szczerząc się.
- Nie wiem czy takim świetnym, trzymajmy się wersji samego fotografa- zaśmiałam się.
- Mimo, że nie widziałem pani zdjęć chciałbym zaproponować współpracę, a w dużej mierze to dzięki Mateuszowi, który godzinami przekonywał mnie, że ma pani talent.- zamurowało mnie. Ja? Miałabym zacząć pracę z jako fotograf Effectora? Przecież to spełnienie moich marzeń i wymarzona praca.
- Kurczę , nie wiem co powiedzieć- uśmiechnęłam się szeroko.
- Po uśmiechu mogę stwierdzić, że się zgadza- do dyskusji dołączył się Mateusz.
- Więc witamy w zespole- pan Jacek uśmiechnął się szeroko i podał mi dłoń.
- Mam nadzieję, że pan się nie zawiedzie- uśmiechnęłam się i uścisnęłam jego dłoń.
- Na pewno nie.. A teraz przepraszam, inne obowiązki czekają- mężczyzna pożegnał się z nami i wyszedł z restauracji.
- Zamawiamy coś czy idziemy gdzieś indziej?- Mati uśmiechnął się do mnie.
- Idziemy!- zarządziłam i poderwałam się z miejsca. Opuściliśmy restauracje i udaliśmy się na halę. Chciałam zapoznać się z tym miejscem, w które będzie teraz moim drugim domem. Byłam taka szczęśliwa, że idąc na Halę Legionów podskakiwałam i nuciłam coś pod nosem.
- A właśnie... Dziękuje ci bardzo- rzuciłam mu się na szyję.
- Przecież nie ma za co- uśmiechnął się i położył dłonie na mojej tali. Uśmiechnęłam się mimowolnie, a na moich policzkach pojawił się delikatny rumieniec.
- Chociaż trochę boję się, że nie podołam- zaśmiałam się odsuwając od Mateusza.
- Nie marudź, jesteś świetna- siatkarz uśmiechnął się szeroko i puścił mi oczko.
- Tak myślisz?- zaśmiałam się i spojrzałam na niego.
- Tak, tak myślę- Bieniu spojrzał w moje oczy, a w środku zrobiło mi się tak cudownie ciepło.
- Cieszę się- uśmiechnęłam się szeroko.
- A ja się cieszę, że będziemy spotykać się częściej- pogładził delikatnie mój policzek, a w jego oczach pojawił się ten sam błysk jak przy pierwszym spotkaniu. Niestety, Rozalia jak wszystko musiała wszystko zepsuć. Odsunęłam się od niego i ruszyłam w dalszą drogę na halę, a między nami panowała teraz niezręczna cisza.
- Mogę się dowiedzieć o co chodzi?- uśmiechnęłam sie delikatnie.
- Naturalnie. Na początek wypadałoby sie przedstawić, więc nazywam się Jacek Sęk i jestem prezesem Effectora Kielce.
- Rozalia Rudnicka- podałam mu dłoń i uśmiechnęłam się szeroko.
- Sprawa ma się krótko. Słyszałem, że jest pani świetnym fotografem, prawda?- spojrzałam na Mateusza, a ten pokiwał głową szczerząc się.
- Nie wiem czy takim świetnym, trzymajmy się wersji samego fotografa- zaśmiałam się.
- Mimo, że nie widziałem pani zdjęć chciałbym zaproponować współpracę, a w dużej mierze to dzięki Mateuszowi, który godzinami przekonywał mnie, że ma pani talent.- zamurowało mnie. Ja? Miałabym zacząć pracę z jako fotograf Effectora? Przecież to spełnienie moich marzeń i wymarzona praca.
- Kurczę , nie wiem co powiedzieć- uśmiechnęłam się szeroko.
- Po uśmiechu mogę stwierdzić, że się zgadza- do dyskusji dołączył się Mateusz.
- Więc witamy w zespole- pan Jacek uśmiechnął się szeroko i podał mi dłoń.
- Mam nadzieję, że pan się nie zawiedzie- uśmiechnęłam się i uścisnęłam jego dłoń.
