Kiedy wróciłam do domu nie miałam siły na nic innego jak tylko walnięcie się na łóżko i leżenie bezruchu. To nic, że miałam obrobić i wstawić zdjęcia z meczu z Olsztynem. To był mój najmniejszy problem. Liczył się tylko Mateusz. Dokładnie rozważałam wszystkie za i przeciw, ale nie potrafiłam jasno określić czego chce. Nie chodziło to, że Bieniu nie był w moim guście. Przeciwnie. Spełniał wszystkie "wymagania", których od zawsze się trzymałam. Problemem stało się to, że nie wiedziałam czy podołam życiu z siatkarzem. Ciągłe patrzenie na ręce, dziennikarze, wywiady, zazdrosne fanki.. To wszystko na mnie czyhało i przerażało wystarczająco mocno, żebym popełniła największy błąd mojego życia...
Nawet nie zauważyłam kiedy nastał nowy dzień. Leniwie poczłapałam do kuchni mimo, że nie byłam głodna. Oparłam się o kuchenne szafki i wlepiłam swój wzrok w ścianę przed siebie. Dziś postanowiłam, że wezmę się za te zdjęcia, ale nie teraz. Jeszcze nie. Kiedy trwałam tak w swoim zamyśleniu, zadzwonił telefon. Poderwałam się z miejsca i odebrałam.
- Halo?- mruknęłam trochę chłodno, ale nie mogłam zmienić swojej barwy głosu.
- Rozalia tak? Grzegorz Szymański z klubu z tej strony- zaczęłam szukać w głowie tego nazwiska, ale nie potrafiłam sobie przypomnieć jak on wyglądał. Machnęłam więc ręką i oparłam się o ścianę.
- No cześć- mruknęłam.
- Musisz przyjechać do Mateusza- mój rozmówca, krzyknął tak głośno, że aż musiałam na chwilę odsunąć słuchawkę od ucha.
- Co kolejna jakaś chora gierka? Niech da sobie spokój, bo na razie i tak jest w kropce- prychnęłam odgarniając włosy do tyłu.
- Co? Nie, nie. Po prostu nie odbiera telefonu, a drzwi do jego mieszkania są zamknięte.
- To może nie ma go w domu?- oczywiście to było pytanie retoryczne, które mogło zabrzmieć ciut chamsko.
- Jest, na pewno jest. Błagam przyjedź- mężczyzna rozłączył się, a ja z furią rzuciłam telefon na kanapę. Co on sobie myśli? Że weźmie mnie na wyrzuty sumienia? Mimo, że na początku postanowiłam nigdzie nie jechać, to po dłuższej chwili nie mogłam już usiedzieć na miejscu i po wcześniejszym ogarnięciu ruszyłam w kierunku mieszkania Bienia.
Gdy dojechałam na miejsce pod bramą stał wysoki mężczyzna. Domyśliłam się, że to pewnie Grzesiek. Podeszłam do niego szybkim krokiem.
- I po co kazałeś mi tu przyjechać?- oparłam się o maskę swojego samochodu.
- Daje sobie rękę uciąć, że jest w środku.
- No to zadzwoń i powiedz, żeby nam otworzył?- znowu mogło to zabrzmieć chamsko, ale nie miałam głowy panować nad tym co mówię.
- Dzwoniłem. Cisza.
- Ja pierdole- warknęłam i zaczęłam wspinać się po bramie.
- Co ty wyrabiasz?- Grzesiek złapał mnie za ramię.
- Musimy się tam jakoś dostać, więc zamknij sie i mi pomóż- nie powiem, zaczynałam się denerwować i martwić o Matiego. W końcu wczoraj też nie zachowałam się okej.
Dzięki pomocy siatkarza przeskoczyłam na drugą stronę ogrodzenia i pewnym krokiem ruszyłam w kierunku drzwi. W połowie drogi odwróciłam się w kierunku Grześka, który został na poprzednim miejscu.
- A ty co?- zapytałam unosząc jedną brew. Tak naprawę bałam się wejść tam sama. Zawsze moja głowa wymyślała najczarniejsze scenariusze i po prostu dla bezpieczeństwa chciałam mieć kogoś przy sobie. Nie musiałam długo czekać, by siatkarz znalazł się obok mnie. Obydwoje podeszliśmy do drzwi i nacisnęliśmy dzwonek. Po dłuższej chwili ciszy nacisnęłam delikatnie klamkę. Ku naszemu zdziwieniu drzwi były otwarte. Spojrzałam niepewnie na Grześka, który miał tak bardzo wystraszone oczy, że wydawało się, że zaraz ucieknie stąd z krzykiem. Wiedziałam, że to ja muszę zrobić pierwszy krok. Uchyliłam szerzej drzwi, które tak jak w jakimś horrorze zaczęły potwornie skrzypieć. Przełknęłam głośno ślinę i przekroczyłam próg. W mieszkaniu panowała grobowa cisza, co przyprawiło mnie o nieprzyjemne dreszcze.
- Mateusz..- zawołałam, a mój głos rozchodził się po mieszkaniu wraz z echem. Teraz to już naprawdę czułam się jak w jakimś horrorze. Zrobiłam kilka kroków wchodząc w głąb mieszkania. Grzesiek pozostał na zewnątrz.
- No kurde! Grzesiek nie mów mi, że się boisz. A ty Mateusz przestań się z nami bawić w chowanego!- krzyknęłam na cały dom, żeby jak najszybciej porzucić wizję nawiedzonego domu, który siedział w mojej głowie. Widząc, że Szymański pozostaje bez ruchu pokręciłam bezradnie głową i udałam się do sypialni Mateusza. Kiedy tam weszłam zamarłam. Szybko podbiegłam do mężczyzny.
- Mateusz!- krzyknęłam, a moje serce zaczęło bić jak oszalałe.
No przecież ja tu zawału dostane -,-
OdpowiedzUsuńPisz następnego!
Now!
nooo
UsuńObiecuję, że jutro się pojawi ;) Dzisiaj nie mam już czasu ani siły :) :*
UsuńJestem strasznie ciekawa co będzie dalej :) Nie mogę się doczekać nastęnego :*
OdpowiedzUsuńBoże ;o Boję się co ty wymyśliłaś....
OdpowiedzUsuń~Conte.
Pisz dalej! Ja che wiedzieć co się stanie! <3 Super rozdział :*
OdpowiedzUsuń