- Na pewno nie.. A teraz przepraszam, inne obowiązki czekają- mężczyzna pożegnał się z nami i wyszedł z restauracji.
- Zamawiamy coś czy idziemy gdzieś indziej?- Mati uśmiechnął się do mnie.
- Idziemy!- zarządziłam i poderwałam się z miejsca. Opuściliśmy restauracje i udaliśmy się na halę. Chciałam zapoznać się z tym miejscem, w które będzie teraz moim drugim domem. Byłam taka szczęśliwa, że idąc na Halę Legionów podskakiwałam i nuciłam coś pod nosem.
- A właśnie... Dziękuje ci bardzo- rzuciłam mu się na szyję.
- Przecież nie ma za co- uśmiechnął się i położył dłonie na mojej tali. Uśmiechnęłam się mimowolnie, a na moich policzkach pojawił się delikatny rumieniec.
- Chociaż trochę boję się, że nie podołam- zaśmiałam się odsuwając od Mateusza.
- Nie marudź, jesteś świetna- siatkarz uśmiechnął się szeroko i puścił mi oczko.
- Tak myślisz?- zaśmiałam się i spojrzałam na niego.
- Tak, tak myślę- Bieniu spojrzał w moje oczy, a w środku zrobiło mi się tak cudownie ciepło.
- Cieszę się- uśmiechnęłam się szeroko.
- A ja się cieszę, że będziemy spotykać się częściej- pogładził delikatnie mój policzek, a w jego oczach pojawił się ten sam błysk jak przy pierwszym spotkaniu. Niestety, Rozalia jak wszystko musiała wszystko zepsuć. Odsunęłam się od niego i ruszyłam w dalszą drogę na halę, a między nami panowała teraz niezręczna cisza.
piątek, 5 lutego 2016
Rozdział 2. " Co ma być to będzie"
Następnego dnia, jak to miałam w zwyczaju, wstałam koło południa i poczłapałam na dół. Spojrzałam jeszcze na wyświetlacz telefonu z nadzieją, że czeka tam na mnie wiadomość od Mateusza, jednak nic nowego tam nie było. Westchnęłam ciężko i usiadłam przy stole w kuchni. Włączyłam laptopa i zalogowałam się Facebooka. Zastanawiałam się czy powinnam wysyłać mu to zaproszenie. Może już o mnie zapomniał? W końcu jest siatkarzem i codziennie spotyka po kilkaset swoich fanek. Postanowiłam jednak zaryzykować.
- Co ma być to będzie- powiedziałam sama do siebie i wysłałam do niego zaproszenie. Nie chciało mi się czekać, aż je zaakceptuje ( o ile w ogóle to zrobi), więc pobiegłam na górę i ubrałam swoje dresy. Chwilę później biegłam już przez park, łapiąc promienie słońca. Dzień zapowiadał się dość przyjemnie. Jak na luty było bardzo ciepło, a po śniegu nie został nawet najmniejszy ślad. Większości ludzi to przeszkadza, że niby zima bez śniegu to nie zima, ale ja tam byłam zadowolona. Nawet automatycznie pojawił się na mojej twarzy uśmiech. Wzięłam głęboki oddech i odcięłam się od świata. Nic mnie nie obchodziło... aż do momentu, gdy przebiegając przez jedną z alejek potknęłam się o coś i wylądowałam na twardej, zimnej ziemi. Jak się potem okazało, potknęłam się o nogi jakiegoś mężczyzny. Nie musiałam długo czekać, bo już po chwili był przy mnie i pomagał mi wstać. - O Rozi... Strasznie cię przepraszam- Mateusz uśmiechnął sie przepraszająco, a cała moja złość wyparowała. Rozalia co sie z tobą dzieje?!
- Nie, nic.. spokojnie- uśmiechnęłam się i wstałam przy pomocy Matiego.
- Wiesz, ten numer na ręce.. to był zły pomysł- siatkarz podrapał sie po głowie, a później zaczął się śmiać.
- Zmył ci się?- zaśmiałam się.
- Właśnie...
- Jak zaakceptujesz moje zaproszenie to wyślę ci na fejsie- uśmiechnęłam się.
- O jednak o mnie nie zapomniałaś- Bieniu wyszczerzył sie.
- No jakbym mogła?- zaśmiałam się. - Po prostu trochę mi zeszło z tymi zdjęciami i byłam już tak padnięta, że padłam.
Zmarszczyłam lekko czoło słysząc swoje ostatnie zdanie, które nie miało sensu. Mateusz zaczął się śmiać, a po chwili i ja do niego dołączyłam.
- A właśnie słuchaj, bo ja właściwie mam dla ciebie niespodziankę..- uśmiechnął się tajemniczo.
- Dla mnie? Jaką?- ożywiłam sie na jego słowa, choć nienawidziłam niespodzianek. Ale skoro Mateusz Bieniek przygotował jakąś dla mnie to chyba można zrobić wyjątek, a nawet trzeba.
- Spotkajmy sie tutaj za godzinę, dobrze?- puścił mi oczko i nie czekając na moją odpowiedź odszedł, pozostawiając mnie po raz kolejny całkiem zdezorientowaną. Postanowiłam szybko wrócić do domu i się ogarnąć.
Z łazienki wyszłam owinięta ręcznikiem i zaczęłam się zastanawiać w co by się tu ubrać. Nie wiedziałam co Mateusz dla mnie przygotował i byłam w kompletnej rozsypce. Postawiłam jednak na jeansy, czerwoną koszulę w kratę i białe air maxy. Włosy rozczesałam i pozwoliłam aby swobodnie opadały mi na ramiona. Tak ubrana wyszłam z domu i po kilkunastu minutach byłam już w umówionym miejscu.
- O jesteś już- powiedział Mateusz, który właśnie przyszedł do parku.
- Jestem, jestem- pokiwałam głową uśmiechając się.
- A teraz chodź ze mną- zachęcił mnie skinieniem głowy i ruszył w kierunku rynku. Z trudem dorównałam mu kroku, ale czułam się bardzo nieswojo przy tak wysokim mężczyźnie.
- Aa gdzie idziemy?- zapytałam po krótszej chwili i uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Zaraz zobaczysz- spojrzał na mnie z góry i uśmiechnął się. Poczułam się jak Smerfetka stojąca przy Gargamelu. A więc takie to uczucie..
Po krótszej chwili byliśmy już na rynku i weszliśmy do jednej z kawiarni. A więc chciał mnie tylko zaprosić na kawę?
Niby przepuścił mnie w drzwiach, a zaraz potem złapał za rękę i zaczął ciągnąć w głąb sali. Nie powiem, podobało mi się to. Kaśka to mi na pewno nie uwierzy. Znam Mateusza Bieńka i jeszcze on trzymał mnie za dłoń. Marzenie.
- Witam- tak zajęłam się rozmyślaniem o Matim, że prawie w ogóle nie zauważyłam, że staliśmy teraz przy stoliku jakiegoś mężczyzny. Spojrzałam najpierw na niego, a później na Mateusza.
- Dzień dobry- odpowiedziałam w końcu niepewnie, a nieznajomy wyciągnął w moim kierunku swoją prawą dłoń. Kim on był i co mnie czeka?
__________________________
Drugi rozdział tak na dobranoc :)
Mam nadzieję, że się podoba :*
Komentujesz= motywujesz ♥
- Co ma być to będzie- powiedziałam sama do siebie i wysłałam do niego zaproszenie. Nie chciało mi się czekać, aż je zaakceptuje ( o ile w ogóle to zrobi), więc pobiegłam na górę i ubrałam swoje dresy. Chwilę później biegłam już przez park, łapiąc promienie słońca. Dzień zapowiadał się dość przyjemnie. Jak na luty było bardzo ciepło, a po śniegu nie został nawet najmniejszy ślad. Większości ludzi to przeszkadza, że niby zima bez śniegu to nie zima, ale ja tam byłam zadowolona. Nawet automatycznie pojawił się na mojej twarzy uśmiech. Wzięłam głęboki oddech i odcięłam się od świata. Nic mnie nie obchodziło... aż do momentu, gdy przebiegając przez jedną z alejek potknęłam się o coś i wylądowałam na twardej, zimnej ziemi. Jak się potem okazało, potknęłam się o nogi jakiegoś mężczyzny. Nie musiałam długo czekać, bo już po chwili był przy mnie i pomagał mi wstać. - O Rozi... Strasznie cię przepraszam- Mateusz uśmiechnął sie przepraszająco, a cała moja złość wyparowała. Rozalia co sie z tobą dzieje?!
- Nie, nic.. spokojnie- uśmiechnęłam się i wstałam przy pomocy Matiego.
- Wiesz, ten numer na ręce.. to był zły pomysł- siatkarz podrapał sie po głowie, a później zaczął się śmiać.
- Zmył ci się?- zaśmiałam się.
- Właśnie...
- Jak zaakceptujesz moje zaproszenie to wyślę ci na fejsie- uśmiechnęłam się.
- O jednak o mnie nie zapomniałaś- Bieniu wyszczerzył sie.
- No jakbym mogła?- zaśmiałam się. - Po prostu trochę mi zeszło z tymi zdjęciami i byłam już tak padnięta, że padłam.
Zmarszczyłam lekko czoło słysząc swoje ostatnie zdanie, które nie miało sensu. Mateusz zaczął się śmiać, a po chwili i ja do niego dołączyłam.
- A właśnie słuchaj, bo ja właściwie mam dla ciebie niespodziankę..- uśmiechnął się tajemniczo.
- Dla mnie? Jaką?- ożywiłam sie na jego słowa, choć nienawidziłam niespodzianek. Ale skoro Mateusz Bieniek przygotował jakąś dla mnie to chyba można zrobić wyjątek, a nawet trzeba.
- Spotkajmy sie tutaj za godzinę, dobrze?- puścił mi oczko i nie czekając na moją odpowiedź odszedł, pozostawiając mnie po raz kolejny całkiem zdezorientowaną. Postanowiłam szybko wrócić do domu i się ogarnąć.
Z łazienki wyszłam owinięta ręcznikiem i zaczęłam się zastanawiać w co by się tu ubrać. Nie wiedziałam co Mateusz dla mnie przygotował i byłam w kompletnej rozsypce. Postawiłam jednak na jeansy, czerwoną koszulę w kratę i białe air maxy. Włosy rozczesałam i pozwoliłam aby swobodnie opadały mi na ramiona. Tak ubrana wyszłam z domu i po kilkunastu minutach byłam już w umówionym miejscu.
- O jesteś już- powiedział Mateusz, który właśnie przyszedł do parku.
- Jestem, jestem- pokiwałam głową uśmiechając się.
- A teraz chodź ze mną- zachęcił mnie skinieniem głowy i ruszył w kierunku rynku. Z trudem dorównałam mu kroku, ale czułam się bardzo nieswojo przy tak wysokim mężczyźnie.
- Aa gdzie idziemy?- zapytałam po krótszej chwili i uśmiechnęłam się sama do siebie.
- Zaraz zobaczysz- spojrzał na mnie z góry i uśmiechnął się. Poczułam się jak Smerfetka stojąca przy Gargamelu. A więc takie to uczucie..
Po krótszej chwili byliśmy już na rynku i weszliśmy do jednej z kawiarni. A więc chciał mnie tylko zaprosić na kawę?
Niby przepuścił mnie w drzwiach, a zaraz potem złapał za rękę i zaczął ciągnąć w głąb sali. Nie powiem, podobało mi się to. Kaśka to mi na pewno nie uwierzy. Znam Mateusza Bieńka i jeszcze on trzymał mnie za dłoń. Marzenie.
- Witam- tak zajęłam się rozmyślaniem o Matim, że prawie w ogóle nie zauważyłam, że staliśmy teraz przy stoliku jakiegoś mężczyzny. Spojrzałam najpierw na niego, a później na Mateusza.
- Dzień dobry- odpowiedziałam w końcu niepewnie, a nieznajomy wyciągnął w moim kierunku swoją prawą dłoń. Kim on był i co mnie czeka?
__________________________
Drugi rozdział tak na dobranoc :)
Mam nadzieję, że się podoba :*
Komentujesz= motywujesz ♥
Rozdział 1. " Żegnaj Warszawo, witajcie Kielce. "
- Nie rozumiem jak mogłaś wyjechać- powiedziała z żalem moja przyjaciółka. Poprawiłam laptopa na kolanach i chwilę patrzyłam w ekran, w którym widać było Kasię.
- Przecież wiesz, że zawsze buntowałam się przeciw Warszawie. Kielce to zupełnie inne miasto, inni ludzie..Inne wszystko- uśmiechnęłam się delikatnie.
- A pracę to ty tam znajdziesz?
- Znajdę, znajdę. Nie bój się
- Zoba...- nagle wystąpiły jakieś zakłócenia, a po chwili moja rozmowa z Kaśką się zakończyła. Na ekranie widniał napis Połączenie zostało zerwane, więc wyłączyłam laptopa i podeszłam do okna. Nie chciałam bezczynnie siedzieć w swoim mieszkaniu, więc postanowiłam wyjść na spacer. Jako fotograf nie mogłam odmówić sobie wzięcia ze sobą aparatu, zwłaszcza, że Kielce to piękne miasto. Tak też zrobiłam. Po kilku minutach byłam już na rynku i byłam w trakcie robienia zdjęć. Nawet nie zauważyłam, że obok mnie stoi pewien mężczyzna uważnie mi się przyglądając. Był bardzo wysoki, miał blond włosy i brązowe oczy. W końcu zrobił kilka kroków w moją stronę.
- Mogę zobaczyć?- uśmiechnął się i spojrzał na mój aparat. Kiwnęłam głową i podałam mu sprzęt.
- I jak?- zapytałam po krótszej chwili.
- Są świetne- oddał mi aparat i schował obie ręce do kieszeni.
- Oj tam zaraz świetne, trzeba je jeszcze odpowiednio obrobić- wzruszyłam ramionami chowając sprzęt do torby.
- Jesteś fotografem?- zapytał, a w jego głosie dało się wyczuć odrobinę nadziei i radości.
- Tak, a dlaczego pytasz?
- A no tak po prostu- wzruszył ramionami i uśmiechnął się szeroko, a następnie wyciągnął w moją stronę swoją prawą dłoń. - Mateusz.
- Rozalia- uśmiechnęłam się delikatnie i uścisnęłam jego dłoń.
- Jesteś stąd?
- Nie, nie.. Z Wawy- ugięłam jedną nogę, jednak to był błąd, bo on zrobił się jeszcze wyższy.
- To co tu robisz?- blondyn uśmiechał się szeroko, a w jego oczach widać było błysk.
- Uciekłam od tej wiecznej bieganiny, ruchu i innych takich- machnęłam ręką śmiejąc się.
- Ale Warszawa to chyba dobre miejsce dla fotografa... Miasto takie piękne, ludzi dużo
- Pozornie tak. Ja zawsze buntowałam się przeciw temu miejscu. Cóż, taka moja natura- wzruszyłam ramionami i dosunęłam zamek mojej niebieskiej kurtki po samą brodę.
- Masz racje, w Kielcach są najlepsi ludzie- to mówiąc wskazał na siebie, a ja zaczęłam się śmiać.
- No wiesz, jestem tutaj od niedawna.. Nie będę na razie nic oceniać.
- A czy jest możliwość, żebyśmy się bliżej poznali?- uśmiechnął się szeroko ukazując szereg bielutkich zębów.
- Czemu nie- potrzebowałam towarzystwa, byłam tutaj całkiem sama, nikogo nie znałam.
- To dasz mi swój numer?
- Dam, tylko daj telefon- wyciągnęłam dłoń w jego stronę, a on zaczął nerwowo "trzepać" kieszenie.
- Kurde, musiałem zostawić go w domu- mężczyzna przeczesał swoje włosy krzywiąc się lekko.
- Hmm... poczekaj- zaczęłam szukać długopisu w torbie, a gdy go znalazłam uśmiechnęłam się triumfalnie. - Niestety nie mam żadnej kartki.
- Napisz na ręce- wyjął jedną dłoń z kieszeni, a ja wyraźnie napisałam mu swój numer.
- Mam nadzieję, że się odezwiesz- uśmiechnęłam się i wrzuciłam długopis z powrotem do torby.
- Na pewno- uśmiechnął się patrząc na rękę, a potem puścił mi oczko.
- W takim razie będę czekała, a teraz jestem zmuszona cię opuścić. Muszę obrobić te zdjęcia i wrzucić je na bloga- uśmiechnęłam się przerzucając torbę przez ramię.
- O prowadzisz bloga? Zaproś mnie na fejsie i koniecznie wyślij linka. Nazywam się Mateusz Bieniek- zamrugał swoimi cudownymi oczami, a mnie olśniło. Biniek! Czy to ten siatkarz, który tak dokopał Rosjanom? Byłam w szoku.
- Oo..okej- wydukałam, a na moim policzku pojawił się czerwony rumieniec.
- No to do zobaczenia, mam nadzieję, że za niedługo- pomachał mi i poszedł w swoją stronę. Stałam tam bezruchu jeszcze dobrą chwilę, patrząc na znikającą sylwetkę siatkarza. Dopiero po krótszej chwili się ogarnęłam i wróciłam do swojego mieszkania. Chciałam od razu opowiedzieć o moim spotkaniu z Mateuszem Kaśce, więc wykręciłam jej numer i rzuciłam się na kanapę. Niestety nie odebrała.
- A wypchaj się, jeszcze będziesz mi zazdrościć- mruknęłam i sięgnęłam po laptopa. Oczywiście gdy zaczęłam przerabiać zdjęcia całkowicie straciłam poczucie czasu i zapomniałam o Mateuszu. Kiedy skończyłam było już po 1 w nocy. Stwierdziłam, że nie mam siły już nic dzisiaj robić, więc wyłączyłam lapka i poczłapałam do sypialni. Nim się obejrzałam zasnęłam.
---------------------------
Oto i jest pierwszy rozdział ;) Wiem, wiem krótki, ale potraktujcie go jako wprowadzenie do historii.
Mam nadzieję, że to opowiadanie również przypadnie wam do gustu :)
Mile będą widziane komentarze :)
Pozdrawiam :*
- Przecież wiesz, że zawsze buntowałam się przeciw Warszawie. Kielce to zupełnie inne miasto, inni ludzie..Inne wszystko- uśmiechnęłam się delikatnie.
- A pracę to ty tam znajdziesz?
- Znajdę, znajdę. Nie bój się
- Zoba...- nagle wystąpiły jakieś zakłócenia, a po chwili moja rozmowa z Kaśką się zakończyła. Na ekranie widniał napis Połączenie zostało zerwane, więc wyłączyłam laptopa i podeszłam do okna. Nie chciałam bezczynnie siedzieć w swoim mieszkaniu, więc postanowiłam wyjść na spacer. Jako fotograf nie mogłam odmówić sobie wzięcia ze sobą aparatu, zwłaszcza, że Kielce to piękne miasto. Tak też zrobiłam. Po kilku minutach byłam już na rynku i byłam w trakcie robienia zdjęć. Nawet nie zauważyłam, że obok mnie stoi pewien mężczyzna uważnie mi się przyglądając. Był bardzo wysoki, miał blond włosy i brązowe oczy. W końcu zrobił kilka kroków w moją stronę.
- Mogę zobaczyć?- uśmiechnął się i spojrzał na mój aparat. Kiwnęłam głową i podałam mu sprzęt.
- I jak?- zapytałam po krótszej chwili.
- Są świetne- oddał mi aparat i schował obie ręce do kieszeni.
- Oj tam zaraz świetne, trzeba je jeszcze odpowiednio obrobić- wzruszyłam ramionami chowając sprzęt do torby.
- Jesteś fotografem?- zapytał, a w jego głosie dało się wyczuć odrobinę nadziei i radości.
- Tak, a dlaczego pytasz?
- A no tak po prostu- wzruszył ramionami i uśmiechnął się szeroko, a następnie wyciągnął w moją stronę swoją prawą dłoń. - Mateusz.
- Rozalia- uśmiechnęłam się delikatnie i uścisnęłam jego dłoń.
- Jesteś stąd?
- Nie, nie.. Z Wawy- ugięłam jedną nogę, jednak to był błąd, bo on zrobił się jeszcze wyższy.
- To co tu robisz?- blondyn uśmiechał się szeroko, a w jego oczach widać było błysk.
- Uciekłam od tej wiecznej bieganiny, ruchu i innych takich- machnęłam ręką śmiejąc się.
- Ale Warszawa to chyba dobre miejsce dla fotografa... Miasto takie piękne, ludzi dużo
- Pozornie tak. Ja zawsze buntowałam się przeciw temu miejscu. Cóż, taka moja natura- wzruszyłam ramionami i dosunęłam zamek mojej niebieskiej kurtki po samą brodę.
- Masz racje, w Kielcach są najlepsi ludzie- to mówiąc wskazał na siebie, a ja zaczęłam się śmiać.
- No wiesz, jestem tutaj od niedawna.. Nie będę na razie nic oceniać.
- A czy jest możliwość, żebyśmy się bliżej poznali?- uśmiechnął się szeroko ukazując szereg bielutkich zębów.
- Czemu nie- potrzebowałam towarzystwa, byłam tutaj całkiem sama, nikogo nie znałam.
- To dasz mi swój numer?
- Dam, tylko daj telefon- wyciągnęłam dłoń w jego stronę, a on zaczął nerwowo "trzepać" kieszenie.
- Kurde, musiałem zostawić go w domu- mężczyzna przeczesał swoje włosy krzywiąc się lekko.
- Hmm... poczekaj- zaczęłam szukać długopisu w torbie, a gdy go znalazłam uśmiechnęłam się triumfalnie. - Niestety nie mam żadnej kartki.
- Napisz na ręce- wyjął jedną dłoń z kieszeni, a ja wyraźnie napisałam mu swój numer.
- Mam nadzieję, że się odezwiesz- uśmiechnęłam się i wrzuciłam długopis z powrotem do torby.
- Na pewno- uśmiechnął się patrząc na rękę, a potem puścił mi oczko.
- W takim razie będę czekała, a teraz jestem zmuszona cię opuścić. Muszę obrobić te zdjęcia i wrzucić je na bloga- uśmiechnęłam się przerzucając torbę przez ramię.
- O prowadzisz bloga? Zaproś mnie na fejsie i koniecznie wyślij linka. Nazywam się Mateusz Bieniek- zamrugał swoimi cudownymi oczami, a mnie olśniło. Biniek! Czy to ten siatkarz, który tak dokopał Rosjanom? Byłam w szoku.
- Oo..okej- wydukałam, a na moim policzku pojawił się czerwony rumieniec.
- No to do zobaczenia, mam nadzieję, że za niedługo- pomachał mi i poszedł w swoją stronę. Stałam tam bezruchu jeszcze dobrą chwilę, patrząc na znikającą sylwetkę siatkarza. Dopiero po krótszej chwili się ogarnęłam i wróciłam do swojego mieszkania. Chciałam od razu opowiedzieć o moim spotkaniu z Mateuszem Kaśce, więc wykręciłam jej numer i rzuciłam się na kanapę. Niestety nie odebrała.
- A wypchaj się, jeszcze będziesz mi zazdrościć- mruknęłam i sięgnęłam po laptopa. Oczywiście gdy zaczęłam przerabiać zdjęcia całkowicie straciłam poczucie czasu i zapomniałam o Mateuszu. Kiedy skończyłam było już po 1 w nocy. Stwierdziłam, że nie mam siły już nic dzisiaj robić, więc wyłączyłam lapka i poczłapałam do sypialni. Nim się obejrzałam zasnęłam.
---------------------------
Oto i jest pierwszy rozdział ;) Wiem, wiem krótki, ale potraktujcie go jako wprowadzenie do historii.
Mam nadzieję, że to opowiadanie również przypadnie wam do gustu :)
Mile będą widziane komentarze :)
Pozdrawiam :*
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)